Praca w wakacje? Tak, ale u ciotki!

Nasze córki chcą się usamodzielnić i pracować w wakacje. Czy mamy się na to zgodzić?

- Do ciotki? Za nic! Od rana do wieczora w tych truskawkach. A po tygodniu dostaniemy po 50 zł. Niech się cioteczka buja - wykrzykiwały moje córki, 17-letnia Asia i 16-letnia Monika.

Reklama

- Co się dzieje? - spytałam zdezorientowana. Przed chwilą wróciłam zmęczona po pracy, a tu masz...

- No, niech ci panienki powiedzą, co wymyśliły.- mówił wzburzony mąż.

Chwilę potrwało, zanim dowiedziałam się, o co chodzi.

- Matka Baśki ma znajomego, handlującego goframi nad morzem. Ma też stoisko z pamiątkami. My byśmy sprzedawały. Ja i Baśka w barze, Monika na stoisku. Dostałybyśmy nie mniej niż kilkaset zł na głowę. Za miesiąc! Ta robota jest po znajomości, bo chętnych jak mrówek - jednym tchem tłumaczyła Aśka.

- Mamo, to okazja - popiskiwała Monika.

- A gdzie będziecie mieszkały? Co jadły? - przerwał jej podniesionym głosem mąż.

- W przyczepie. A jedzenie? Tata chyba żartuje. Będziemy w Polsce, a nie na jakiejś pustyni - podniesionym głosem mówiła starsza córka.

- Spokój! - próbowałam opanować sytuację.

- Co? Trzymasz z tatą? - krzyknęła Monika.

Obie wyszły obrażone do swojego pokoju. A ja postanowiłam pogadać z Jackiem. Oczywiście, wiedziałam, że z tą harówką u ciotki przesadzały. Dobrze wiem, że nie zmuszała ich do pracy. Truskawki rwały tyle, ile chciały. Po tygodniu kazały po siebie przyjechać. Po prostu dlatego, że się nudziły.

- One nigdzie do obcych nie pojadą - zapowiedział kategorycznie Jacek, zanim jeszcze otworzyłam usta.

W końcu wydusiłam z niego, o co mu naprawdę chodzi.

- A kto je tam przypilnuje? Zaraz znajdzie się jakieś towarzystwo, papieroski, alkohol, marycha... A wiadomo, kim jest ten facet od zapiekanek? Nie! - usłyszałam.

- Ja też pracowałam latem w barze na Mazurach. Też u obcych. Same korzyści: dorosłam, zarobiłam... - zaczęłam.

- To było dawno. Teraz są inne czasy - przerwał mi.

Chciałabym, żeby dziewczyny popracowały, tak bez taryfy ulgowej. Gotowa jestem zadzwonić do matki Basi. Ba, nawet pojechać na miejsce, i sprawdzić. Córkom pewnie by się to nie podobało, ale to byłby warunek. Ale jak podejść Jacka, on jest taki uparty... A może nie mam racji? Może też nie powinnam się zgodzić?

Justyna C. z Kalisza

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj nasz artykuł.

Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w nr 26 ( w sprzedaży od czwartku - 1 lipca br.) i na stronie www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Dowiedz się więcej na temat: córki | wakacje

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje