Reklama

Reklama

Kontrowersyjne metody usypiania dzieci

Chronicznie przemęczeni rodzice niemowląt poszukując skutecznych sposobów usypiania, trafiają niekiedy na takie, które nawet dorosłego mogłyby przyprawić o dreszcze. Szczególnie złą sławą cieszą się metoda wypłakiwania oraz feberyzacja. Na czym polegają i dlaczego nie powinno się ich stosować?

Metoda wypłakiwania sprowadza się do układania w łóżeczku sennego malca i opuszczania jego pokoju nie bacząc na płacz, krzyk i protesty. Rodzic konsekwentnie nie reaguje na dźwięki zza ściany i wraca do swoich zajęć. Po kilku dniach dziecko prowadzone tą metodą ma nauczyć się samodzielnego zasypiania oraz zaprzestać głośnego płaczu celem przywołania mamy czy taty.

Reklama

Tak, sposób ten działa - smyk koniec końców przestanie płakać. Ale przedłużające się milczenie raczej nie będzie oznaczało niczego dobrego. Maluch najprawdopodobniej zmęczył się i nie ma siły płakać więcej. Po pewnym czasie zaśnie - ze zmęczenia i z bezradności. Co gorsza, z czasem pojmie, że jego płacz nic nie daje, więc zaśnie z dojmującym poczuciem osamotnienia.

Małe dziecko, a zwłaszcza kilkumiesięczne niemowlę, płacząc nigdy nie robi nikomu na złość i nie manipuluje otoczeniem. Po prostu nie dysponuje jeszcze innymi środkami wyrazu, a płacz jest jedynym sposobem, by zakomunikować bliskim swoje potrzeby.

Znana amerykańska psycholog i autorka podręczników dla rodziców, Helen Bee, podkreśla, że dzieci dysponują całą paletą dźwięków, dlatego inaczej płaczą w reakcji na ból, w odpowiedzi na niezaspokojony głód czy z powodu złości. Zdaniem ekspertki płacz z bólu, w przeciwieństwie do innych rodzajów, zazwyczaj zaczyna się nagle, nie jest poprzedzony cichym kwileniem. Mimo to należy pamiętać, że każde dziecko płacze nieco inaczej i już w tym rodzica głowa, by nauczył się rozpoznawać, co oznaczają dane odgłosy. Na pytanie, czy rodzic ma zawsze reagować od razu, gdy tylko usłyszy płacz syna lub córki, Helen Bee odpowiada, że najlepiej by było, gdyby rodzicielska odpowiedź zależała od rodzaju płaczu. Zaznacza, że alarmujące dźwięki sygnalizujące ból, przemoczoną pieluszkę, głód czy niewygodę powinny skłaniać do błyskawicznej reakcji. Czy maluch nie będzie przez to płakać częściej? Psycholog jest przekonana, że nie, a takie niebezpieczeństwo zaistnieje tylko wówczas, gdy rodzic będzie rzucał wszystko i przybiegał także na wezwania, które w rzeczywistości są tylko marudzeniem lub łagodnym kwileniem przed drzemką. Zresztą, jeśli niemowlę przyzwyczai się do czegoś np. do zasypiania w towarzystwie mamy siedzącej przy łóżeczku, to w odpowiednim czasie i tak rozstanie się z dawnymi przyzwyczajeniami.

Z kolei ignorowanie długiego i głośnego płaczu przynosi wyłącznie szkody. Zdaniem specjalistów dziecko nie stanie się przez to spokojniejsze, a bardziej lękliwe. Otrzymuje bowiem komunikat pt. "Możesz sobie wołać, a i tak nikt ci nie pomoże" i nabiera przekonania, że świat na jaki przyszedł wcale nie jest przyjaznym miejscem. Noworodki i niemowlęta nie umieją czekać, ich potrzeby muszą być zaspokajane natychmiast. Takie maluchy nie potrafią przemieścić się, by móc podejść do mamy lub innej bliskiej osoby, dlatego płacząc przywołują ją do siebie. Długotrwały, nieutulony płacz sprawia, że organizm dziecka produkuje kortyzol, hormon stresu. I to w dużych ilościach. W takich warunkach trudniej o prawidłowy rozwój mózgu, nie mówiąc już o nawiązywaniu prawidłowej, tzw. bezpiecznej relacji z obiektem znaczącym (czyli z najczęściej z matką). Co więcej, u płaczącego malucha wzrasta ciśnienie krwi, a równocześnie obniża się poziom tlenu w tejże. Tlen zaczyna docierać do mózgu i do innych organów w ilościach niewystarczających, stąd przejściowe niedotlenienie, wymęczenie, a w konsekwencji sen. Któż chciałby zasypiać w takich okolicznościach?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje