Rozkapryszony bachor?

Mam poważny problem, z którym już nie daję sobie rady. Jestem 35- letnim wdowcem. Joasię poznałem rok temu.

Joanna jest cudowną kobietą, samotnie wychowującą 6- letniego syna. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie on. Piotruś jest mądrym, rezolutnym chłopcem. Niestety nie możemy znaleźć wspólnego języka. Na każdą moją wizytę w ich domu reaguje płaczem, krzykami. Staje się agresywny, pluje, kopie - robi wszystko by ograniczyć moje kontakty z Joanną. Pomimo rozmów, wszelkich tłumaczeń i zapewnień, że jest kochany i nikt nie odbierze mu mamy, sytuacja nie zmieniła się. Nie wiem czy zachowanie malca jest powodem rozpieszczenia, czy tak silnej więzi między nim a matką. Kocham Asie i to właśnie z nią chcę spędzić resztę życia. Tylko czy to będzie możliwe w obecnej sytuacji? Marzę o chwili w której synek Joasi mnie zaakceptuje, zastanawiam się czy kiedykolwiek moje marzenie się spełni...

Reklama

Czasami nawet najlepsza "książkowa" rada nie zastąpi tej, która wynika z naszych doświadczeń. Do naszej redakcji przychodzi wiele takich listów, na które jednej osobie trudno jest mądrze odpowiedzieć, ale liczymy na was.

Redakcja

Jeśli potrzebujesz rady naszych czytelniczek - napisz do nas!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje