Baby blues i macierzyństwo bez lukru. Czego naprawdę potrzebują młode matki? [WYWIAD]
Baby blues dotyka wielu kobiet po urodzeniu dziecka. Ten smutek znika, zazwyczaj po około dziesięciu dniach. - Ale jeśli (…) nie mija, tylko się pogłębia, jeśli pojawia się poczucie bezradności, winy, odcięcia, jeśli trudno cieszyć się czymkolwiek - to jest moment, żeby się zatrzymać i poprosić o pomoc - mówi Dominika Ochab, doula i mama czwórki dzieci. Czego po porodzie mogą się spodziewać młode matki i jak bliscy mogą je mądrze wspierać, żeby ułatwić wejście w macierzyństwo?

Media społecznościowe pokazują skrajne obrazy macierzyństwa - od idealnych kadrów po żartobliwe ujęcia trudów. Łatwo można się w tym pogubić. Gdyby miała Pani przygotować przyszłą mamę na nadchodzące macierzyństwo, co by jej Pani powiedziała?
Dominika Ochab, doula: Powiedziałabym coś, co często zaskakuje: macierzyństwo nie wygląda tak, jak w mediach społecznościowych. I to jest dobra wiadomość.
Bo prawdziwe macierzyństwo to nie tylko spokojne spacery i uśmiechnięte dziecko. To też momenty, w których jesteś zmęczona bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. To chwile zwątpienia, ale też ogromnej siły, o której wcześniej nie miałaś pojęcia.
Na to, że twoje dziecko nie potrzebuje idealnej mamy - potrzebuje ciebie obecnej, czułej, prawdziwej.
I że w tym wszystkim naprawdę można się zakochać - nawet jeśli czasem jest trudno.
Jest Pani profesjonalną doulą, w codziennej pracy ma Pani styczność z ciężarnymi i młodymi matkami. Co Pani najczęściej słyszy od świeżo upieczonych mam w pierwszych tygodniach? Co zaskakuje je najbardziej?
Bardzo często słyszę zdanie wypowiadane z niedowierzaniem: "jak to dziecko zmieściło się w moim brzuchu?". Ale największym zaskoczeniem jest coś innego - skala zmęczenia, emocji, ale też miłości. Kobiety nie wiedziały, że można tak mało spać i nadal funkcjonować. Nie wiedziały, że zapach dziecka może aż tak uzależniać. Nie wiedziały, że można zakochać się w kimś tak szybko i tak mocno. I bardzo często słyszę: "to jest kosmos". Bo dokładnie tak się czują - jakby weszły w zupełnie nowy świat.
Zaskoczeniem jest też to, jak często trzeba przewijać maluszka. W pierwszych dniach życia to potrafi być nawet kilkanaście zmian pieluszki na dobę - i dla wielu rodziców to naprawdę odkrycie.
Jak w takim razie można realnie pomóc bliskiej kobiecie w ogarnięciu tego kosmosu?
Nie pytaj: "czy czegoś potrzebujesz?", tylko bądź konkretna. Przynieś obiad, zrób zakupy, weź dziecko na spacer na 20 minut lub ponoś je na rękach. Warto pamiętać, że opieka nad dzieckiem to nie tylko rola mamy. Tata czy bliscy naprawdę mogą przejąć takie codzienne czynności jak przewijanie - to buduje więź i daje mamie chwilę wytchnienia.
I słuchaj. Bez poprawiania, bez oceniania. Bo czasem największą pomocą jest to, że ktoś naprawdę nas widzi.
Mamy najbardziej potrzebują tego, co dziś jest bardzo rzadkie - prawdziwej obecności. Nie kolejnych rad, porównywania, krytykowania. Tylko drugiej kobiety, która usiądzie obok i powie: "jestem".
Rady najczęściej słyszymy od naszych mam i babć. W ich czasach dzieci wychowywano inaczej. Czym różni się macierzyństwo dzisiaj od tego, które przeżywały one?
Nie lubię mówić, że coś jest łatwiejsze albo trudniejsze - bo każde macierzyństwo dzieje się w konkretnych czasach. Dziś mamy większą świadomość - wiemy, jak ważne jest zdrowie psychiczne, granice, regeneracja. Ale jednocześnie żyjemy w świecie ogromnych oczekiwań. Kiedyś kobiety miały więcej codziennego wsparcia - naturalne było to, że się odwiedzały, że były razem.
Dziś często jesteśmy same… ale za to "połączone" przez ekran. I to jest duża różnica - bo relacja w internecie nigdy nie zastąpi drugiej osoby obok.

Zatrzymajmy się jeszcze przy radach. Z jednej strony z pomocą spieszą mamy i babcie, z drugiej - media społecznościowe i fora. I nierzadko dostajemy sprzeczne informacje. Jak w tym wszystkim odnaleźć własną intuicję?
Intuicja nie znika - ona po prostu cichnie, kiedy wokół jest za dużo hałasu. Dlatego czasem najważniejsze, co można zrobić, to… przestać słuchać wszystkich. I zacząć słuchać siebie. Zadać sobie proste pytania: "czy to jest zgodne ze mną?", "czy to działa u mojego dziecka?".
Bo każda mama i każde dziecko to inna historia. Warto wybrać kilka zaufanych źródeł, zamiast dziesiątek przypadkowych opinii. I pamiętać: to ty jesteś najbliżej swojego dziecka, ty widzisz, czujesz i wiesz najwięcej.
Wspomniała Pani, że dziś często jesteśmy same. Czy samotność to częste doświadczenie współczesnych mam?
Tak - i to częstsze, niż chcemy o tym mówić. Wiele mam doświadcza czegoś, co nazywam cichym wycofaniem z życia. Bo nagle okazuje się, że trudno gdzieś wyjść - nie ma gdzie przewinąć dziecka, nakarmić, spokojnie posiedzieć. Do tego dochodzi brak przyzwolenia społecznego na naturalne zachowania dziecka - płacz, potrzeby, bliskość. I tak krok po kroku mama zostaje sama, często zamieniając realne relacje na te w telefonie. A przecież najbardziej potrzebujemy siebie nawzajem, na żywo.
Ogromnie ważne jest bycie wśród innych mam - takich, które są na podobnym etapie. Bo nic tak nie daje ulgi, jak usłyszeć: "mam tak samo". Wspólne spacery, rozmowy z dzieckiem na rękach, karmienie bez skrępowania - to są rzeczy, które budują siłę. Kobiety potrzebują też przestrzeni - fizycznej i emocjonalnej - gdzie mogą być sobą, a nie "jakąś wersją idealnej mamy".
Czy kobiety są bardziej przygotowane na poród, czy to, co dzieje się po nim?
Mam wrażenie, że nadal bardziej przygotowujemy się do porodu niż do życia po nim. A to właśnie "po" jest największą zmianą. To moment, w którym rodzi się nie tylko dziecko - rodzi się też mama. Poród ma swój początek i koniec. Macierzyństwo - zaczyna się i trwa.
Dlatego tak ważne jest przygotowanie nie tylko ciała, ale też głowy i serca. Wiedza o połogu, o emocjach, o potrzebach - daje ogromne poczucie bezpieczeństwa.
No właśnie - emocje. Coraz częściej mówi się o baby blues, ale i o depresji poporodowej. Jakie sygnały powinny być dla kobiety momentem, żeby sięgnąć po wsparcie specjalisty?
Baby blues jest częsty - pojawia się nagle, przynosi łzy, wahania emocji i zwykle mija. Ale jeśli smutek nie mija, tylko się pogłębia, jeśli pojawia się poczucie bezradności, winy, odcięcia, jeśli trudno cieszyć się czymkolwiek - to jest moment, żeby się zatrzymać i poprosić o pomoc. To nie jest słabość, to sygnał. Rozmowa z kimś bliskim, kontakt ze specjalistą - psychologiem czy psychiatrą - może być pierwszym krokiem do odzyskania równowagi. I bardzo ważne: nie trzeba przez to przechodzić samemu.
Na koniec zapytam jeszcze: czego systemowo najbardziej brakuje młodym matkom w Polsce?
Brakuje miejsc, które naprawdę uwzględniają potrzeby mam i dzieci. Takich, gdzie można spokojnie nakarmić, przewinąć, usiąść, spotkać się z innymi. Brakuje przestrzeni do budowania relacji. Ale jeszcze bardziej brakuje zmiany podejścia - mniej oceniania, więcej zrozumienia. Bo dziecko nie jest przeszkodą w życiu społecznym, a mama nie powinna znikać z przestrzeni publicznej, tylko dlatego że została mamą. Gdybym miała zostawić jedną myśl, najważniejszą: naprawdę, nie istnieje ktoś taki jak idealna mama. Istnieje mama, która się stara. Która czasem jest zmęczona. Która czasem nie wie. Ale jest. I to w zupełności wystarcza.
Materiał promocyjny








