Reklama

Reklama

Ustawione

Już w podstawówce wiedziała, że przejmie firmę. Tylko przez chwilę marzyła o polonistyce. Rodzice wyperswadowali jej ten mało praktyczny kierunek, więc zdała na zarządzanie. - Porzuciłam plany, ale nie narzekałam. Od rodziców dostałam niezły posag: ich biznes to maszynka do robienia pieniędzy.

Reklama

"W małżeństwie wszystko jest wspólne poza szczoteczką do zębów i kasą", mówi Marcie niedługo przed ślubem tata. Przyszły zięć nie ma doświadczenia w biznesie, ale ojcu się podoba: wysoki, silny, oczytany i jest za lustracją. Powierzy mu firmę, ale decyzji o intercyzie nie zmieni. "Jeśli podpisze, to znaczy, że nie chodzi o kasę". Marek podpisuje. Za namową żony wprowadza się do teściów. "Lepiej nam tam będzie - przekonuje Marta. - Jedzenie w restauracji, dwa kroki do pracy". Dostają trzy pokoje z balkonem i łazienką. Tata się stara. Zabiera zięcia na ryby i na przejażdżki konne. Rano przynosi mu do pokoju śniadanie! Kanapki, jajecznica na szynce. Po kilku tygodniach Marek zauważa, że wędlina nie jest świeża. Tata nie lubi wyrzucać jedzenia. "Ktoś to musiał zjeść, inaczej by się zmarnowało", tłumaczy córce. Marta po raz pierwszy grozi, że się wyprowadzi. "To idź, wszystko przepiszemy obcym", słyszy.

- Powinniśmy się wyprowadzić już wtedy, ale to dobiłoby rodziców - opowiada Marta. - Matka chorowała na nadciśnienie i cukrzycę, ojciec miał podejrzenie stwardnienia rozsianego. Czułam się za nich odpowiedzialna.

Zanim Marta z mężem opuści rodzinny dom, zaszantażuje rodziców jeszcze kilka razy. Gdy następny raz nakryje matkę, kiedy ta będzie podsłuchiwać jej sprzeczkę z Markiem. Gdy mama zwróci zięciowi uwagę, żeby w nocy czytał przy słabszym świetle, bo prąd kosztuje. I kiedy ojciec powie córce: "Nieudacznika sobie wybrałaś, nawet nie potrafi robić zamówień, ciągle w knajpie czegoś brakuje". A potem będzie niedzielny obiad. Mama: "Czy my się doczekamy wnuka? Kiedy miałam trzydzieści lat, szłaś już do pierwszej klasy". Tata: "Marek, zaczynasz łysieć, jeszcze parę lat i nie będzie chciało ci się tego robić". Po tych słowach Marta wpada do pokoju i zaczyna się pakować, matka przepraszać, ojciec krzyczeć: "Wrócisz z podkulonym ogonem", Marek wychodzi z domu. - Widziałam, że życie mi marnieje. Ale jeszcze nie umiałam wyobrazić sobie wyprowadzki. Bez pracy, znajomości w Warszawie? Poza tym to był mój rodzinny dom, tu się wychowałam - mówi Marta. Zostają. Przekonuje męża, że porozmawia z rodzicami, że wszystko się ułoży.

Chcą wyjechać na dwa tygodnie do Toskanii. Marek prosi o urlop. Ojciec krzyczy: "Nie zostanę sam z tym wszystkim w sezonie. Możecie jechać tylko na weekend". - Wtedy mąż ostatecznie kazał mi wybierać "ja albo twoi starzy". Byłam między młotem a kowadłem. Poprosiłam, żeby to on powiedział rodzicom o naszej decyzji. Nie umiałam wziąć winy na siebie.

Oddam wszystko

Impreza w apartamencie Kaśki dla przyjaciółek ze studiów. - Dwa tysiące, dwa i pół? Żadna z nich za tyle już nie pracuje. Awansowały. Teraz mają pięć, sześć tysięcy - mówi Kaśka. - Niektóre wynajmują mieszkanie, inne wzięły kredyty na 30 lat. Ale wszystkie żyją, jak chcą. Ja biorę prace dekoratorskie w domach bogatych ludzi, większość zleceń załatwia mi ojciec. Tomek cały czas liczy, że będziemy rodziną. Wreszcie dostał kredyt i kupił dwa pokoje. Ale ja teraz nie mogę wszystkiego rzucić i przejść spod ich skrzydeł na utrzymanie mężczyzny - Kaśka wzrusza ramionami. - Sama osiągnęłam niewiele, kilka lat zmarnowałam. Wiem, że powinnam rozkręcić własny interes. Pożyczyłam na to od rodziców 80 tysięcy. Kiedy firma ruszy, oddam im co do grosza.

*

Basia już nie mieszka w kawalerce od mamy. Wybiegła z niej z niedużą walizką i kotem. Tego dnia planowała romantyczną kolację z chłopakiem. Kupiła karczochy, makaron, wino, zamarła, kiedy na klatce usłyszała stukanie dobiegające z jej mieszkania. Wykręciła numer 112, myślała, że to złodzieje. I wtedy wśród odgłosów rozpoznała kaszel mamy. Weszła do środka. Mama na klęczkach prała dywany. "Nie dbasz o nic! W domu brud i smród", krzyczała. Baśka zaczęła się pakować. Doszło do szarpaniny.

- Zamknęłam za sobą drzwi, gdy symulowała atak serca. Nie miałam dokąd pójść, chłopaka znałam krótko, więc wprowadziłam się do przyjaciółki. Uświadomiłam sobie, że od czterech lat nie byłam w rokującym związku. Nie miałam na to przestrzeni, najważniejsza była mama. Niedawno przysłała mi mail: "Wybacz, że byłam taka zaborcza", i zaproponowała, że odda swoją parę kluczy. Baśka się waha. Tęskni za matką.

*

Po wyprowadzce Marty rodzice kilka razy próbowali ją odzyskać: zabierając opla corsę, którego dostała na 21. urodziny, i żądając, by Marek oddał za czynsz: "Mieszkał za darmo, ale wtedy był inny układ". Oddali. - Moje życie jest jeszcze dalekie od ideału - opowiada Marta. - W sklepie kręcę się między półkami. Zanim coś wrzucę do koszyka, zastanowię się dwa razy, czy naprawdę jest mi to potrzebne. Wchodzę na internetowy portal z okazjami i szukam promocji. Marek znalazł pracę, ja jeszcze nie. Ale teraz mam inne priorytety, jestem w ciąży, zaszłam tydzień po przeprowadzce. Wysłałam mamie SMS, nie odpisała.

Natalia Kuc

Dowiedz się więcej na temat: mieszkanie | urodziny | prezent | córki | matka | kredyt | rodzice | ojciec

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje