Reklama

Reklama

Nie gnębcie kolegów i koleżanek

„Ogromna prośba do wszystkich uczniów wracających do szkoły. Zapewne zobaczycie kogoś, kto ma problemy ze znalezieniem przyjaciół. Kogoś, kto jest gnębiony tylko dlatego, że nie ubiera się jak inni, nie wygląda jak reszta uczniów, nie zachowuje się jak inni i lub nie ma najnowszych gadżetów” – pisze na swoim profilu stand-uperka Ola Petrus.

A pani Aleksandra wie, o czym mówi. Skończyła, co prawda, swoją edukację, ale doskonale pamięta, jak czuła się wśród dzieci, które nie tylko nie były w stanie zaakceptować, że odbiega od nich wzrostem, ale też z tego powodu ją gnębiły. Pomoc znalazła wśród starszych kolegów i koleżanek. Jak widać, nie każdy z rówieśników miał empatię, ale śmiem twierdzić, że i dobrego wychowania zabrakło.  

Gnębienie nie zaczyna się w szkole. Rozpoczyna o wiele wcześniej, w domu rodzinnym przyszłego oprawcy. Dziecko poniżane, odrzucane, karane, wyśmiewane, ciągle ganione, słabe wobec wszechmocy dorosłego, będzie chciało znaleźć kogoś, na kim odreaguje swoje frustracje. A znajdzie bardzo szybko - wystarczy ktoś słabszy, nie umiejący się obronić, albo ktoś samotny, bo przecież w obronie takiego nikt nie stanie. 

Reklama

Zdarza się, że dziecko, które nie jest pewne siebie, będzie chciało poczucie własnej wartości budować na poniżaniu innych, więc poszuka odpowiedniej ofiary.  

Młody człowiek, który słyszy od swoich rodziców, że wszyscy inni są źli, beznadziejni, głupi, biedni i do niczego, przesiąknie nienawiścią do innych ludzi. Łatwo jest pokierować własną latoroślą i zepchnąć ją na drogę, której kiedyś my, rodzice, bardzo będziemy żałować.  

Dzieckiem się jest tylko raz. Żaden dorosły nie odzyska straconego czasu, nie naprawi błędów, które popełnił w stosunku do swojej pociechy. Nie stanie twarzą w twarz z szesnastolatkiem i nie powie: "Muszę cię wychować na dobrego człowieka", bo rozmawia już z człowiekiem prawie dorosłym. Będzie z młodzieńcem bandażował łapkę misiowi, kiedy ta się złamie? Dmuchał w stłuczone kolanko plastikowego ludzika, żeby nie bolało? Uczył, że jak ktoś jest chory, to trzeba mu podać ciepłą herbatę?   


Kiedy zacząć?  

By być naprawdę w czymś dobrym, trzeba zacząć to robić jak najwcześniej. Najlepszym przykładem są sportowcy. Podobnie jest z nauką empatii. Tak jak nie będziesz primabaleriną, gdy zaczynasz jako dwudziestolatka, tak nie zostaniesz wziętym piłkarzem, gdy na boisku pojawisz się, mając lat 18. 

Nie wyrośnie na wartościowego człowieka ten, kto innych ludzi zacznie zauważać dopiero wtedy, kiedy będą mu potrzebni. A będą potrzebni wcześniej, niż myślimy.  

Rodzice często pytają, czy opłaci się w czasach, w których żyjemy, wychowywać dziecko na empatycznego człowieka. Według mnie, gdyby nie owa empatia, chodzilibyśmy do dnia dzisiejszego jak jaskiniowcy, z maczugami. Nie kalkuluje się zabijać i niszczyć. Za to warto tworzyć coś wspólnie. Bo gdy dostrzegasz innych, pomagasz im, jesteś dla nich życzliwy, masz większe szanse, że ominie cię jedna z najtrudniejszych sytuacji, które mogą się pojawić. Samotność.  

Wrażliwość jest ważna 

Każdy z nas miał w swojej klasie ofiarę kogoś, kto był taką ofiarą. Część z nas być może nawet dołączała do grona jej prześladowców. Ola Petrus namawia, żeby stanąć w obronie słabszych. Swój apel kończy słowami: "Wasza sympatia może wiele zmienić w czyimś życiu. A nawet je uratować". Myślę, że każdy wychowawca powinien przeczytać jej słowa w swojej klasie.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: wychowanie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy