Reklama

Reklama

Porody domowe - szansa czy zagrożenie?

- Ja chcę rodzić w domu, bo moja siostra też tak rodziła. Mieszka w Anglii i tam porody domowe są czymś normalnym - mówi 22 -letnia Kasia Gabzdyl, która swoje pierwsze dziecko urodzi w lipcu. - Byłam przy tym, widziałam - normalna sprawa! I też chcę.

Reklama

To, że zachodni model przyjmowania porodów, który daje matce większą autonomię, przeniósł się nad Wisłę potwierdziła również Katarzyna Oleś, mówiąc "wiemy na pewno, że zwiększająca się popularność porodów domowych ma związek z emigracją zarobkową. Kobiety wracające do kraju widziały, jak wygląda opieka położnicza w innych państwach Europy. W krajach takich jak Niemcy, Austria, Irlandia czy Wielka Brytania porody domowe są dużo częstsze niż w Polsce, a kobiety często przez całą ciążę pozostają wyłącznie pod opieką położnych. Części wracających Polek podoba się ten model i oczekują podobnego traktowania".

Prof. Marek Grabiec, kierownik Katedry i Kliniki Położnictwa Chorób Kobiecych i Ginekologii Onkologicznej CM UMK, zgadza się, że moda na porody domowe mogła przyjść z Zachodu, nie uważa jednak, że Polki są gotowe na zamienienie sal szpitalnych na domy.

- Nie jest to niezgodne z prawdą, ale nie żyjemy na Zachodzie, ale w Polsce, w określonej sytuacji. Oczywiście jest np. Holandia, która jest 50 lat do przodu, gdzie przyjmuje się więcej porodów domowych - mówi. - Ja sam nie mam nic przeciwko, niech położne przyjmują porody domowe, zresztą już przyjmują, bo nikomu niczego nie da się zabronić. Ale może do czasu.

Kłopotliwe pozycje

- Ja nawet nie chcę rodzić w domu - mówi 25-letnia Kasia C. z Cieszyna, która pierwsze dziecko urodzi w sierpniu. - Ja bym się bała, jednak lekarz to lekarz. Ale wiem, że powinnam mieć do dyspozycji różne sprzęty, piłkę czy wannę. Boję się, że tego nie dostanę. Albo że będę chciała rodzić w innej pozycji niż na plecach, a oni mi nie pozwolą.

O to, czy "oni" mogą nie pozwolić, spytałam prof. Grabca.

- Ależ niech kobiety rodzą dzieci jak tylko chcą. Jedna kobieta woli rodzić na siedząco, inna na stojąco, kolejna w wodzie czy w kucki. Wolno im. My nic nikomu nie narzucamy, rodząca wybiera, jak uważa - mówi profesor.

- Rzeczywiście, położne starają się odbierać porody w pozycjach wertykalnych lub takich, które rodząca uważa za najwygodniejsze - mówi 25-letnia położna z okolic Cieszyna, pracująca w zawodzie trzy lata. - Ale trzeba pamiętać, że nie zawsze tak się da i nie jest to niczyją winą - ani rodzącej, ani położnej. W trakcie porodu wiele rzeczy dzieje się szybko i tak też trzeba podejmować niektóre decyzje.

Ciężarna, według polskiego prawa, może rodzić w takiej pozycji, w jakiej jest jej najwygodniej. Co, jeśli położna odmówi jej tego prawa?

- Zmusić nikogo do niczego nie można - zaczyna prof. Grabiec. - Ale zawsze znajdzie się położna gotowa poród w innej niż klasyczna pozycji odebrać. Przy okazji muszę jednak podkreślić, że to jest margines. Generalnie pacjentki wolą rodzić w pozycji leżącej na wznak, na plecach. Oczywiście - jeżeli chcą inaczej nikt im tego nie utrudnia.

Profesor uważa również, że wiele kobiet mówi o alternatywnych pozycjach, natomiast większość rodzi na plecach.

- Często jest tak, że dany pogląd prezentuje kilka kobiet, a robi się z tego zamieszanie - potwierdza prof. Grabiec.

Najważniejsze bezpieczeństwo

Jeszcze zanim rozporządzenie Ministra Zdrowia "legalizujące" porody domowe weszło w życie, na forach internetowych toczyło się wiele dyskusji na temat zalet porodów domowych. Jedną z ważniejszych, oprócz intymności okazuje się... bezpieczeństwo.

- Czytałam w wywiadzie z panią Kasią (Oleś - przyp.red.), że w domu dziecko jest bezpieczniejsze, bo nie ma tylu groźnych bakterii - mówi 22-letnia Kasia Gabzdyl.

Czy rzeczywiście bakterie obecne w szpitalu są dla nowonarodzonych dzieci niebezpieczne?

- To przekonanie jest powielane na zasadzie "jedna pani drugiej pani" - przekonuje prof. Grabiec. - Oczywiście zarówno w domu, jak i w szpitalu, są bakterie, ale nie jest to wielki problem, ponieważ akurat w szpitalach przeprowadzane są badania bakteriologiczne. Na tej podstawie mamy doskonałą orientację czy na jakimkolwiek oddziale istnieje jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Możemy więc spokojnie powiedzieć, że, jeżeli o to chodzi, nie ma tu istotnych różnic w porodach w warunkach szpitalnych i pozaszpitalnych.

Kolejnym mitem, wg prof. Grabca, jest przekonanie, że prawidłowo przebiegająca ciąża równa się prawidłowo przebiegającemu porodowi.

- Z ciążą może być wszystko w porządku, natomiast z samym porodem - jak na wojnie - nie wiadomo kiedy coś może się przytrafić - mówi profesor. I ciąża przebiegająca fizjologicznie, i poród tak przebiegający - nie oznaczają, że w pewnym momencie podczas akcji porodowej nie pojawią się komplikacje zagrażające matce lub dziecku. Nigdy nie wiadomo, kiedy fizjologia, w trakcie porodu, zamieni się w patologię. Nie wolno więc mówić tak, że ciąża prawidłowa to prawidłowy poród za każdym razem, bo to zwyczajnie nieprawda.

Warto dodać, że z tą opinią zgadzają się położne przyjmujące porody domowe. Większość z nich, nim zgodzi się poprowadzić poród domowego, wypytuje ciężarne o przebyte i aktualne choroby, przypadki poronień, inne ciąże. W razie jakiegokolwiek ryzyka - odmawiają. A jeżeli komplikacje pojawią się w trakcie porodu - natychmiast zabierają rodzącą do szpitala.

Niech żyje swoboda

- Cóż, głupio to zabrzmi... ale co tam - śmieje się Kasia. - W domu można zdjąć majtki i paradować tak przed położną. No bo w końcu to jest MÓJ dom, moje terytorium. Nie wstydzę się. A lekarzy - owszem, wstydzę.

O tym, że jest to niewątpliwie jedna z zalet porodu domowego powiedziała również, w wywiadzie "Porody w samotności - duchowe przeżycie czy ryzyko?", opublikowanym w portalu INTERIA.PL , Katarzyna Oleś.

- Podam prosty przykład - czasem jest tak, że akcja porodowa przebiega za szybko. Wtedy kobiety instynktownie przyjmują pozycję, która spowalnia skurcze - na kolanach, z głową na podłodze i pupą w górze. My wiemy, że to naturalne, instynktowne, dobre dla kobiety i dziecka i nie oceniamy aspektów, nazwijmy to, estetycznych. Rodząca nie ma się czego wstydzić. W szpitalu, w nie całkiem oswojonym środowisku i w obecności obcych osób o wiele trudniej o taki brak autocenzury u rodzącej, żeby bez zastanowienia korzystała ona z rozwiązań, które podpowiada ciało.

Sprawdź,czy poród może być przyjemny:

W DOMU CZY W SZPITALU? WYPOWIEDZ SIĘ NA NASZYM FORUM!

Katarzyna Pruszkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje