Reklama

Reklama

Ciążowe ciało: Od idealizacji i kompleksów po akceptację

Ile musi znieść kobiece ciało, by mogło być akceptowane przez nią samą? Fizyczne zmiany w ciąży są społecznym tematem tabu. Droga do wyzwolenia ze wstydu rozpoczęła się symbolicznym zdjęciem ciężarnej Demi Moore i trwa do dziś. O tym, jaki wpływ na postrzeganie swojego ciała w ciąży mają media i jaka jest droga od kompleksów do akceptacji, rozmawiamy z psychoterapeutką Karoliną Piotrowską i aktorką Zofią Zborowską.

Pamiętacie słynną okładkę magazynu "Vanity Fair" sprzed trzydziestu lat, na której Demi Moore pozowała w zaawansowanej ciąży? To słynne zdjęcie, wykonane przez Annie Lebovitz, przeszło do historii i miało niemały wpływ na kobiety na całym świecie. Głośne fotografie z Demi Moore w roli głównej zapoczątkowały nowy trend na pokazywanie ciążowego brzucha.

Za polski odpowiednik tamtej sesji zdjęciowej można uznać okładkę "Vivy!" z 2005 roku - do fotografii zapozowali Anna Nowak-Ibisz i Krzysztof Ibisz. Co ciekawe, sama bohaterka tej okładki przyznała, że wówczas sesja ta należała do zdecydowanie odważniejszych. W dzisiejszych czasach zdjęcia gwiazd pozujących z ciążowymi brzuszkami szokują nas już mniej. Jednak tym, co nie przechodzi bez echa i zdaje się początkować nowy, pozytywny trend, jest pokazywanie ciąży nie tylko z jej dobrodziejstwami, lecz także trudami. 

Reklama

- Myśli o tym, czy można wyglądać lepiej, pojawiają się ludziom w różnych momentach życia. Ciąża jest o tyle specyficznym okresem, że w jej trakcie kobiety są bardziej narażone na huśtawki nastrojów oraz rozwój zaburzeń lękowych - stwierdza psycholog Karolina Piotrowska, która od ponad 10 lat towarzyszy kobietom w ciąży i w przygotowaniach do porodu.

Co dzieje się zatem w momencie, gdy, nie mając punktu odniesienia, kobieta w ciąży zasypywana jest wizerunkami idealnie wyglądających  gwiazd "przy nadziei"? Albo malarsko wręcz wyretuszowanymi fotografiami, z których patrzą na nas Joanna Krupa lub Christina Aguilera? Ich sesje zachęcały do tego, by przestać się wstydzić ciążowych brzuszków. Jednak kolejnym rozdziałem w historii postrzegania ciążowego ciała może być pokazywanie go takim, jakie ono naprawdę jest. Z pozornymi "niedoskonałościami", czyli rozstępami i cellulitem. Pozornymi, bo warto zadać sobie pytanie, dlaczego w dalszym ciągu naturalne zmiany, które następują w trakcie i po ciąży, bywają tematem tabu.

"Wstydzę się pokazać mężowi"

W dyskusji o postrzeganiu ciążowego ciała nie może zabraknąć modnego, choć niezwykle adekwatnego słowa "bodypositive". Z tym hasłem wiąże się przede wszystkim akceptacja swojego ciała. W kontekście fizycznych zmian wynikających z ciąży wydaje się ono być jeszcze bardziej istotne. Jednak czy na pewno tak jest?

"Wyglądam jak maciora. Nie chodzi tu o ogólną wagę, tylko ten brzuch. Mam problem z cerą, jest tak sucha, że gdy chcę się pomalować, wyglądam jeszcze gorzej niż wcześniej" - brzmi post, zamieszczony na jednym z forów internetowych, w którym przyszła mama szukała porad dotyczących zmian skórnych związanych z ciążą.

"Miałam już przed ciążą cellulit, ale nie był widoczny, dopiero po ściągnięciu skóry. Teraz (30. tydzień ciąży) wstydzę się pokazać mężowi. (Cellulit) jest koszmarny, widać go na pupie, udach, z tyłu i przodu, w każdej pozycji, nawet jak po prostu stoję. A najgorsze jest to, że zaczyna być widoczny również na moich ramionach! To dla mnie bardzo wstydliwa sprawa i oczywiście jestem załamana moim wyglądem, który tak się drastycznie zmienił podczas ciąży" - opisała swoje przeżycia inna ciężarna kobieta.

Powodem tak częstego powstawania cellulitu w ciąży jest wzrost ilości estrogenu, który zwiększa przepuszczalność naczyń krwionośnych i limfatycznych. Z tego powodu ich zawartość ulega przesączeniu do przestrzeni międzykomórkowej tanki podskórnej, powodując obrzęk. Dlaczego zatem powszechna i naturalna zmiana fizyczna powoduje tak ogromne przerażenie w kobietach spodziewających się dziecka?

- Wpływ wyidealizowanych ciążowych ciał na kobiety "przy nadziei" będzie podobny, jak wpływ wyretuszowanych zdjęć nastolatków na innych przedstawicieli tej grupy. Ten mechanizm umysłowy jest właściwie niezależny od wieku: każdy z nas chce czuć się akceptowany i przynależący do naszej kultury. A kultura, w której żyjemy, hołduje pewnym normom. W ramach tych norm na ciało narzuconych jest wiele powinności. Zwłaszcza ciała kobiece mają spełniać określone standardy urody - odpowiada nam Karolina Piotrowska.

- To pokłosie tego, że to kobieta miała podobać się mężczyźnie - urodziwa panna miała lepsze szanse na zamążpójście. I chociaż wychodzimy powoli z tego rodzaju myślenia, to jednak nadal daleko nam do społeczeństwa równościowego - dodaje psycholożka. - Dlatego też wiele kobiet w ciąży czuje, że powinno mieścić się w kanonach urody. Posiadają w umyśle pewien wyidealizowany obraz ciała, do którego posiadania czasem dążą. To, że nie mogą wyglądać w określony sposób, np. z powodu większej wagi ciała, obrzęków czy innych przypadłości ciążowych, może w  poważny sposób odbijać się na zdrowiu psychicznym i jakości życia kobiety.

To, co publikują gwiazdy, może mieć ogromny wpływ

Nawiązując do słów psycholożki Karoliny Piotrowskiej o wpłynie wyidealizowanych zdjęć ciążowych, warto zastanowić się, czy treści publikowane przez osoby publiczne mogą mieć wpływ na psychikę kobiet. Zapytaliśmy o to Zosię Zborowską-Wronę, która jest ceniona przez swoje obserwatorki i obserwatorów za to, że nie owija w bawełnę wielu tematów, w tym związanych ze zmianami w ciele po ciąży.

- Oczywiście, że tak - i to nie jest tylko moje zdanie, ale zdanie wielu psychiatrów, psychoterapeutów czy nawet chirurgów plastycznych. Treści publikowane przez osoby popularne dla mnie potrafią być dołujące, a przecież ja jestem po tej "drugiej stronie" - mówi Zosia.  - Pokazywanie się cały czas w pięknej fryzurze, doskonałym make-upie, za filtrem, w drogich ciuchach, pięknych miejscach, potrafi nieźle zdołować odbiorcę. Albo właśnie ta presja, żeby jak najszybciej wrócić do swojej figury sprzed ciąży. 

- Ja dzisiaj, prawie cztery miesiące po porodzie, wcisnęłam się w swoje jeansy, wylewa się z boku i z przodu, ale się udało. Czy robiłam coś konkretnego w tym kierunku, żeby schudnąć? Raczej nie. Staram się jeść zdrowo, chodzę na pilates dwa razy w tygodniu, ale nie po to, żeby schudnąć. Dopiero teraz poczułam się "gotowa", żeby ruszyć się bardziej i może ograniczyć co nieco z jadłospisu. Moje ciało dostało sowity "wpierdziel" przez te dziewięć miesięcy, czuję to na każdym kroku, widzę ogromne zmiany np. w swoim brzuchu, ale staram się patrzeć na nie z czułością: "Hej, twoje ciało wydało na świat wspaniałą dziewczynkę. Daj sobie na luz. Przyjdzie jeszcze czas na walkę z rozstępami i kilogramami, które zostały". I taki też przekaz staram się puszczać dalej w świat.

Dlaczego zatem wspomniane wyżej wpisy z forów internetowych tak bardzo przepełnione są brakiem akceptacji, a wręcz wstydem? Sądząc po zagubieniu kobiet, które opisują swoje doświadczenia związane z fizycznymi zmianami, można wnioskować, że czują się w swoich przeżyciach odosobnione. Można więc stwierdzić, że to, co publikują w sieci znane osoby, może mieć realny wpływ na odczucia kobiet, które przechodzą przez proces zmian fizycznych w związku z ciążą.

- Normalizacja ciąży i połogu jest ważnym procesem. Dzięki niemu kobiety doświadczają poczucia wspólnoty, akceptacji oraz poczucia, że nie są odosobnione w swoich doświadczeniach. Dlatego dla matek jest to pozytywne zjawisko - mówi Karolina Piotrowska. - Jednocześnie dla osób, które obawiają się ciąży, porodu czy macierzyństwa, nie będzie to raczej istotnie wpływało na ich myślenie. Jeśli ktoś boi się tego doświadczenia, pokazywanie jego urealnionego oblicza raczej nie wyleczy go z lęku. Taka osoba, jeśli oczywiście chce posiadać dzieci, może się zwrócić do psychoterapeuty, aby w ramach terapii zrozumieć mechanizmy lęku.

Podobnego zdania jest Zofia Zborowska-Wrona, która w swoich mediach społecznościowych stawia na szczerość. - Mam niesamowity feedback od dziewczyn, które mnie obserwują. Nigdy przedtem nie dostawałam tyle wiadomości, co teraz. I to mnie buduje, pokazuje, że warto powiedzieć coś szczerego, od serca, "nieinstagramowego", nawet kosztem idiotycznych nagłówków następnego dnia. Bo przecież skoro dzięki nim zarabiam na Instagramie, to czuje się wręcz w obowiązku, żeby poza ładnym i śmiesznym kontentem dać im prawdę, dzięki której poczują się lepiej i pomyślą sobie: "ufff...czyli nie tylko ja tak mam" - mówi nam aktorka.

Gwiazdy, które nie boją się pokazywać, jak jest naprawdę

Niezwykle pozytywnym trendem, który zdaje się coraz odważniej rozwijać w mediach społecznościowych, jest pokazywanie wizerunku gwiazd takimi, jakie są w rzeczywistości. Bardzo często młode dziewczyny sugerują się tym, jak wyglądają ich idolki. Może to powodować zwiększoną wrażliwość na swój wygląd, który w lustrze nie jest zasłonięty filtrami zmieniającymi rysy twarzy. Jednak w polskim show-biznesie są kobiety, które pokazują się z niewyretuszowanej strony. Zapytaliśmy Zofię Zborowską o to, co skłoniło ją do podjęcia decyzji o pokazywaniu prawdziwego obrazu tego, co dzieje się z ciałem w trakcie i po ciąży.

- To wszystko przyszło mi jakoś bardzo naturalnie. Nigdy nie byłam typem dziewczyny, która przed wyjściem z domu spędzała 2 godziny w łazience kręcąc "loka" i doklejając rzęsy. Więc kiedy nastała moda na te idiotyczne filtry, dość szybko stałam się ich wielką przeciwniczką - mówi Zosia. 

Zwraca się też z apelem do osób, które takie filtry stosują: - Dziewczyny, do jasnej cholery, przecież wy tak nie wyglądacie, robicie sobie ogromną krzywdę. Sobie i waszym obserwującym, ale głównie sobie, bo przyzwyczajacie siebie do tego, że wyglądacie nie tak jak wasze odbicie w lustrze. A od czegoś takiego do wizyty u chirurga plastycznego to już jest chwilunia. Połowa moich koleżanek jest "porobiona" i niestety widzę, że to nie kończy się na jednym zabiegu poprawienia sobie "czegoś tam". To już są poważne ingerencje w swój wygląd. Czy uważam, że jest to wina między innymi nadużywania filtrów zarówno przez nie jak i przez inne kobiety? Absolutnie tak. Przykro się na to patrzy, bo to są naprawdę piękne dziewczyny.

To, co robi Zosia w mediach społecznościowych jest niezwykle pokrzepiające. Do grona kobiet, które  również pokazują macierzyństwo nie tylko od cukierkowej strony, należy Aleksandra Żebrowska. Swoim ostatnim postem rozpoczęła bardzo ważną i potrzebną akcję, która skłoniła inne mamy do tego, by pokazać, jak naprawdę wygląda ciało po ciąży.

"Wiecie dlaczego nasza skóra traci elastyczność, marszczy się, pojawiają się na niej rozstępy i cellulit? Dlatego, że jest skórą" - tak jedno ze zdjęć, opublikowane na Instagramie, podpisała Żebrowska.  Niejednokrotnie zaskakiwała też swoich obserwatorów postami, w których pokazywała z jakimi "niespodziankami" wiąże się macierzyństwo. Zdarzało jej się publikować "kontrowersyjne zdjęcia", na których widać uroki laktacji, zmęczenia czy zwykłej codzienności.

"Każda z nas jest bohaterką"

Można mieć nadzieję, że z czasem takie fotografie przestaną wzbudzać kontrowersje - im częściej odbiorcy treści będą mieli do czynienia z realnym obrazem zmian związanych z ciążą, tym mniej będą one kogokolwiek dziwić czy prowokować do krytyki.

- Zamiast wychwalać kobiety za to, co przechodzą w ciąży, przy porodzie, podczas połogu i jako mamy, zamiast budować im pomniki, to się je niszczy wmawiając im, że ich ciała są brzydkie. Bo dodatkowe kilogramy, bo rozstępy, bo biust, który nie jest już taki sam. Szczerze? Pie...le ten cały patriarchat, który chce nam to wmówić. Każda z nas jest bohaterką, jest piękna, wyjątkowa, cholernie dzielna i, przede wszystkim, wystarczająca - mówi Zofia Zborowska-Wrona.

Psycholożka Karolina Piotrowska niezwykle trafnie podsumowuje zjawiska związane z brakiem akceptacji swojego ciała w trakcie ciąży.

- Myśląc o akceptacji ciała, musimy też wziąć pod uwagę olbrzymią presję społeczną na ciało nakładaną. Akceptowanie ciała takiego, jakim jest, często jest rozumiane jako "nic/'[nierobienie" czy "lenistwo". Bo w kontekście ciała mamy bardzo wiele żywych mitów, np. że "jakbyś zdrowo jadła, to byś dobrze wyglądała" czy "jakbyś więcej ćwiczyła, to byś była chuda". Slogany te, wkładane do naszych umysłów latami przez różnego rodzaju kampanie marketingowe, sprawiają, że wygląd naszego ciała zaczyna świadczyć o naszych cechach osobowości. I tak osoby z nadwagą, bądź otyłe, są często postrzegane jako osoby pocieszne, leniwe, niedbające o siebie. Nie ma więc co się dziwić, że kobiety w ciąży, osoby młode czy po prostu my ludzie żyjący w tej kulturze chcemy być szczupli. Bo za synonimy szczupłości uznajemy zdrowy, zadbany, o silnej woli.

Czy istnieje jakiś realny sposób na to, by skutecznie normalizować to, co dzieje się z kobiecym ciałem w trakcie i po ciąży?- Jedną rzeczą jest uczenie się akceptacji i trenowanie tej umiejętności w życiu. Natomiast inną kwestią jest i powinno być społeczne mierzenie się z bodyshamingiem, normalizowanie różnych sylwetek, rozbrajanie mitów dotyczących ciała. Na zachodzie tego typu edukacja ma miejsce miedzy innymi w ramach zajęć z edukacji seksualnej - mówi Karolina Piotrowska.





INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje