Macierzyństwo kiedyś i dziś. Czy współczesne matki mają łatwiej?
Macierzyństwo naszych matek i babć, z dzisiejszej perspektywy, wydaje się prostsze i bardziej przewidywalne. Z kolei w obecnym świecie istnieje zdecydowanie więcej możliwości, a dostęp do wiedzy jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. Czy rzeczywiście dziś mamy łatwiej? Odpowiedź wcale nie jest taka prosta, jakby się mogło wydawać.

Kiedyś: kobieca sieć wsparcia
Siedem lat temu urodziłam dziecko. Pamiętam, jak z zazdrością słuchałam opowieści starszych kobiet o tym, jakimi sieciami wsparcia dysponowały. Domy wielopokoleniowe, pomoc mamy, teściowej, sióstr, kuzynek i sąsiadek. Wokół była masa dzieci w podobnym wieku, więc: "mamo, nudzę się!", padało dużo rzadziej. Trzeba było załatwić sprawy na mieście? Żaden problem, dziecko po prostu podrzucało się babci, siostrze lub sąsiadce. Wsparcie było oczywiste.
Kiedyś: macierzyństwo jako obowiązek
Nie znaczy to jednak, że było łatwo. Bycie kobietą niemal równało się z byciem matką. Wybór? Nie, raczej norma społeczna. Obowiązki domowe nie kończyły się nigdy. Pranie wielorazowych pieluch, ręczne mycie naczyń, ograniczony dostęp do produktów ułatwiających pielęgnację dziecka.
O niani czy pomocy domowej nikt nawet nie myślał. Nie tylko ze względów finansowych. Po prostu rolą kobiety było zajmowanie się swoim domem. Wsparcie męża? W większości domów - doraźne. Wyjście na sanki czy wycieczka rowerowa sprowadzały się raczej do weekendowych rytuałów niż codzienności.
Z drugiej strony presja powrotu do aktywności zawodowej była mniejsza, a odpowiedzialność finansową często brał na siebie mężczyzna. Stabilizacja oznaczała bezpieczeństwo, chociaż - nie oszukujmy się - ceną bywała zależność.
Dziś: większa świadomość w macierzyństwie
Obecnie mamy dostęp do wiedzy, do specjalistów, do grup wsparcia. Bez zastanowienia mówimy, czym jest baby blues, jak rozpoznać depresję poporodową, wiemy, że połóg bywa trudny i że mamy prawo do słabości. Cienie macierzyństwa przestały być tematem tabu. Dlatego gdy się pojawiają, wiemy, że są normalne i lepiej potrafimy im stawić czoła.

Może i większość z nas nie ma pomocy babci, ale dzisiaj wspiera nas technologia: zamiast prać ręcznie, wrzucamy do pralki, zamiast myć naczynia w zlewie, uruchamiamy zmywarkę. Nie ma już znienawidzonych pieluch tetrowych, dysponujemy jednorazowymi pieluszkami.
Jednocześnie czujemy, że powinnyśmy wiedzieć wszystko. O karmieniu, rozszerzaniu diety, rozwoju psychoruchowym, ekologii, ekranach, cukrze, bliskości. Presja bycia "świadomą mamą" potrafi przytłoczyć bardziej niż brak informacji. Dokładnie pamiętam swoją niepewność w trzecim trymestrze. Kompletowałam wyprawkę i bałam się, że wybiorę źle. Każda decyzja wydawała się testem odpowiedzialności, nawet zakup pieluch.
Ale właśnie ta dostępność do wiedzy, sprawiła, że wiedziałam, że powinny być wykonane z certyfikowanych surowców, bez chloru elementarnego, lateksu naturalnego i substancji zapachowych. I oczywiście muszą być przetestowane dermatologicznie. W ten sposób znalazłam pieluszki Bella Happy Baby.
Wszystko dzięki specjalnie zaprojektowanym kanalikom, które rozprowadzają wilgoć w taki sposób, że maluch ma większe poczucie suchości w każdej pozycji. Codzienne funkcjonowanie ułatwił nam też specjalny wskaźnik na froncie pieluszki. Zmiana koloru z żółtego na niebieski sygnalizuje, kiedy należy zmienić pieluszkę, bez konieczności jej odpinania i zaglądania pod nią. To spore ułatwienie w trakcie spaceru czy zabawy.
Dziś: rodzinę tworzą dzieci, mama i… tata
Zmienił się także model rodziny. Coraz częściej obowiązki domowe przejmują również mężczyźni. W naszym przypadku podzieliliśmy się urlopem rodzicielskim i do dziś widzę, jak silna więź powstała między córką a tatą.
Jeśli tylko mamy taką możliwość, w życiu dziecka powinna być obecna nie tylko mama, ale również tata, a także inne dorosłe osoby, które wzbogacą je o swoje perspektywy patrzenia na świat. Każdy dodatkowy troskliwy i kochający opiekun wnosi nieocenioną wartość.

Obecnie bycie kobietą nie sprowadza się wyłącznie do roli matki. Możemy rozwijać się zawodowo, budować niezależność, decydować o tempie i kształcie naszego życia. Ale z perspektywy siedmiu lat macierzyństwa widzę, że często próbujemy robić wszystko w jednym czasie: być świetną matką, rozwijać karierę, podróżować, nie tracić życia towarzyskiego, wrócić do idealnej sylwetki, spełniać marzenia... Kiedy się nie udaje, pojawia się frustracja. Warto w takim momencie uzmysłowić sobie, że żyjemy wystarczająco długo, żeby wszystko to przeżyć - w swoim czasie.
Czy mamy dziś łatwiej?
Nie powiedziałabym, że łatwiej. Mamy inaczej. Ciąży nad nami presja porównań i mierzymy się z poczuciem, że każda decyzja powinna być perfekcyjna. Ale z drugiej strony mamy dostęp do produktów wysokiej jakości, do wiedzy, do narzędzi, które ułatwiają codzienność i sprawiają, że nasze wybory są lepsze.
Często jesteśmy oddalone od domu rodzinnego i przeżywamy macierzyństwo w samotności, to jednak sprawia, że do wychowania dziecka włącza się mężczyzna, dzięki czemu rodzina może być pełniejsza.
Koniec końców wszystkie pokolenia kobiet dążyły do tego samego - być dobrą mamą dla swojego dziecka. I może właśnie w tym tkwi odpowiedź. Czy potrafimy wybrać to, co naprawdę wspiera nas i nasze dzieci, nie oczekując od siebie heroizmu?
Materiał promocyjny








