Reklama

Reklama

Koszmar Bożego Narodzenia

Wielki kot-mutant pojawia się w okolicy świąt Bożego Narodzenia. Jedną łapą potrafi przydusić kilkuletnie dziecko. Nie ma z nim żartów.

Dlatego na Islandii pod choinkę daje się w prezencie ciepłą odzież. Rodziny chcą uniknąć spotkania z groźnym kotem, a grube ubrania mają zapewnić ochronę. Bo zwierz chodzi i sprawdza czy dzieci są odpowiednio zabezpieczone przed mrozem.

Reklama

W Szwecji z kolei trzy wieki temu prezenty w wigilię rozdawał koziołek. Sympatyczne zwierzę, według średniowiecznych legend, wywodzi się od diabła. Rogacz został jednak zdetronizowany przez Jultomena - świętego Mikołaja.

Imię staruszka z białą brodą w czerwonej czapce ma swoje źródło w słowie tomte - to krasnoludek, któremu gospodarze wynosili w wigilijną noc miskę kaszy. W zamian mogli liczyć na opiekę i pieczę nad swoim gospodarstwem.

Odpowiednikiem skrzata jest nisse, którego możemy spotkać na strychach domów w Danii i Norwegii. Lepiej przygotować dla niego miseczkę ryżu z migdałami, bo jak nie, złośliwy troll przygotuje nam 24 grudnia niespodziankę, z której możemy się nie ucieszyć.

Szybko, dużo, bezmyślnie

Większość dzieci w naszym kraju wierzy, że prezenty pod choinkę przynosi Gwiazdka. Zwykle są to podarunki-niespodzianki, bo list z prośbą o nową lalkę czy konsolę otrzymuje Mikołaj. Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się, że dzieci wolą 6 grudnia niż 24 dzień tegoż miesiąca.

Święta Bożego Narodzenia są jednymi z najpiękniejszych świąt. Choinka, lśniące ozdoby, migające lampki, zapachy od których może zakręcić się w głowie. Nic tylko cieszyć zmysły bogactwem doznań. Niestety niektórzy z nas wyjątkowy klimat bożonarodzeniowy znają wyłącznie z reklam.

W zwykłych domach bywa nerwowo, stresująco i nieprzyjemnie. Okazuje się, że wśród stert zakupów brakuje kilku niezbędnych w kuchni produktów, nowy przepis na placek się nie sprawdza, a wymyślony przez nas prezent ciężko jest zdobyć.

Życie to nie święta

Najczęściej stres związany ze świętami odreagowujemy na najbliższych - wówczas określenie "rodzinne święta" zakrawa na groteskę.

Nie można w biegu pokrzykiwać na dzieci, warczeć na męża, czy żonę, a potem zasiąść do wigilijnej wieczerzy i udawać, że życie zaczęło się w momencie położenia na stół białego obrusu.

Miłości, dobrej atmosfery w domu i czasu, który chcielibyśmy spędzić razem nie kupimy za żadne pieniądze, nie zrekompensujemy najpyszniejszą potrawą i najpiękniej udekorowaną choinkę.

By dzieci chciały spędzać z nami święta, gdy już same będą mogły decydować gdzie i z kim wtedy być, dajmy im to, czego pragną i potrzebują już teraz, kiedy mają 2, 10, albo 15 lat. I nie chodzi bynajmniej o drogie prezenty.  

Dowiedz się więcej na temat: wychowanie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje