Reklama

Reklama

Gdy chrzestni zawiedli

Rola rodziców chrzestnych? Oni wcale nie są od obsypywania kosztowanymi prezentami. Powinni raczej wspierać rodziców naturalnych, uczestniczyć w najważniejszych wydarzeniach z życia dziecka i świecić przykładem, troszcząc się o jego rozwój duchowy. Teoretycznie też zastąpić rodziców, gdy z jakichś powodów ich zabraknie.

Traktowanie rodziców chrzestnych jak bankomat odstrasza i zniechęca potencjalnych zainteresowanych, którzy odmawiają młodym rodzicom, po prostu bojąc się obciążenia finansowego. Trudno się dziwić! Zwłaszcza po lekturze for internetowych, na których zdegustowane mamy piszą, że chcą pilnie zmienić pociechom chrzestnych, ponieważ w ich opinii ci dotychczasowi... nie łożą na chrześniaków tyle, ile powinni (sic!)

W teorii kapłan może ingerować w wybór chrzestnych, jeżeli istnieje obawa, że rodzice dziecka za kryterium obrali zamożność, a nie troskę o wychowanie w wierze. W praktyce trudno zweryfikować motywacje parafian.

Kościół Katolicki nie przewiduje takiej możliwości, podobnie jak ponownego chrztu. Skąd pomysł, by zmieniać dziecku chrzestnych? Jeśli ci nie utrzymują kontaktu z maluchem i najwyraźniej nie chcą przyjąć do wiadomości, jakie zobowiązania są z ich rolą związane, to nic dziwnego, że młodzi rodzice są rozczarowani, bo nie tego oczekiwali. Jak poczuje się dziecko, do którego rodzic chrzestny nawet nie zadzwoni w dniu urodzin? To trudne sytuacje i tak naprawdę bez wyjścia. Chyba że funkcję przejmą inne osoby i staną się "nieformalnymi" chrzestnymi.

Ci, którzy mają kochających, autentycznie zaangażowanych rodziców chrzestnych, wyciągnęli szczęśliwy los na loterii, bo to wcale nie jest takie oczywiste. Rzeczywistość niekiedy rozczarowuje, a czynnik ludzki często zawodzi. Wielu z nas praktycznie nie utrzymuje kontaktu ze swoimi chrzestnymi, albo jakość tego kontaktu pozostawia wiele do życzenia.

Reklama

- Tak się kończy niesławne: "Dziecku odmówisz?" - grzmią internauci. Niestety, czasami mają rację.

Dlatego wybór rodziców chrzestnych musi być dobrze przemyślany i to przez obie zaangażowane strony. Młodzi rodzice powinni wybierać osoby, o których wiedzą, że będą interesować się losami dziecka i nie znikną nagle z jego życia. Nie chodzi o obsypywanie kosztownymi prezentami, a zainteresowanie chrześniakiem i jego losami. Tradycyjnie rodzicami chrzestnymi nowo narodzonego zostawały osoby z rodziny, ale bliskie pokrewieństwo nie oznacza automatycznie bliskości emocjonalnej. Często to z przyjaciółmi jest nam bardziej po drodze niż z kuzynostwem. Dlatego niekiedy dobrze jest zdecydować się np. na bliskich przyjaciół, nawet jeśli rodzinna tradycja stanowi inaczej.

Przyjęło się, że do tej roli wybiera się kobietę i mężczyznę, niekoniecznie parę. Jednak w tej kwestii jest pewna elastyczność, bowiem okazuje się, że w Kościele katolickim nie ma żadnego problemu, by dziecko do chrztu podawały dwie panie lub dwaj panowie.

Istnieje też pewne ułatwienie dla rodziców bliźniąt; nie trzeba angażować czterech osób, bowiem rodzicami chrzestnymi dwójki maluchów może zostać jedna para. To znaczne ułatwienie, a także komfort dla dzieci na przyszłość - uniknie się niezręcznej sytuacji, gdy jedni chrzestni rozpieszczają swojego podopiecznego, a drugim z jakichś przyczyn jego opiekunowie przestali się interesować. Oczywiście, dziadkom mogą nie podobać się postępowe pomysły młodych rodziców, choćby właśnie wybieranie na chrzestnych osób niespokrewnionych z dzieckiem czy decydowanie, że rodzicami chrzestnymi bliźniąt będą te same dwie osoby (nie trzeba nikogo przekonywać o tym, jak trudno znaleźć czterech odpowiedzialnych, dyspozycyjnych dorosłych, którzy zechcą podjąć takie wyzwanie), ale to do mamy i taty dziecka należy ostateczna decyzja.

***Zobacz także***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje