Reklama

Reklama

Biografia Catherine Deneuve

Gdy słyszę te wszystkie pytania, mam wrażenie, że tak naprawdę odpowiedzi na nie można znaleźć w moich filmach, że nie nic więcej do dodania (...). Kiedy się je ogląda, widać dobrze, kim naprawdę jestem. Catherine Deneuve (Elle, 1984)

Francuski pisarz Pierre Daninos, próbując jak najlepiej określić "przeciętnego Francuza", znalazł formułę, która - jak wiele innych aforyzmów - z całą pewnością bardzo upraszcza sprawę, ale również ma w sobie sporo prawdy: "Francuz? - pisał w 1954 r. - To ktooe zupełnie inny, niż przypuszczacie"1. Od razu czujemy pokusę, by zastosować tę definicję wobec tej, która od prawie czterech dziesięcioleci symbolizuje, reprezentuje, uosabia, we Francji i poza jej granicami, nie tylko francuskie kino, ale Francję samą w sobie, z jej klasyczną elegancją, wyniosłym urokiem, niezliczonymi sprzecznościami. Zdawałoby się, że o Catherine Deneuve wiemy już wszystko... Jakże mogłoby być inaczej? Od jej objawienia w Parasolkach z Cherbourga [Parapluies de Cherbourg], "rozśpiewanego" filmu zrealizowanego przez jej pierwszego prawdziwego Pigmaliona, Jacques'a Demy'ego, aktorka nieustannie monopolizuje pierwszy plan sceny. Ma w swoim dorobku - bagatela! - dziewięćdziesiąt pełnometrażowych filmów, a niemal jedna trzecia z nich to filmy znakomite, cieszące się wielkim powodzeniem - każdy z nich obejrzało ponad milion widzów. Ma też na koncie wiele arcydzieł, takich jak Wstręt [Répulsion], Pięknooeć dnia [Belle du jour] czy Ostatnie Metro [Le Dernier Métro], które nie tylko odcisnęły swoje piętno na historii kina, ale również ukształtowały wizerunek aktorki.

Reklama

Wszyscy wiedzą o jej dawnych miłościach, o związku z demonicznym odkrywcą Brigitte Bardot, Rogerem Vadimem, czy z włoskim aktorem Marcello Mastroiannim. Catherine Deneuve, muza Yves'a Saint Laurenta, "twarz" perfum Chanel n 5, czy też, ostatnio, jednej z marek szamponów, powoli lecz skutecznie stawała się częścią francuskiego krajobrazu, wzbudzając powszechną ciekawość prasy: od najgorszych brukowców, poprzez wszelkie magazyny kobiece, aż do poważnych czasopism adresowanych do kinomanów.

W wyniku sondażu przeprowadzonego we Francji w połowie lat osiemdziesiątych zadecydowano, że Marianna, symbol Republiki, będzie odtąd miała jej rysy - w wielu merostwach trzydziestu sześciu tysięcy gmin francuskich króluje jej oblicze. Ta wzbudzająca zaufanie obecność, prawie matczyna, jest tak dobrze znana wielu z nas. A jednak...

A jednak poprzestanie na tym prostym portrecie byłoby błędem. To jedynie bardzo powierzchowny, częściowy opis, dający tylko zewnętrzny ogląd postaci, znany z eleganckich, kolorowych magazynów. Takie podejście, proste, nastawione na tani blichtr, nie pozwoliłoby dojrzeć innej drogi, bardziej krętej, czasem ciężkiej, bo dotyczącej postaci z krwi i kości, pełnej śmiechu i łez, zawiedzionych nadziei, ale i cudownych niespodzianek losu. Staraliśmy się pójść właśnie tą trudniejszą drogą, unikając zarówno przesadnych rewerencji, jak i niczym nieuzasadnionych krytyk. Wystrzegaliśmy się też niewłaściwych psychologicznych rozważań, na przykład w związku z tragiczną śmiercią siostry aktorki,Francoise. "Odpowiedzi można znaleźć w moich filmach" - mówi Deneuve. Trzymamy za słowo.

Od pierwszych nieśmiałych kroków przed kamerą, choć i jej matka, i ojciec byli aktorami, do błyskotliwego sukcesu 8 kobiet [8 femmes] z 2002 roku - młoda Catherine Dorléac stworzyła historię, która będzie postrzegana jako jedna z najwspanialszych karier francuskiego kina. Stanęła przed kamerą z powodu swej urody, jak wiele innych gwiazdek z lat pięćdziesiątych, i szybko nauczyła się wykorzystywać swój tajemniczy urok i otaczający ją klimat dwuznaczności w filmach Polańskiego, BuĽuela czy Truffaut, by wreszcie osiagnąć pełne finezji umiejętności aktorskie pod pełnym zrozumienia okiem André Téchiné czy ostrym spojrzeniem aktorek-reżyserek, Nicole Garcia i Tonie Marshall. Jednak Catherine Deneuve, dziś aktorka spełniona, niepodważalna gwiazda wielkiego ekranu, a od niedawna także i małego, nigdy nawet nie marzyła o tym, że tak potoczą się jej losy. Jako nieśmiała i pełna rezerwy nastolatka przyznawała się do jednego marzenia: żeby jej się powiodło w życiu jako kobiecie. I to się jej w dużej mierze udało - została matką w wieku dziewiętnastu lat, a babcią, kiedy miała lat pięćdziesiąt trzy - nawet jeśli na tym polu spotkało ją więcej rozczarowań niż w karierze zawodowej.

Śliczna brunetka, która stała się uosobieniem pięknej blondynki - to nie jedyny paradoks Deneuve, jest ich o wiele więcej. To one stanowią bogactwo postaci, a także, naszym zdaniem, sekret jej zadziwiającej długowieczności. Mówi się o niej i myśli: chłodna, oschła, całkowicie oddana swojej karierze. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie - to kobieta pełna pasji, zmienna, kapryśna, w której życiu nadrzędnym celem była miłość. Często wytyka się jej drobnomieszczańską mentalność, zapominając o tym, że bardzo wcześnie, w wieku zaledwie siedemnastu lat, opuściła rodzinne gniazdko, by rzucić się w ramiona mężczyzny dwa razy starszego od siebie, któremu miała śmiałość, graniczącą w owych czasach ze skandalem, urodzić dziecko, nie będąc nigdy jego formalną żoną.

Można by wyliczać dalsze przykłady sprzeczności między wizerunkiem aktorki a postacią, którą należy nazwać "prawdziwą" Catherine Deneuve. Można mówić, na przykład, o jej zaangażowaniu w walkę o prawo do aborcji, wolność prasy czy przeciwko karze śmierci w Stanach Zjednoczonych; te działania nigdy zresztą nie zdołały zmienić wizerunku aktorki, w gruncie rzeczy bardzo konserwatywnego, ani nie przeszkodziły jej wziąć udziału, za pośrednictwem telewizyjnego spotu, w kampanii na rzecz prywatyzacji banku Compagnie de Suez w 1986 r. Nasza książka pokazuje, jak - wbrew stanowczej chęci ochrony swojej prywatności, czasami nawet na drodze sądowej - z biegiem lat Catherine Deneuve dawała się poznawać bliżej, odsłaniała, godząc się wreszcie całkiem niedawno na opublikowanie swoich skromnych, ale za to bardzo intymnych notatek, pisanych w trakcie kręcenia filmów. Nie brakowało więc materiałów do napisania tej książki. Wystarczyło po nie sięgnąć, a tego, co ciekawe, nikt, albo prawie nikt, nie ośmielił się dotąd zrobić.

Ta pierwsza biografia Catherine Deneuve, niebędąca ani hagiografią, ani, tym bardziej, pamfletem, ma na celu ukazanie jej jako aktorki i jednocześnie jako kobiety. Aby nie było tak, że najmniej wiemy o najsławniejszej francuskiej aktorce.

ZŁOTA MŁODOŚĆ (1943-1959)

Catherine Fabienne przychodzi na świat 22 października 1943 roku, o godz. 13.35, w klinice przy cite des Fleurs 22 w siedemnastej dzielnicy okupowanego Paryża, którego mieszkańcy, pomimo licznych ograniczeń wojennych, stale tłumnie chodzą do kina. Jej ojciec, czterdziestodwuletni Maurice Dorléac, już dwie godziny później zgłasza w merostwie narodziny dziecka. Catherine jest już trzecią ich córką. Czwarta, Sylvie, przyjdzie na świat w 1946 roku. W chwili narodzin Catherine jej najstarsza siostra, Danielle, ma lat siedem, a Françoise - równo osiemnaście miesięcy.

Losy wojny zdają się już przsądzone: w styczniu tego roku szósta armia niemiecka skapitulowała pod Stalingradem, a w czerwcu na Sycylii wylądował desant aliancki. Paryż nadal jednak jest okupowany. Od czasu klęski roku 1940 w mieście brakuje niemal wszystkiego. By przetrwać, wszyscy radzą sobie jak mogą. Żywność jest racjonowana, funkcjonuje system kartkowy - w 1943 roku przydział dzienny na mieszkańca wynosi zaledwie tysiąc dwieście kalorii. "Nawet w środowisku ludzi zamożnych - odnotowuje historyk Jean-Pierre Azéma - nie było niczym niestosownym, jeśli zaproszeni na obiad goście przynosili ze sobą coś do jedzenia, a jakość serwowanych potraw zależała od aktualnej oferty czarnego rynku.

W swoim mieszkaniu przy boulevard Exelmans 69, w szesnastej dzielnicy, państwo Dorléac, jak wszyscy inni Paryżanie, próbują przetrwać czarne lata. Powodzi im się nieco lepiej niż innym: oboje są aktorami, a okres okupacji Paryża to "złoty wiek" kina i teatru francuskiego na miarę tamtych czasów. Niemiecki okupant, chcąc jak najszybciej przywrócić pozory normalności, zezwolił na otwarcie pozamykanych wcześniej teatrów, a twórcy francuskiego kina odzyskali możność działania. Już we wrześniu 1940 roku powstało Continental Films, francuskie przedsiębiorstwo filmowe działające w oparciu o kapitał niemiecki, a jego dyrektor, Alfred Greven, w październiku ogłosił plan realizacji czternastu (!) filmów w następnym roku2. Pod koniec lipca pierwsze teatry zaczęły ponownie otwierać podwoje, a wśród nich także teatr de la Madeleine, którego czołową postacią, już od dziesięciu lat, był Sacha Guitry.

Gaskończyk Maurice Dorléac i pochodząca z Normandii Renee Deneuve występowali początkowo głównie w teatrach. Matka Renee z kolei była suflerką w teatrze Odeon, gdzie jej córka biegała po foyer, a wkrótce potem, w wieku pięciu-sześciu lat, stawiała pierwsze kroki na scenie. Zanim jeszcze "dziewczynka-aktorka" osiągnęła wiek dwudziestu lat, była tam najstarsza stażem. Jednak ta przedwczesna teatralna dojrzałość nie posłuży jej córkom - kiedy później dwie z nich wybiorą karierę aktorską, mama Deneuve okaże nieudawane zaniepokojenie pomysłem nastolatek... Gdy Maurice zaczął kierować studiem dubbingu filmów w Paramount, większą część swojej teatralnej kariery miał już za sobą: zagrał w ponad dwustu spektaklach. "Bawię się w teatr od czterdziestu lat - mówił w 1964 roku - ale moja kariera nie była błyskotliwa, podobnie jak kariery tysięcy aktorów drugoplanowych, których publiczność zwykła nie dostrzegać; ich zdjęcia nie ukazują się w prasie i nie mówi się o nich, ale oni i tak zupełnie przyzwoicie zarabiają na życie". Kilka lat po Wyzwoleniu uczestniczy w teatralnej przygodzie z Sartre'em: gra w cieszących się popularnością Brudnych Rękach [Les mains sales] (1948) w Théâtre Antoine, uczestniczy w burzliwych próbach przedstawienia Diabeł i Pan Bóg [Diable et le bon Dieu] (1951) reżyserowanego przez jego przyjaciela Louis Jouveta oraz pojawia się u boku Pierre'a Brasseura w sztuce Kean (1953). Jako aktor filmowy jest znacznie mniej znany - zadowala się skromnymi rolami w piętnastu filmach, wśród których warto wymienić Madame Sans-G~ne (1941), pierwszy "niezależny" (to znaczy niefinansowany przez Continental) film zrealizowany w Paryżu, Symfonia fantastyczna [Symphonie Fantastique] (1942) w reżyserii Christiana-Jaque'a czy wreszcie Wszyscy jesteśmy mordercami [Nous sommes tous des assassins] (1952), w którym reżyser André Cayatte i autor scenariusza Charles Spaak sprzeciwiają się zdecydowanie karze śmierci.

Jak widać, w rodzinie nie brak aktorskich predyspozycji. Jednak teatr nie jest wszechobecny w życiu córek państwa Dorléac. "Kiedy byłam mała, nie zdawałam sobie sprawy, że mój ojciec jest aktorem. Po prostu wychodził do pracy - wspomina Carherine. - Oczywiście później zdarzało nam się chodzić do niego do studia Paramount, czy czasem w sobotę do teatru, gdzie grał w Ouragan sur le Caine. Ale nie zagłębiałyoemy się w ten świat, a on nie mówił wiele o swojej pracy. Wychodził z domu wcześnie rano i wracał późno, jak wszyscy pracujący mężczyźni. A poza tym był człowiekiem bardzo powściągliwym. Więc dla nas jego zawód był jak każdy inny. Matka jest o wiele bardziej rozmowna i często wspominała swoje teatralne czasy, przyjaciół, swoje tournees... Jej opowieści były dla nas pełne egzotyki".

W atmosferze rodzinnego domu nie ma nic z artystycznej bohemy, a codzienne życie córek Maurice'a Dorleaka i Renée Deneuve jest raczej radosne. "Moi rodzice mieli wiele fantazji, potrafili tak postrzegać różne rzeczy, że nagle całkowicie zmieniały one znaczenie. To jest umiejętność dzieci, jednak na ogół zanika z wiekiem, dorośli zwykle wolą ją ukrywać". Kiedy całą rodziną jadą na wakacje, ściśnięte na tylnym siedzeniu samochodu dziewczynki śpiewają piosenki i recytują wierszyki, których nauczyli je rodzice.

Kilka kilometrów na południe od Paryża, w Seine-Port, stoi wiejski dom, w rzeczywistości przerobiony stary hangar na łodzie, gdzie dzieci i rodzice wyjeżdżają latem na wypoczynek. Tuż obok wije się leniwie rzeka, po której można pływać łódką, a kiedy słońce dostatecznie nagrzeje wodę, wszyscy

korzystają z dobrodziejstw kąpieli. Krótko mówiąc - pełnia szczęścia.

W Paryżu rodzina Deneuve zmienia mieszkanie. Przeprowadzają się na bulwar Murat 146, w pobliżu bramy Saint- Cloud. "Ich mieszkanie było niewielkie - odnotowuje Roger Vadim w swej wspomnieniowej książce poświęconej kobietom jego życia, która tak bardzo nie spodobała się Catherine Deneuve. - Typowa paryska winda jechała z piekielnym hałasem na piąte piętro. Za drzwiami wejściowymi znajdował się przedpokój, w którym wieszano płaszcze. Salon, przytulny, choć urządzony bez stylu, pełen bibelotów i różnych drobiazgów, kuchnia, łazienka i trzy sypialnie dawały schronienie tej bardzo szczęśliwej rodzinie". To tutaj, w otoczeniu zdjęć, własnoręcznie wywoływanych przez ojca, dorastały Danielle, Françoise, Catherine i Sylvie. O ile mieszkanie, dla szęściu zamieszkujących go osób, na pewno nie jest pałacem, panujący w nim dobry humor i atmosfera wzajemnej miłości sprawiają, że cztery siostry są szczęśliwe. Cieszą się też sporym zakresem swobody. "To prawda, że panował tam zawsze bałagan i było wesoło. Nie mogło być inaczej w takim małym mieszkaniu... Na szczęście matka nie była surowa, inaczej musiałaby cały czas na nas krzyczeć".

Jean-Claude Brialy, który poznał nastoletnie siostry Dorleac, najpierw Francoise, potem Catherine, mówi o "kochającej, czułej matce" i "nieskończonej tkliwości", jaką okazywali dziewczynkom rodzice.

Maurice Dorléac to przeciwieństwo dziada z rózgą, którym straszy się dzieci. Jest szczerym, delikatnym człowiekiem. Ożenił się późno, w młodości stracił matkę, a wychowywał go bardzo surowy ojciec. Wraz z Renee marzy o córkach.

Los sprawi, że rzeczywistość przerośnie marzenia. Stąd jego miłość do córek, granicząca wręcz z uwielbieniem.

"Bardzo nas rozpieszczał - wspomina Catherine. - Matka miała mu trochę za złe tę słabość, ale jednocześnie wiedziała, że taki już jest i kochała go także za to".

Choć Maurice był tak pobłażliwy dla córek, nie zaniedbywał ich edukacji i starał się zaszczepić im najważniejsze, jego zdaniem, cnoty: pokorę i poczucie humoru, które pozwala zachować dystans wobec samego siebie. "Mój ojciec twierdził, że ironia jest najlepszym lekiem na nieśmiałość. Nie chciał, abyśmy pozwalały się onieśmielić". Musiał pracować zwłaszcza nad małą Catherine, stale szukającą matczynej opieki. "Nie bardzo lubiłam bawić się lalkami, gdy tymczasem moje siostry całe godziny poświęcały lalkom, ich mebelkom i talerzykom.... Ja wolałam towarzystwo matki, cały czas za nią chodziłam, przyglądałam się jej. Jak to się mówi, trzymałam się maminej spódnicy". Mała Catherine nie była trudnym dzieckiem, choć często chorowała (równie szybko jednak powracała do zdrowia) i była klasycznym niejadkiem. "Kiedy byłam mała, nie cierpiałam mięsa, nie miałam apetytu i trudno mnie było zmusić do jedzenia. Więc kazali mi pić dużo mleka, a ponieważ nie znosiłam jego zapachu, piłam je z butelki ze smoczkiem". To mleko w butelce ze smoczkiem będzie się za nią ciągnęło do siódmego roku życia, a na placach zabaw będzie obiektem drwin innych dzieci.

O ile rodzinną atmosferę cechuje duża doza swobody, o tyle edukacja panien Dorleac jest bardzo mieszczańska - każda z dziewczynek uczęszcza początkowo do szkoły wyznaniowej na terenie ich dzielnicy, przede wszystkim do szkoły Lamazou przy ulicy Boileau 80, by następnie przejść do szkoły publicznej i wreszcie do liceum La Fontaine, w pobliżu bramy Molitor. Françoise, która ma znacznie żywszy temperament niż jej siostra Catherine, w klasie maturalnej zostaje wyrzucona ze szkoły za przeciwstawienie się nauczycielowi języka francuskiego. Nic zresztą dziwnego w tym, że charakter młodej dziewczyny doprowadził do konfliktu właśnie z tym profesorem, a nie, na przykład, z nauczycielem chemii czy fizyki. Od dawna już Maurice stara się przybliżyć córkom uroki i subtelności języka Moliera.

Alexandre Fache
Catherine Denevue. Biografia

Wydawnictwo Studio Emka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje