Reklama

Reklama

Najważniejszy egzamin z życia

Maturzyści właśnie odebrali wyniki egzaminu dojrzałości. Część z nich świętuje, część rozpacza, bo plany i marzenia na przyszłość właśnie zostały zaprzepaszczone. Pytanie – czy na pewno?

Matura zwykle nie jest najważniejszym egzaminem w życiu, za to na pewno jednym z najbardziej stresujących. Wmawia się młodym ludziom, że zadecyduje ona o ich przyszłości i ta, w zależności od ocen, albo będzie sukcesem, albo spektakularnym upadkiem.

Reklama

I co w tym drugim przypadku - nie pójdą na wymarzone studia? Jeśli bardzo chcą - wydadzą pieniądze na zaoczne lub wieczorowe, gdzie można się dostać z mniejszą ilością punktów. A może wystarczy "stracić" rok i uczyć się intensywnie, by poprawić swoje wyniki? Czym tak naprawdę jest 365 dni wobec całego naszego życia? Czy dla kogoś, kto skończył 40, 50, 60 lat ma jakiekolwiek znaczenie jeden rok? Czas ma wartość bezwzględnie względną.

"Życie ma wiele różnych dróg. Czasami najłatwiej jest jechać autostradą, ale wtedy masz ogromną presję by jechać szybko. Faktem jest, że dotrzesz do celu szybciej, ale jakim kosztem? Pamiętaj! Przyszłość jest tak jaką ją stworzysz. Dotarłeś do tego egzaminu. Zrobiłeś to! Zaufaj mi kiedy mówię, że świat się nie skończy na uzyskanych wynikach, a słabszy wynik nie oznacza końca Twoich marzeń" - pisze w poście Nastoletniego Azylu Joasia.

Nastoletni Azyl został stworzony po to, by młodzi ludzie doświadczający różnych trudności związanych nie tylko z dorastaniem, ale też z problemami psychicznymi, mogli otrzymać wsparcie. W tym roku maturzyści mieli wyjątkowo pod górkę, bo zdawanie egzaminu w okresie zagrożenia - a taki niewątpliwie jest czas pandemii - nie służy nikomu. Na porównywanie wyników do ubiegłych lat i wpływie COVID-19 na oceny jeszcze przyjdzie czas.

Nie autostradą 

Większość moich kolegów i koleżanek z klasy wybrała autostradę. Mieli świetne wyniki, poszli na dobre studia, mają pracę.

Ale wśród innych znajomych bywało różnie. Czas pokazał, że dłuższa droga, dla nich właśnie, okazywała się lepsza. Ktoś zrobił doktorat, chociaż nauczyciele w szkole średniej postanowili nie dopuścić go do matury, ktoś został lekarzem, choć zdobycie upragnionego zawodu zajęło mu nieco dłużej niż zwykłemu studentowi medycyny.

Wiem, że ciężko jest pocieszyć młodego człowieka, gdy zdaje mu się, że wraz z otrzymanymi wynikami jego plany legły w gruzach. Nie widzi szerszej perspektywy, tylko sytuację, w której się aktualnie znajduje. Nie chce słuchać, że "bywa z węża dryjakiew, złe często dobremu okazyją daje". Cierpi.

Życie jednak toczy się dalej, a po latach okazuje się, że w międzyczasie mieliśmy do zdania dużo ważniejsze egzaminy. Były z tego, jakimi jesteśmy dziećmi dla swoich starzejących się rodziców, jakimi jesteśmy rodzicami dla swoich małych, a potem większych dzieci, jakimi jesteśmy mężami, żonami, partnerami, przyjaciółmi i pracownikami.

Z egzaminów tych będziemy zapewne rozliczani w okolicach starości. Warto by było dostać za nie ocenę pozytywną.        

Dowiedz się więcej na temat: matura

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje