Reklama

Reklama

Boże Narodzenie po czesku

Czesi, mimo że nie są narodem katolickim, obchodzą święta Bożego Narodzenia bardzo uroczyście. Widać to w sklepach, na stołach oraz... cmentarzach.

Na czeskim wigilijnym stole nie może zabraknąć, znanego także w polskiej tradycji, karpia. Czesi mają jednak swoje własne świąteczne menu, a także inne zwyczaje, które kultywują każdego roku w świąteczny czas.

Wigilia z sałatką ziemniaczaną
Niemal we wszystkich sklepach jarzynowych w Pradze tuż przed świętami Bożego Narodzenia odczuwa się braki ziemniaków, głównie tzw. odmiany sałatkowej, a w sklepach spożywczych kolejki stoją przede wszystkim po jajka.

Reklama

Obok karpia - właśnie jajka i ziemniaki - to w Czechach podstawowe produkty niezbędne do przygotowania tradycyjnej kolacji wigilijnej. Najbardziej typowym daniem wigilijnym - po smażonym w panierce karpiu - jest bowiem... kotlet schabowy z podawaną na zimno sałatką ziemniaczaną z gotowanymi, posiekanymi na drobno jajkami i majonezem.

Kiedy w połowie lat 90. - wykorzystując nieograniczone możliwości przewozu przez granicę i niezwykle korzystne różnice cen - polscy handlowcy wykupili w Czechach przed Bożym Narodzeniem jajka, w reakcji na przerażenie obywateli i powszechną krytykę mediów, czeski rząd interwencyjnie zakupił jajka w Niemczech. Nikt nie mógł sobie wyobrazić świąt Bożego Narodzenia bez sałatki ziemniaczanej (bramborovy salat - red.).

Adwentowe ciasteczka

W czasie świąt w czeskich domach ustawia się na stołach także misy z ogromną ilością pieczonych niemal przez cały adwent małych ciasteczek (o różnych smakach i kształtach - red.). W innych miskach stoją suszone owoce (głównie jabłka - red.), łuskane orzechy i - często - prażony groch.

Adwent i Boże Narodzenie to w Czechach także czas sprzedaży specjalnej bożonarodzeniowej kiełbaski, cienkiej jak wiedeńskie parówki, białej i bardzo długiej, często sprzedawanej nie na wagę, ale na metry. Kiełbaskę tę je się wyłącznie na ciepło, panierując ją wcześniej w razowej mące i smażąc na oleju.

Tuż przed świętami w czeskich domach roznosi się zapach purpury - mieszanki żywicy i skrawków kory wonnych krzewów, np. jałowca, którą rozsypuje się na rozgrzane blachy pieców, albo pali na talerzykach. Typowe są także tzw. frantiszki - stożki z mieszanki węgla drzewnego i kalafonii oraz opiłków różnych wonnych drzew, które tląc się pachną jak kadzidło.

Choinki, w większości prawdziwe, ubiera się już w pierwszych dniach grudnia. W wielu domach rozbiera się je bardzo szybko, często nawet przed Nowym Rokiem.

Obowiązkowa wizyta na cmentarzu

W Wigilię Bożego Narodzenia na czeskich cmentarzach panuje ruch, jaki można porównać tylko z obserwowanym w Polsce w dniu Wszystkich Świętych. Ten ostatni jest w Czechach dla odmiany normalnym dniem pracy.

Czesi oddają hołd swym zmarłym w listopadzie w Zaduszki, które nazywają Dusziczkami. Ale robią to znacznie skromniej niż Polacy.

Właśnie w Wigilię przed czeskimi cmentarzami w godzinach przedpołudniowych tworzą się gigantyczne korki. Na groby najbliższych i przyjaciół całe rodziny przyjeżdżają tego dnia nawet z bardzo odległych miejscowości.

Na straganach przed cmentarnymi bramami sprzedaje się wieńce, kwiaty (bożonarodzeniowe gwiazdy betlejemskie - red.), stroiki, świece i znicze, świąteczne ozdoby, a nawet całe prawdziwe choinki - przystrojone już w bombki, świeczki, łańcuchy i słodycze.

Czeską tradycją jest zdobienie wieńców cmentarnych żołędziami, szyszkami, owocami jarzębiny lub głogu oraz zasuszonymi kwiatami nieśmiertelników. Często pojawiają się ozdoby ze słomy, albo różyczki z płatków suszonych jabłek.

Wszystkie ozdoby ustawia się na grobach, albo przed umieszczonymi w specjalnych miejscach urnami. Bardzo często stają przed nimi także koszyczki lub miseczki z tradycyjnymi ciasteczkami bożonarodzeniowymi, suszonymi owocami i orzechami.

Na grobach najbliższych, gdzie mężczyźni upuszczą często kilka kropel silniejszego trunku, pali się nie tylko znicze i świece - ale także tzw. frantiszki. Są to tlące się stożki zrobione z mieszanki węgla drzewnego, trocin drewna sandałowego i kadzidła.

A w piwnicach kwitną czereśnie...

Na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia w bardzo wielu czeskich domach schodzi się do piwnicy, aby sprawdzić, czy nie zakwitły już ścięte na początku grudnia gałązki czereśni, jabłoni i forsycji. Według ludowych wierzeń - obfitość kwiatów to wróżba na następny rok.

W dzień św. Barbary, czyli 4 grudnia, Czesi ścinali gałązki czereśni, tzw. barborki. Ustawione w wodzie w chłodnym pomieszczeniu zakwitnąć mają właśnie na święta Bożego Narodzenia. Zgodnie z tradycją, wieszczące bogactwo dla domu kwitnące gałązki forsycji ścina się 5 grudnia, w wigilię św. Mikołaja.

Barborka - wg ludowych zwyczajów - pochodzić musi z co najmniej 10-letniego drzewa. Jeśli kwiaty pojawią się dokładnie w Wigilię Bożego Narodzenia, wtedy niezamężna kobieta wyjdzie za mąż w ciągu roku. Jeśli gałązka zakwitnie wcześniej - do ślubu będzie musiało dojść zdecydowanie szybciej.

Inne symboliczne znaczenie mają także kwitnące na Boże Narodzenie gałązki jabłoni. Są nie tyle ozdobą bożonarodzeniowych stołów, ale przede wszystkim - w nawiązaniu do biblijnych opowieści o rajskim jabłku i jabłoni - hołdem oddawanym patronom wigilijnego dnia: Adamowi i Ewie.

Z kolei gałązki forsycji to, według ludowych wierzeń, zależna od ilości złocistych kwiatków prognoza dotycząca bogactwa dla danej rodziny na najbliższy rok.

Darowane życie

W Wigilię Bożego Narodzenia, ulicami czeskich miast i wiosek podążają z wiaderkami nad rzeki i stawy całe rodziny. Idą, aby zgodnie z przekonaniem, że w przededniu narodzenia Jezusa nie należy zabijać żadnego stworzenia, wypuścić na wolność wigilijnego karpia.

W coraz większej liczbie czeskich domów na święta zawsze kupuje się o jedną rybę więcej. Większość tych ryb - zgodnie z tradycją - stanowi główne danie wigilijnego stołu, ale jeden karp w Wigilię odzyskuje wolność.

Obyczaj darowania wolności wigilijnemu karpiowi narodził się w Czechach w drugiej połowie XIX stulecia. Po wielu latach stał się częścią czeskiej świątecznej tradycji.

W Pradze, na Wyspie Strzeleckiej na Wełtawie - z udziałem czeskiego prymasa, kardynała Miloslava Vlka - gromadzi się kilkaset osób. Przychodzą całe rodziny z małymi dziećmi, grupy znajomych i przyjaciół. Śpiewają kolędy, piją grzane wino i wpuszczają karpie do rzeki.

W czasie tych bardzo symbolicznych, a często również podniosłych chwil padają słowa o tym, że nie wolno zabić nawet ryby, gdy - jak głosi najbardziej znana czeska kolęda - "Narodil se Kristus Pan...".

Czeskie media już na kilka dni przed świętami publikują rady, jak należy obchodzić się karpiem, aby jego szanse przeżycia były jak największe. Karpia trzeba przed wypuszczeniem na wolność trzymać w chłodnej wodzie. Nie wolno go brać do rąk. Już nad rzeką czy stawem rybę trzeba umieścić na dłuższą chwilę w wodzie ze zbiornika, do którego trafi.

Vanoce - jak w Czechach nazywa się święta Bożego Narodzenia - muszą mieć nie tylko swój pełny dzwonków, choinek i kolęd urok; muszą mieć także choć jednego karpia, któremu darowano życie.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje