Reklama

Reklama

Wielka dziecinada

Karykatura w życie wcielona

Reklama

Jednak zastosowanie pomysłów Holta jako oręża w walce o wyzwolenie uciśnionych nieletnich dało karykaturalne efekty. Promowane z powodzeniem w krajach skandynawskich bezstresowe wychowanie doprowadziło do absurdalnej sytuacji, w której za wszelką cenę unika się karcenia i upominania uczniów. W Szwecji dzieci nie muszą odpowiadać na powitanie nauczycieli, od przedszkola są z nimi na "ty". Maria Naesström pracująca w jednej ze sztokholmskich szkół jako nauczycielka angielskiego mówi, że w wielu klasach nie sposób pracować z powodu hałasu i agresji podczas lekcji. Często dochodzi do pobić nauczycieli.

Emancypacja ostatniej represjonowanej grupy społecznej współczesnego świata - jak nazywali nieletnich antypedagodzy - miała poważne, choć pewnie nie do końca przewidziane przez jej orędowników konsekwencje. Skoro każdy człowiek, a więc i dziecko, ma prawo do samostanowienia, to dlaczego nie dać mu swobody wyboru takiego modelu edukacji i rodziny, jaki najbardziej mu odpowiada. Od prawa do wolnego wyboru szkoły i rodziny był już tylko krok do swobody wyboru partnerów seksualnych. Szybko znaleźli się dorośli, gotowi emancypować dzieci również w tej kwestii.

Już pod koniec lat 70. wyrosła w Nowym Jorku organizacja NAMBLA promująca dobrowolne związki seksualne dzieci i dorosłych. Liczące w apogeum swojej działalności w latach 80. około trzy tysiące członków stowarzyszenie zajęło się intensywną promocją zniesienia wszelkich ograniczeń wiekowych w uprawianiu seksu z nieletnimi. Pomysł był tak szokujący, że nawet środowiska gejowskie ogłosiły bojkot NAMBLA, piętnując stowarzyszenie jako przykrywkę i punkt kontaktowy dla kryminalnego podziemia pedofilskiego. Wielu jej członków stanęło zresztą przed sądem.

W Massachusetts ciągle toczy się proces aktywistów NAMBLA, podejrzanych o udział w uprowadzeniu i zamordowaniu nastolatka Jeffreya Curleya. Pod koniec lat 90. idee głoszone przez organizacje pedofilskie znalazły oparcie wśród autorytetów Amerykańskiego Stowarzyszenia Psychologicznego. W 1998 roku Bruce Rind, Philip Tromovich i Robert Bauserman opublikowali wyniki badań, na podstawie których wysnuli wniosek, że związek między molestowaniem seksualnym w dzieciństwie a późniejszą kondycją psychiczną ofiar jest praktycznie żaden.

- Jesteśmy ostatnim istniejącym ruchem walki o prawa obywatelskie - głosi slogan amerykańskiej organizacji National Youth Association (NYRA). To jedna z tych organizacji, w których młodzież działa w interesie własnego pokolenia.

Świadomość prometejskiego posłannictwa nie opuszcza młodzieżowych aktywistów od początku istnienia ruchu mającego zaledwie kilka lat. - Po Murzynach, kobietach i gejach emancypacja dzieci wydaje się nieuchronna - deklarują. Ich celem jest walka z rzeczywistą i wyimaginowaną dyskryminacją nieletnich.

Po wielu dekadach mozolnej walki o to, by nie narażać dzieci na traktowanie jak dorosłych w pracy lub przed wymiarem sprawiedliwości, w krajach Zachodu pojawił się zwrot w dokładnie przeciwną stronę. Młodociani chcą być postrzegani jak dorośli. Zgodnie z naukami antypedagogiki domagają się zrównania praw młodocianych i na rynku pracy, i w systemie prawnym, np. przez zniesienie ograniczeń wiekowych w nabywaniu praw wyborczych.

- W czym jest lepszy ogarnięty demencją stuletni wyborca od siedemnastolatka, który za kilka miesięcy i tak będzie miał prawa do głosowania? - w ten sposób młodociani aktywiści prezentują tradycyjny bunt przeciwko gerontokracji.

Jedną z głównych organizacji oskarżanych o dyskryminację nieletnich jest MADD (Mothers Against Drunk Driving), zajmująca się zwalczaniem pijaństwa wśród młodocianych kierowców. Organizacja założona w 1980 roku przez Cindy Lightner, której córka zginęła pod kołami auta prowadzonego przez pijanego nastolatka, doprowadziła w połowie lat 80. do zmian w prawie federalnym i zakazania sprzedaży alkoholu osobom poniżej 21. roku życia. Krytycy tego pomysłu uważają, że nie należy zakazywać kupowania alkoholu ludziom, którzy na mocy tych samych praw federalnych mają prawo wyborcze, mogą iść do wojska i odpowiadać przed sądem jak dorosły człowiek.

A co z prawdziwymi problemami?

Europa czy Ameryka ze swoim rozbudowanym systemem prawnym i zakorzenionymi od lat instytucjami stojącymi na straży praw i bezpieczeństwa dzieci są znacznie wdzięczniejszym poletkiem do prowadzenia społecznych doświadczeń niż np. Kongo lub Uganda.

Tam, zamiast akademickich sporów o emancypację dzieci uciśnionych przez rodziców i szkołę, trzeba by zmierzyć się z realnymi problemami setek tysięcy nieletnich, siłą wcielonych do którejś z lokalnych rebelianckich armii. Należy też uważnie przyjrzeć się działalności zachodnich koncernów odzieżowych, zapędzających dzieci w Wietnamie lub w Chinach do źle opłacanej i zbyt ciężkiej dla nich pracy. Wypadało by też zapytać, jak to się dzieje, że ta sama ONZ, która tak szczyci się Deklaracją Praw Dziecka, dopuszcza, by jej pracownicy wykorzystywali seksualnie dzieci na obszarach objętych pomocą humanitarną...

Jakub Mielnik

Tekst pochodzi z tygodnika

Dowiedz się więcej na temat: dorośli

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje