Reklama

Reklama

Jak medycyna odkrywała kobiety fin de siecle`u

W końcu XIX wieku czasopisma medyczne poświęcały coraz więcej miejsca anatomii, fizjologii i psychologii kobiet.

Nie opisywały już prostych faz ich życia: rytmu dojrzewania, okresu ciąży, porodu i połogu, ale różne stany fizjologiczne, jak menstruację i świeżo odkryte kobiece schorzenie - groźną blednicę.

Przypomnijmy sobie scenę z "Anny Kareniny" Lwa Tołstoja. Do słabowitej Kitty Szczerbackiej, poddanej nieskutecznej kuracji tranem i lapisem, rodzina wzywa lekarza, wschodzącą gwiazdę rosyjskiej medycyny. Wezwany medyk wyrzuca wszystkich z pokoju, bez ceregieli przystępuje do badania chorej, pouczając ją jednocześnie, że wstydliwość wobec lekarza jest przeżytkiem barbarzyństwa i obraża go osobiście.

Reklama

Medycyna a kobieta

Nie ulega wątpliwości, że ten nowy gatunek lekarzy nie przypadł Tołstojowi do gustu. Podkreśla on bowiem nienaturalność całej sytuacji, w której nauka uzyskuje status wyższy od obyczaju, a przez to prawo do jego brutalnego łamania. Tołstoj, bystry obserwator, bezbłędnie wychwycił jaskrawą sprzeczność wieku "kolei, elektryczności i postępu", rozdźwięk między obyczajowym rygoryzmem a bezwstydną medycyną, która właśnie "odkryła" kobiety.

Od końca lat 70. XIX wieku sztuka, a przede wszystkim literatura, baczniej przyglądała się kobietom. Emil Zola opisał życie codzienne ekspedientek z paryskiego domu towarowego ("Wszystko dla pań") i losy kobiety upadłej ("Nana"). W Warszawie Bolesław Prus w 1889 roku ukończył "Lalkę", kilka lat później "Emancypantki", a Thomas Hardy kreślił portrety psychologiczne Tessy ("Tessa d'Urberville") i Sue ("Juda nieznany").

Zmiana postrzegania kobiet nie dotyczyła jedynie artystycznych kreacji, manifestowała się równie mocno w nauce. Psychiatria, neurologia, seksuologia, a nawet lombrozjańska antropologia skierowały uwagę na kobiety. Życie społeczne i nauka podążały jednak w dwóch przeciwnych kierunkach. Tendencje emancypacyjne stopniowo niwelowały różnice między płciami, natomiast badania naukowe - przeciwnie, wzmacniały je.

Pulchna znaczy zdrowa

Dla lekarzy domowych okres od lat 80. XIX wieku do pierwszych strzałów w Sarajewie mijał pod zdecydowaną dominacją blednicy, jak nazywano różne objawy niedokrwistości u kobiet. Dolegliwość rozpoznawano po potliwości rąk, senności, spadku wagi. Najczęściej chorowały na nią dojrzewające panienki, stąd zwano ją nawet "chorobą podlotków".

Leczenie polegało na leżeniu i pochłanianiu wielkich ilości kalorycznych posiłków. Zofia Ordyńska (1882-1972) wspominała, że dr Stanisław Pareński z Galicji, teść Tadeusza Boya-Żeleńskiego, jeden z najbardziej wziętych lekarzy domowych, a jednocześnie autorytet w wyciąganiu podlotków z blednicy, przepisywał swoim pacjentkom następującą dietę: na śniadanie dwie bułki z masłem, jajko na miękko i kakao, na obiad befsztyk po angielsku z kaszą perłową suto okraszoną tłuszczem plus surówka z kiszonej kapusty z cukrem i oliwą. Do tego pół butelki porteru (sic!).

Na deser legumina. Potem obfity podwieczorek i kolacja, jabłka z dziurami od żelaznych gwoździ - co miało zwiększyć zawartość żelaza w owocach, smarowane nalewką spirytusową na młodych pędach sosnowych i parę łyżek płynnego suplementu z dużą zawartością żelaza.

Co panienka jeść powinna

Jeśli chodzi o dietę, to lekarze z warszawskiego "Zdrowia", najpopularniejszego czasopisma medyczno-społecznego, zgadzali się z sugestiami Pareńskiego. Zalecali spożywanie dużej ilości pieczonego (nie smażonego) mięsa: befsztyków, rostbefów, pieczeni z rożna, baraniny, przy jednoczesnym ograniczeniu owoców i warzyw (które dopuszczano jedynie w małych ilościach jako dodatki do mięs), całkowitym wyeliminowaniu sałaty, kwaśnych przypraw i dresingów, co miało gwarantować pozytywny przebieg kuracji.

Z napojów radzono pić gorącą czekoladę i mleko, unikać zaś herbaty i kawy. Leżenie mogło być przerywane nieforsownym spacerem, po którym poddająca się kuracji dziewczyna musiała wracać do łóżka. I tak przez cały miesiąc, aż do całkowitego ozdrowienia.

Kuracja kończyła się spektakularnym przytyciem. Na otyłość jednak patrzono inaczej niż teraz. Zaokrąglona pensjonarka, rumiana na twarzy, o mocnych biodrach i ramionach spełniała kryteria zdrowia i estetyki. Zwroty "dobrze wyglądać", "poprawić się" oznaczały po prostu pożądany stan przytycia. "Wtedy bowiem - pisała Jadwiga z Sikorskich Klemensiewiczowa - nie szczupłe i wiotkie, nad takimi się litowano, uważając je za chore - lecz silne, tęgie, zwaliste kobiety miały powodzenie; dlatego też musiano gorsetami utrzymywać w formie zbyt obfite kształty niewieście. Młode panny, kandydatki na żony powinny być tłuściutkie, pulchne, rumiane na twarzy, jak krew z mlekiem".

Nerwowość i melancholia

W aptece i drogeriach można było kupić rozmaite syropy "antyblednicze", o działaniu wzmacniającym. Sporządzano je na bazie lecytyny w stugramowych flakonach i reklamowano jako niezawodne środki na niedokrwistość i inne schorzenia: neurastenię, gruźlicę, moczówkę, uwiąd starczy i krzywicę.

Na łamach "Zdrowia" lekarze przestrzegali rodziców przed zaniedbaniem objawów młodzieńczej blednicy, która nieleczona miała prowadzić do gruźlicy, powikłań ginekologicznych i zaburzeń nerwowych. W medycznych poradnikach występowała nawet charakterystyczna zbitka: "nerwowość-niedokrwistość", lub "niedokrwistość--nerwowość-melancholia", sugerująca, że u podstaw chorób nerwowych, przede wszystkim histerii i neurastenii, leżą nieprawidłowości związane ze składem krwi. Zgodnie z wytycznymi włoskiego antropologa Cesarego Lombrosa, w poradnikach prezentowano portrety młodych kobiet, na których twarzach można było wyczytać rzekome stygmaty niedokrwistości i zaburzeń psychicznych.

Blednica zaliczona została do chorób degenerujących gatunek ludzki, czyli powodujących bliżej niezbadane anomalie, przekazywane potomstwu w procesie dziedziczenia. Przed następstwami blednicy ostrzegała pisarka Gabriela Zapolska, twórczyni Uniwersytetu Latającego Jadwiga Szczawińska-Dawidowa oraz wybitna publicystka Iza Moszczeńska.

Obsesja blednicy

Wiele wskazuje na to, że na przełomie wieku XIX i XX zapanowała obsesja blednicy. Przyczyny tego zjawiska są złożone. Pierwsza to widoczny zwrot zainteresowania życiem codziennym i higieną kobiet w czasopiśmiennictwie społeczno-medycznym lekarzy. W 1910 roku Wacław Goździecki, znany higienista, relacjonował: "Dotychczas na kongresach higieny szkolnej zajmowano się przeważnie wychowywaniem chłopców, dziewczęta zaś zostawały w cieniu, zajmowały drugie i trzecie miejsce, jak gdyby w przyszłości jako kobiety dojrzałe miały odgrywać w życiu jedynie role podrzędne".

Epidemia blednicy to również efekt uboczny szukania przez lekarzy związku pomiędzy nieprawidłowościami w składzie krwi a chorobami nerwowymi u kobiet. Pod lupę brano nie tylko kobiety dojrzałe, ale przede wszystkim osoby młode, u których można było w porę wychwycić nieprawidłowości i zapobiec ich rozwojowi. Kolejną przyczyną blednicy był styl życia: brak ruchu, złe odżywianie się, noszenie ciasnego gorsetu, w który zakuwano już 15-letnie dziewczęta. Lekarze prowadzili kampanię przeciw gorsetom, demonstrowali, jak wyglądają ściśnięte fiszbinami żebra, przestrzegali przed gruźlicą, schorzeniami kręgosłupa. Wszystko na nic. Gorset pozwalał ukryć braki figury i kobiety broniły go, dopóki mogły.

Skąd się bierze blednica?

Teorii na temat przyczyn blednicy w pierwszej dekadzie XX wieku było więcej. Uważano na przykład, że choroba dotyka lekkomyślne dziewczęta, forsujące nadmiernie młody organizm uciechami i pobudzeniem nerwów. Lekarze przestrzegali rodziców, aby nie wprowadzać córek zbyt wcześnie w świat życia towarzyskiego; wizyt, bali, opery i teatru. Jeden z higienistów karcił nauczycielki pozwalające uczennicom spisywać pamiętniki - miały one drażnić nerwy. Inny narzekał na przeciążenie dziewcząt nauką.

Wedle innej ówczesnej teorii blednica była wynikiem dysfunkcji cyklu miesiączkowego i bezwiednym przejawem budzącego się w dziewczętach seksualnego pożądania. Lekarze alarmowali, że dziewczęta oddają się grzechom tajemnym (masturbacji) równie często jak chłopcy. Na łamach "Zdrowia" rozpatrywano nałożenie na rodziców obowiązku wychowania seksualnego, aby zapobiec rozbudzeniu pożądania i namiętności u dziewcząt.

Blednicę zatem można analizować jako trawiącą nastolatki przypadłość , a także sposób na zdyscyplinowanie i przywołanie do porządku niepokornych córek. Rozplenienie się tej osobliwej choroby u schyłku XIX wieku było odpowiedzią na wzrastającą w sferze publicznej, życiu społecznym i politycznym, samodzielność kobiet.

Menstruacja - słowo, którego nie było

Przełom XIX i XX wieku oprócz plagi blednicy przyniósł również wzrost zainteresowania medycyny zjawiskiem menstruacji. Stało się ono jednym ze słów kluczy służących zrozumieniu zagadki kobiecego ciała i zdrowia. Lekarze opisywali, z jakim zażenowaniem kobiety traktują własną fizjologię. W 1911 roku na łamach "Zdrowia" odnotowano, że większość ze 122 ankietowanych złodziejek i prostytutek "rumieniła się przy rozpytywaniu się o menstruację, nie zdradzając jednocześnie żadnych oznak zmieszania, gdy je pytano o szczegóły przestępstw".

Od pierwszej dekady XX wieku otwarcie uważano, że źródła obolałości i słabości dziewcząt na pensjach wywodzą się z niedyspozycji. Badający warszawskie uczennice lekarz w 1910 roku stwierdził, że "...regularność u dziewcząt gra w internatach pierwszoplanową rolę". Nazwanie rzeczy po imieniu pozwoliło lekarzom obserwować odmienny w sferze psychologii i fizjologii proces dojrzewania u obu płci, naznaczony u kobiet fizycznym dyskomfortem, czasem cierpieniem. Lekarze starali się poznać wpływ menstruacji na późniejsze życie psychiczne kobiet.

Obliczono, że dojrzałość płciowa dziewcząt żyjących w mieście przypada na 11-13 rok życia, nieco wcześniej niż dziewcząt wiejskich. Główną tego przyczynę upatrywano w zbyt wczesnym wprowadzeniu nastolatek z miasta w krąg życia towarzyskiego. Higieniści uważali, że zbyt wczesne miesiączkowanie może spowodować blednicę, więc radzili trzymanie córek z dala od perfum, szeleszczących toalet, widoku młodych mężczyzn i tańca. Podejrzane wydawały się też lecznicze masaże ciała i do czasu wystąpienia pierwszej miesiączki radzono ich zaprzestać.

Matkom zalecano dbać o higienę dziewcząt: regularne, codzienne ablucje, ciepłą kąpiel raz na dwa tygodnie (zazwyczaj w balii, bo wanny na początku XX wieku były luksusem) oraz częstą zmianę bielizny. Podczas menstruacji kobietom radzono ograniczyć wysiłek fizyczny. Konna jazda i szycie na "maszynie nożnej" było surowo wzbronione.

"Nerwice menstruacyjne"

Lekarze podkreślali, że cykliczna zmienność - pobudzenie i wyciszenie, wpisane są w proces menstruacji, a całe ciało kobiety żyje w pulsującym rytmie. Inni badacze twierdzili, że w czasie miesiączki dochodzi do tajemniczych procesów w organizmie, przekrwienia mózgu, powodującego zaburzenia behawioralne. Richard von Krafft-Ebbing, który stworzył podwaliny seksuologii, opisał syndromy "nerwic menstruacyjnych" i utrzymywał, że podczas miesiączki wzrasta nieobliczalność kobiet, skłonność do agresji, samobójstw i przestępstw. Inny naukowiec, Henri Legrand du Saulle, przekonywał, że w chwili popełnienia przestępstw większość złodziejek miesiączkowała. Z badań Lombrosa wynikało, że morderczynie zaczęły zbyt wcześnie miesiączkować, co mogło wywołać psychiczne dewiacje. Angielscy psychiatrzy Henry Maudsley i Thomas Smith Clouston z kolei twierdzili, że zaburzenia miesiączkowe są następstwem wygórowanych ambicji edukacyjnych kobiet.

Cykle miesiączkowe uznawano za potencjalnie groźne dla zdrowia, zdaniem lekarzy utrata cennego płynu miała wywoływać zaburzenia w całym organizmie. Za jeszcze bardziej niebezpieczne uważano nagłe przerwanie miesiączki. W 1911 roku opisano w Polsce przypadek młodej dziewczyny, u której po przerwaniu miesiączki nastąpiła "bezczułość połowiczna kończyn". Dolegliwość ustąpiła natychmiast po pojawieniu się krwi menstruacyjnej. Epilepsje, gruźlicę i pląsawicę uznawano za choroby powodowane ustaniem miesiączki. W najbardziej popularnym wydanym po polsku poradniku medycznym, autorstwa Anny Fischer-Duckelmann, czytamy, że bolesne miesiączki to wynik złej krwi i słabych nerwów. Wszystkie nadpobudliwe kobiety powinny być zatem badane ginekologicznie, ponieważ przyczyną ich zachowań są chore jajniki lub macica. Inny publicysta na łamach "Kosmetyki" odnotował, że kłopoty ginekologiczne kobiet są następstwem współczesnego zwyrodnienia, miejskiego stylu życia, wyziewów i upadku moralności.

Uznano zatem, że menstruacja jest barometrem stanu zdrowia kobiety, ale w sensie całkowicie innym od współczesnego. W poradach ówczesnych lekarzy, higienistów, doniesieniach o odkryciach seksuologów i antropologów silnie wyczuwa się przekonanie, że krew, jako życiodajna siła, odpowiada nie tylko za zdrowie fizyczne, ale i psychikę kobiety. Stąd też brał się nacisk uczonych na wykrycie prawidłowości między dysfunkcjami fizycznymi a predyspozycjami psychicznymi kobiet.

Młodziakówna się gimanstykuje

Modernistyczny dyskurs na temat zdrowia kobiet, przejaskrawienie pewnych stanów fizjologicznych czy specyficznych schorzeń, pokazuje nie tylko hipotetyczność czy wręcz omylność nauki, lecz przede wszystkim, że nauka jest pochodną kultury i jej immanentną częścią. Kobiety o bladoniebieskiej cerze, podkrążonych oczach z portretów Gustawa Klimta, niepokojące bohaterki dramatów Stanisława Przybyszewskiego czy powieści Gabrieli Zapolskiej, "blade", "chore", "rozedrgane", "omdlałe", oddają wiernie wizerunek kobiet z medycznych czasopism.

Nie zawsze kobiecość w polskiej i europejskiej kulturze była przedstawiana w takim ponurym nastroju. Już w dwudziestoleciu międzywojennym wizerunek krzepkiej, uświadomionej seksualnie gombrowiczowskiej Młodziakówny, uprawiającej sport, gimnastykę, czytającej Bena Lindseya i Theodora van de Veldego, skutecznie wyparł dekadenckie wizerunki kobiet. Na łamach czasopism lekarskich epidemia blednicy ustała, a lombrozjańskie korelacje między niedyspozycją kobiet a ich rzekomą skłonnością do popełniania przestępstw stały się najzwyczajniej w świecie niemodne. Opowieści o blednicy, neurastenii, histerii, melancholii i złej krwi kobiet stały się takim samym przeżytkiem jak binokle czy koronkowy kołnierzyk babci.

dr Magdalena Gawin - adiunkt w Instytucie Historii PAN

Wiedza i Życie

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: nauka | zaburzenia | dziewczęta | medycyna | lekarze | zdrowie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje