Reklama

Reklama

Polka w ciąży

Dwudziesty drugi tydzień

Reklama

Czwartek. Ciąża jest zagrożona, więc nie możemy uprawiać seksu. Dla mnie to nie problem, ostatnio spadło mi libido. Mirek się nie wypowiada. Zgodnie z zaleceniami lekarki leżę. Przeczytałam już wszystkie książki Kereta, Lessing, Desai. Oglądam telewizję. Popłakałam się na filmie familijnym o zagubionej papudze. Płaczę też na reklamach papek Gerbera oraz doniesieniach z Afganistanu i Iraku. Wiem, że powinnam słuchać muzyki klasycznej, bo wpływa na dobry rozwój dziecka. Niestety, organy Bacha sprawiają, że chce mi się tłuc szklanki.

Piątek. Byliśmy na obiedzie u teściów. Ciotki mówiły, że mam za duży brzuch, a potem zaczęły kłaść na nim ręce. Nie rozumiem, dlaczego teraz obcy ludzie uważają, że mają prawo mnie dotykać?! - Jestem zmęczona i muszę iść spać - mówię. Wychodzimy przed deserem.

Sobota. Ciąża jednak nie jest sexy. Spuchnięte nogi nie mieszczą mi się w butach. Do sklepów wozi mnie mąż, chodzę wolno, drobnymi kroczkami, pół godziny i jestem zmęczona. Nie chcę nosić ogrodniczek, więc kupuję modne, szerokie tuniki. Ubieram się w Zarze i MaxMarze.

Dwudziesty czwarty tydzień

Wigilia. Właśnie dziś poczułam pierwsze ruchy dziecka. Delikatne, falujące, jakbym w środku miała rybkę. Cały wieczór kazałam mamie i Mirkowi przykładać ręce do brzucha. Mąż twierdził, że nic nie czuje. Ciąża to chyba dla niego abstrakcja. Po sylwestrze jedzie na narty. Wyjazd służbowy. - Ech, nie chce mi się, ale nie mogę się wykręcić - mówi. Ale ja wiem, że po cichu zaciera ręce, że sobie odpocznie. Zastanawiam się, kto przez tydzień będzie robił zakupy i kto zawiezie mnie na badania. Przyjaciółka! Mama mieszka w innym mieście.

Boże Narodzenie. - Nie pójdę na urlop wychowawczy - mówię przy kolacji. - Chyba żartujesz? - oburza się mama. - Oddasz dziecko obcej babie? - Ma rację - broni mnie mąż. - Wychowawczy jest już bezpłatny. Ale ja najbardziej boję się, że w zawodzie o mnie zapomną, uznają za mało ambitną. Boję się siebie siedzącej w domu w dresie poplamionym mlekiem. Już teraz brakuje mi pisania, spotkań z ludźmi. Mama przelewa nam na konto dwa tysiące, żebyśmy urządzili dziecku pokój. Mam nadzieję, że teściowie dadzą na wózek. Waham się, czy odebrać becikowe. Byłam przeciwna temu kuriozalnemu pomysłowi, ale obliczyłam koszty podstawowych badań w ciąży: wizyta u lekarza 120 złotych (minimum 10), usg. 200 złotych (minimum pięć). Więc może wyślę Mirka po ten bonus od państwa.

Poniedziałek. "Mały Mikuś", tak mówimy na nasze dziecko, bo to od naszego nazwiska Mikulscy. To dla mnie oczywiste, że jeśli urodzi się chłopiec, damy mu na imię Mikołaj.

Wtorek. Pierwszy dzień w szkole rodzenia szpitala na Karowej. Koszt 600 złotych. Lekcja przewijania trwa ze 30 sekund. Położna macha pieluchą, trzęsie kilka razy lalką i wychodzi. Próbujemy tak samo, ale naszej lalce odpada noga. Pękamy ze śmiechu. Mama obiecuje, że po porodzie przyjedzie do nas z Jędrzejowa i wszystkiego mnie nauczy. - Uff. Możemy odpuścić sobie tę szkołę - mówię mężowi. - No, co ty?! Wkręcił mnie wykład o baby bluesie, zaczynam bardziej cię rozumieć. Będę chodził sam - mówi. Ja nie rozumiem już nic.

Poniedziałek. Będziemy mieli syna! Na usg świetnie widać płeć naszego dziecka. Powiedziałabym, proporcje są imponujące. O, właśnie włożył nogę do buzi, a teraz macha do nas rączką. - Mirek, zobacz, on się z nami wita! Ale Mirek nie patrzy... Chodzi w kółko po gabinecie i powtarza: "Chłopiec, kurczę, będę miał syna".

Wtorek. Mikuś kopie coraz mocniej. Czasem w pęcherz, czasem w wątrobę. Dziś tak silnie, że ucisnął mi nerwy kręgosłupa. Łzy lecą mi z bólu, nie mogę chodzić. Mirek zwalnia się z pracy wcześniej, żeby pomóc. Wieszam mu się na szyi. W ten sposób on ciągnie mnie po podłodze do łazienki. Nie wezmę leku przeciwbólowego, to mogłoby zaszkodzić dziecku. Bardzo bym chciała, żeby mój syn był już na zewnątrz.

Dowiedz się więcej na temat: kreska | mieszkanie | pokój | gazety | baby boom | boom | USG | baby | ciąża | dziecko | Polka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje