Reklama

Reklama

Seks królewskiej pary

Seksualne kłopoty Ludwika i Marii Antoniny w każdej chwili mogły stać się problemem wagi państwowej. Nic dziwnego, że budziły żywe zainteresowanie otoczenia: "[Ludwik] ma erekcje mocne i długotrwałe; wsuwa członka, pozostaje tam parę minut nie poruszając się, wycofuje się bez wytrysku, ciągle w stanie erekcji, i życzy jej dobranoc (...)" - pisał w jednym z listów brat królowej.

Fragment książki Benedetty Craveri, Kochanki i królowe. Władza kobiet::

Pedagogiczne wysiłki podejmowane przez Marię Teresę były wprost proporcjonalna do niepokoju, jaki wzbudzał w niej brak odpowiedzialności ze strony córki, a postępowanie Marii Antoniny w stosunku do Madame du Barry szybko potwierdzało jej obawy. Małżonka delfina od samego początku zachowywała się w stosunku do kochanki Ludwika XV w sposób obraźliwy, nie odzywając się do niej ani słowem, i hrabina poskarżyła się na to królowi.

Kiedy cesarzowa dowiedziała się, że Maria Antonina, nie zdając sobie sprawy ze skutków własnego postępowania i głucha na matczyne ostrzeżenia, dała się lekkomyślnie wciągnąć w zakulisową wojnę prowadzoną przez córki Ludwika XV w nadziei, że sprowadzą ojca na drogę cnoty, jej gniew był straszliwy: jakie to bezsensowne szaleństwo popychało żonę delfina do tego, by być niemiłą wobec króla, któremu wszystko zawdzięczała i od którego wszystko zależało? (Maria Teresa nie dodawała już, że ona również potrzebowała życzliwości Ludwika XV, aby dokonać wraz z Prusami i Rosją rozbioru Polski, którą z Francją łączyły długie więzy przyjaźni). Instrukcje cesarzowej - która w swoich własnych państwach skazywała prostytutki na karę chłosty - były jasne: córka miała akceptować upodobania króla i powstrzymywać się od niepotrzebnych osądów moralnych.

Reklama

Po raz pierwszy, pomimo panicznego strachu, jaki wzbudzała w niej matka, Maria Antonina postąpiła przeciwnie do jej poleceń. Przyczyną jej awersji do l'Ange było to, co powiedziały jej ciotki męża - w gruncie rzeczy spośród członków rodziny królewskiej były one dla niej jedynym wsparciem, na jakie mogła liczyć w Wersalu - oraz przekonanie, że Madame du Barry była odpowiedzialna za niełaskę, w jaką popadł de Choiseul, twórca jej małżeństwa. Do wzmocnienia tej antypatii przyczyniało się także jej purytańskie wychowanie, jej młodość, jej niewinność. Czy jednak takie zacietrzewienie nie wynikało również z faktu, że ta niegodna kobieta była od niej o wiele piękniejsza i bardziej elegancka, a co więcej, w odróżnieniu od niej wydawała się szczęśliwa z powodu miłości, jaką okazywał jej król? Czy pogarda, ta uzasadniona pogarda jaką ona, Maria Antonina, arcyksiężniczka austriacka, której przeznaczeniem było stać się królową Francji, czuła do tej niższej od siebie istoty, nie była sposobem na dodanie sobie odwagi i odnalezienie sensu własnego istnienia, który chwilami jej umykał?

Sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej, kiedy do nacisków ze strony Marii Teresy doszły jeszcze naciski ze strony Ludwika XV i delfina. Proszono ją o to, aby zechciała położyła kres plotkom, jakie wywoływało jej postępowanie, i wykonała jakiś drobny gest uprzejmości w stosunku do faworyty: wystarczyłoby, żeby przynajmniej raz odezwała się do niej publicznie. To jednak dla Marii Antoniny oznaczałoby upokarzającą kapitulację, honor zaś nie pozwalał jej na to, aby się ugiąć. Upierała się przez siedem miesięcy i nie chciała się zgodzić, gdy tymczasem sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Przy każdej publicznej okazji oczekiwano, że żona delfina da dowód dobrej woli, lecz dowód ten nie nadchodził i Madame du Barry zdecydowała się ograniczyć do niezbędnego minimum swoje pojawianie się publiczne. W końcu 1 stycznia 1772 roku, podczas uroczystości składania życzeń, Maria Antonina ustąpiła i znalazłszy się przed faworytą powiedziała do niej: "Dużo dziś ludzi w Wersalu" . To było maksimum tego, na co ją było stać. Ten niesłychany kaprys trwał siedem miesięcy, a był on tylko pierwszym dobitnym przejawem jej braku rozsądku oraz jej determinacji, aby trwać w uporze i nie wycofywać się z raz podjętych decyzji.

Maria Antonina nie mogła jednak uchylać się od wizyt małżeńskich, które rozpoczęły się po upływie roku od chwili ich ślubu. Oboje małżonkowie bardzo się zmienili: delfin, który był zapalonym myśliwym jak dziadek, zrobił się silny i krzepki, zaś Maria Antonina wydawała się doroślejsza i mniej krucha: jednakże ich małżeństwo pozostawało nieskonsumowane pomimo wielokrotnie powtarzanych prób. Maria Teresa wydała na świat szesnaścioro dzieci i namiętnie kochała swojego męża; Ludwik XV miał niezliczone kochanki - obydwoje należeli do świata, w którym nikt nie czuł się zakłopotany, mówiąc o problemach fizjologii. Zarówno on jak i ona poruszyli zatem ten problem zupełnie otwarcie z obojgiem bezpośrednio zainteresowanych. Ludwik XV zapytał o to wnuka, który zwierzył mu się, że za każdym razem rezygnował z aktu płciowego, ponieważ odczuwał ból - jednakże lekarze, którzy go zbadali stwierdzili, że jest absolutnie normalny. Ze swojej strony Maria Teresa nie ustawała w zalecaniu córce cierpliwości, delikatności, uległości, zachęcając ją również do tego, aby dzieliła z mężem łoże - co zresztą w Wersalu było całkowicie nie do przeprowadzenia. W lipcu 1773 roku intymne stosunki młodych małżonków posunęły się jednak o znaczący krok naprzód: "Mogę powiedzieć mojej kochanej mamie - pisała Maria Antonina do cesarzowej - że moje sprawy posunęły się znacznie naprzód i sadzę, że małżeństwo zostało skonsumowane, chociaż nie jestem jeszcze w ciąży". Oznaczało to, że delfinowi udało się w końcu pozbawić żonę dziewictwa, nie doprowadzając jednak aktu płciowego do końca. Potrzeba było jeszcze czterech miesięcy i osobistej interwencji cesarza Józefa II, aby małżeństwo można było uznać rzeczywiście za skonsumowane.

Ludwik XVI był już królem od ponad dwóch lat, kiedy brat Marii Antoniny postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Był on skłonny podzielać opinię matki, przekonanej o tym, że odpowiedzialność za fiasko we współżyciu małżeńskim spada w całości na zięcia i że cierpi on na lekką niedoskonałość fizyczną, która można usunąć przy pomocy niewielkiego zabiegu chirurgicznego. Zabiegu, na temat którego można było odnaleźć różne niejasne aluzje w listach Marii Antoniny, a któremu jej małżonek, jak się wydawało, nie był skłonny się poddać. Do jakiego stopnia jednak wszystko to było prawdą? Cesarz chciał mieć jasny obraz sytuacji i to nie tylko ze względów sentymentalnych. Młodszy brat szwagra, hrabia d'Artois, miał już syna i w ten sposób ciągłość dynastyczna była zapewniona; gdyby nagle okazało się, że Ludwik XVI w kontaktach z innymi kobietami nie napotyka na takie same trudności, jakie ma z żoną, nic nie chroniłoby Marii Antoniny przed ewentualnością zerwania małżeństwa, a Austrii przed utratą cennego sojusznika.

W kwietniu 1777 roku Józef II przybył do Francji incognito, aby spędzić tam sześć tygodni. Jego spotkanie z Marią Antoniną było niezwykle serdeczne: siostra zjednała go sobie bez żadnych trudności i będąc pewna, że stoi on po jej stronie, zwierzyła mu się mówiąc zupełnie co innego, niż pisała matce. Również Ludwik XVI przyjął go jak najserdeczniej i zupełnie szczerze rozmawiał z nim o swoich kłopotach seksualnych. Z rozmów z małżonkami wynikało, że nie była potrzebna żadna operacja, że król był zupełnie normalny, a tylko jego nieśmiałość, brak doświadczenia i strach, na które nakładał się jeszcze opór żony, nie pozwalały mu pokonać tego progu bólu, przez który przechodzi inicjacja seksualna, aby doprowadzić potem do rozkoszy. Ból ten powiększała prawdopodobnie "wąskość drogi" małżonki w stosunku do męskich rozmiarów Ludwika, lecz nie była to wcale przeszkoda nie do pokonania: jego ojciec natknął się na ten sam problem z obiema żonami i w obu przypadkach trzeba było trochę czasu, aby poradzić sobie z trudnościami.

11 maja i 9 czerwca Józef II przedstawił wyniki swoich dociekań bratu, wielkiemu księciu Toskanii, Leopoldowi, w dwóch listach raczej jednoznacznych: "[Ludwik] ma erekcje mocne i długotrwałe; wsuwa członka, pozostaje tam parę minut nie poruszając się, wycofuje się bez wytrysku, ciągle w stanie erekcji, i życzy jej dobranoc - Ogranicza się do tego, oświadczając po prostu, że robi to tylko z obowiązku i nie czuje przy tym żadnej przyjemności. Ach, gdybym mógł raz być przy tym obecny, to bym mu pokazał! Trzeba by go wychłostać, żeby miał wytrysk z wściekłości, jak osioł. Prawdę powiedziawszy, również moja siostra nie ma zbyt wielkiego temperamentu i oboje stanowią piękną parę niedorajd".

Jeśli ta krępująca sytuacja trwała od tak długiego czasu, to Ludwik XVI nie był tu w istocie jedynym winowajcom. Już wcześniej Jean-Marie Lassonne, lekarz, z którym konsultował się Ludwik XV, przypisywał problemy, jakie miał jego wnuk z żoną, "wielkiej niezręczności i brakowi doświadczenia obu stron", zaś Józef II zdawał sobie doskonale sprawę z faktu, że jego siostra miała do swojego męża stosunek nacechowany obcością, bardzo bliski niechęci. W odróżnieniu do tego, co pisała do matki, Maria Antonina wcale nie starała się być żoną słodką, cierpliwą i pełną zrozumienia, i w najmniejszym stopniu nie starała się pomóc mężowi w przezwyciężeniu jego trudności. Według wszelkiego prawdopodobieństwa, pomimo brutalności swego języka, cesarz umiał znaleźć odpowiednie słowa, aby przekonać szwagra i siostrę do zmiany nastawienia, skoro 30 sierpnia, dokładnie trzy miesiące po jego wyjeździe, Maria Antonina mogła napisać do Marii Teresy list, który brzmiał jak okrzyk tryumfu: "Szczęście, jakiego doznaje w tych dniach, jest największym szczęściem w moim życiu. Minął już ponad tydzień, od chwili kiedy nasze małżeństwo zostało skonsumowane; próba ta została powtórzona wczoraj w sposób bardziej kompletny niż za pierwszym razem. Nie sądzę, abym była już w ciąży, ale mam przynajmniej nadzieję, że może stać się to w każdej chwili".

Benedetta Craveri, Kochanki i królowe. Władza kobiet

Przełożył Piotr Salwa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje