Reklama

Reklama

Uśmiech zbawia świat

Tam, gdzie są pieniądze, często pojawia się zawiść i krytyka, o której wspominała pani też wcześniej. Jak pani ją przyjmuje?

Reklama

- Czasami jestem przerażona, tym jak szybko fundacja się rozwija. Jest coraz więcej pracowników, coraz więcej wyzwań. Niczego nie kalkulujemy i nie wymyślamy sztucznie, to życie nam podpowiada następny krok. Wierzę, że te kroki są w dobrym kierunku. Nasza fundacja nie funkcjonuje tak, że najpierw zdobywamy pieniądze, a potem się zastanawiamy co z nimi zrobić. U nas jest odwrotnie - najpierw mamy cel, a dopiero potem staramy się zdobyć środki na jego realizację. A krytyka, jeżeli jest konstruktywna, to ja ją bardzo lubię.

- Jeśli chce się współpracować z innymi, trzeba być otwartym nawet na krytykę. Ludzie patrzą na nas i mówią: "Oni mają tam tak fajnie, tak się uśmiechają". To przyciąga. Często kupuję książki z aforyzmami i cytatami. Dzisiaj np. kupiłam książkę z cytatami Dalego, który pisze, że uśmiech rodzi uśmiech, miłość rodzi miłość. Coś w tym jest. Jak się do kogoś uśmiechasz, to oczywiście, że jak jest wściekły, to się do ciebie nawet i tydzień nie uśmiechnie, ale jest szansa, że ósmego dnia to się zmieni.

Jak działalność charytatywna ma się do pani pracy zawodowej - aktorstwa?

- Na szczęście cały czas jestem aktywna zawodowo, więc nie ma ryzyka, że będę bardziej znana z tego, że prowadzę fundację niż z tego, że jestem aktorką. Poza tym telewizja często powtarza filmy, w których grałam, gdy byłam jeszcze młodą dziewczyną. Ostatnio np. emitowała "Nie ma mocnych". Mimo moich 59 lat nadal gram w Starym Teatrze w Krakowie. Możliwe, że gdybym nie założyła fundacji to powoli odchodziłabym z życia publicznego. Zagrałabym jeszcze jedną czy drugą rolę, miałabym więcej wolnego czasu i powoli bym znikała. A to co robię dla osób niepełnosprawnych po prostu mi na to nie pozwala. Ja muszę nadal działać i mieć do tego działania zapał i siły.

- Praca na rzecz osób niepełnosprawnych pomaga mi docenić jak pięknym zawodem jest aktorstwo. Mogę uciekać od tej przestrzeni pełnej prawdziwych cierpień w wirtualny świat teatru - gdzie panuję nad emocjami, gdzie mogę dać ludziom trochę radości. To jest taki mój gabinet terapeutyczny. Nadal prowadzę też zajęcia w szkole teatralnej.

- Z tego wszystkiego nie rezygnuję, ale słyszę, jak mówią: "O, ta Dymna od niepełnosprawnych". Rzeczywiście, ludzie w Polsce już mnie bardziej znają z tej działalności. Ale to jest normalne. Mniej gram. Nie biorę udziału w serialach, które teraz są dominujące w życiu aktorów, a jak się w to nie wchodzi, to się człowiek skazuje na niebyt. Może z jednej strony się unicestwiam, ale te stare filmy ze mną nadal są emitowane. Ludzie nadal mnie rozpoznają.

I ciągle się w pani kochają...

- Te filmy ciągle jeszcze na mnie pracują. Z premedytacją wykorzystuję moje 42 lata pracy w zawodzie. Dlaczego te wszystkie role mają tylko cieszyć? Niech one na coś pracują. I ta Marysia Wilczurówna, Baśka Radziwiłłówna, Klaryska z Janosika - pracują na rzecz osób, które tego bardzo potrzebują. Kiedy przychodzę do kogoś coś załatwić, facet mówi: "Jak ja się w pani kochałem, pani była taka śliczna w tym 'Znachorze'". Ja się wtedy tylko uśmiecham i pytam: "A teraz?". "Nie, no, teraz pani też jest bardzo miła. Chętnie pani pomogę".

- To, co robimy, jest chyba dosyć ważne, bo inaczej by się ta fundacja tak nie rozwinęła. Gdyby to nie było ważne, to byśmy sobie prowadzili po cichu te warsztaty. A wie pani, ile jest jeszcze do zrobienia?

- Trzeba by się zająć np. sportem osób niepełnosprawnych, wybudować im ośrodek. Trzeba by się zająć uzależnionymi niepełnosprawnymi osobami. Cały czas mi to chodzi po głowie. Marzę o tym, żeby wybudować dom stałego pobytu dla osób niepełnosprawnych. Wybudowaliśmy w Radwanowicach pod Krakowem "Dolinę Słońca", czyli ośrodek terapeutyczno-rehabilitacyjny dla osób niepełnosprawnych intelektualnie, a ja już się zastanawiam nad tym czy by tam nie dobudować domu stałego pobytu. Dlaczego? Ponieważ wydaje mi się, że takie miejsce jest bardzo potrzebne. Często do naszej fundacji dzwonią rodzice osób niepełnosprawnych, które mają po 40 lat i więcej. I ci ludzie mówią: "Ja nawet nie mogę spokojnie umrzeć, bo co będzie z moim synem, co będzie z moją córką?". Przydałyby się takie domy, gdzie ci ludzie mieliby stałą opiekę i dobre warunki. Proszą, żebym takie miejsce stworzyła. Dużo o tym myślę, w ogóle mam głowę pełną pomysłów.

- Codziennie się budzę i coś nowego przychodzi mi do głowy. Naprawdę jeszcze wiele jest do zrobienia...

Chcesz pomóc? Wejdź na stronę Fundacji Mimo Wszystko

Dowiedz się więcej na temat: aktorka | prezes | 1 procent | warsztaty | samotni | wiersz | rodzice | filmy | krytyka | Anna Dymna | procent | dziecko | fundacja | Dymna | człowiek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje