Reklama

Reklama

Dziewczynka porwana przez fale

Mała plażowiczka pływająca na dmuchanym jednorożcu w jednej chwili znalazła się w dramatycznym położeniu. Porwana przez morskie fale, dryfowała daleko od brzegu, zdana na łaskę i niełaskę żywiołu. Na szczęście jej historia dobrze się kończy.

Pasażerowie greckiego promu Salaminomachos, płynącego swą zwykłą trasą Rio-Antirio po morzu Jońskim, zaobserwowali, że w oddali, na wodzie majaczy jakiś kształt. Nie wierzyli własnym oczom - na otwartym morzu znajdował się dmuchaniec, a na nim dziewczynka! Zaalarmowali kapitana, ten wiedział już, co się dzieje, bo otrzymał komunikat od władz portowych. Zarządził obranie odpowiedniego kursu i ruszył na pomoc wraz z załogą.

Reklama

Podpłynięto najbliżej jak się dało. Mężczyźni z załogi chwycili dziecko i wciągnęli na pokład.

Kapitan Grigoris Karnesis, w rozmowie z telewizją Mega opowiedział, że kilkulatka nie ruszała się, była zszokowana, sparaliżowana strachem przylgnęła do zabawki. Krzyknęła dopiero, gdy zobaczyła, że prom się zbliża.

Sprawna akcja ratunkowa niewątpliwie uratowała jej życie, ale ważne było też, że wcześniej nie poddała się panice.

Jak to się stało, że czteroletnia dziewczynka znalazła się na pełnym morzu? Najprawdopodobniej winowajcą był zdradliwy silny prąd i... nieuwaga dorosłych.

Mama dziewczynki, już po wszystkim, nadal znajdowała się w stanie szoku, podobnie zresztą jak jej córeczka. Szczegóły zajścia najprawdopodobniej ustali policja.

Ratownicy morscy podkreślają, że z żywiołem nie ma żartów. Nad wodą należy bezwzględnie używać wyobraźni i ani na moment nie spuszczać z oka dzieci. Niejednokrotnie zdarzało się, że dziecko lub osoba dorosła zasypiała na materacu kołysana falami, by obudzić się po chwili już na pełnym morzu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje