Reklama

Reklama

Co złości malucha?

Publiczne zawstydzanie

Reklama

- Miałam chyba około pięciu lat, kiedy ze zmęczenia zasnęłam w tramwaju mamie na kolanach i... posiusiałam się - wspomina 30-letnia Renata, mama 2-letniej Oliwki. - Potem zaciskałam zęby ze wstydu i upokorzenia za każdym razem, kiedy mama opowiadała znajomym i rodzinie tę historię.
A przytaczała ją często i to przez wiele lat! - dodaje Renata. Czy w takich sytuacjach nie lepiej być już dorosłym?

Można by wtedy powiedzieć mamie: "Nikomu nie mów o tym zdarzeniu. Jest mi przykro, gdy bez mojej zgody opowiadasz innym o czymś dla mnie wstydliwym". - Dziecko tak powiedzieć nie może i to nie tylko dlatego, że obawia się reakcji rodziców.

Ono po prostu nie umie jeszcze nazywać swoich uczuć. Tym bardziej więc rodzice nie powinni tego wykorzystywać - wyjaśnia psycholog. Opowiadanie innym historii, których dziecko się wstydzi, to publiczne ośmieszanie malucha.

My - dorośli - słysząc śmiech innych, możemy np. zignorować go lub zaprotestować. Malec nie, dlatego wtedy nie lubi być dzieckiem i czuje się "zdradzony" przez rodziców.

Ignorowanie jego potrzeb

- Kiedy byłam mała, często słyszałam, że dzieci i ryby głosu nie mają - wspomina 25-letnia Ania. - Bolało mnie to, że gdy rozmawiałam z mamą o czymś dla mnie ważnym, w każdej chwili inny dorosły mógł przerwać moją wypowiedź i mama kierowała swoją uwagę na niego.

A ja zawsze musiałam czekać, aż dorośli skończą rozmowę.

Kiedy próbowałam przerwać rozmowę dorosłym, słyszałam: "A o jakich ważnych sprawach chcesz nam teraz powiedzieć?

O kłótni z kolegą w piaskownicy czy o zgubieniu ulubionej laleczki?". Do dziś pamiętam, jak było mi przykro - dodaje Ania. Choć dziecięce problemy dorosłym wydają się mało ważne, dla maluchów zazwyczaj są wielkimi dramatami.

Rodzice często zapominają, że dzieci dopiero uczą się życia i patrzą na świat ze swojej perspektywy. Nie potrafią realnie ocenić wagi problemu, bo nie mają doświadczeń, do których mogłyby się odwołać.

- Dla malucha każde zignorowanie lub, co gorsza, zbagatelizowanie jego problemów to sygnał: "Jesteś dla mnie mało ważny, nie obchodzą mnie twoje sprawy". Każde takie wydarzenie burzy w dziecku poczucie bezpieczeństwa - komentuje psycholog. Smyk z wieloma sytuacjami nie potrafi sobie poradzić.

Potrzebuje więc pomocy rodziców. Na pewno bardziej niż sąsiadka, która oczekuje, że przerwiemy rozmowę z dzieckiem, by podać jej przepis na ciasto. W takiej sytuacji to ona może poczekać, nie dziecko.

- Wysłuchując malca tworzymy w nim przekonanie, że to, co mówi, jest dla nas istotne i że ma prawo opowiadać o swoich uczuciach - wyjaśnia Helena Turlejska-Walewska.

Taka postawa rodziców zaprocentuje w przyszłości mocniejszą więzią z dzieckiem i poczuciem wzajemnego zaufania.

Dowiedz się więcej na temat: psycholog | rodzice | dziecko | złość | wychowanie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje