Reklama

Reklama

Nierozłączni: Historia braci syjamskich

W deszczowy, majowy dzień, ponad 200 lat temu, przyszli na świat niezwykli bracia. Jakież musiało być zdziwienie położnej, która przyjmując poród pierwsza zobaczyła, że bliźniąt nie można od siebie oddzielić!

Wszystko przez pas ciała przy mostku, bo chłopcy byli zrośnięci akurat w tym miejscu. Urodzili się w Syjamie - od nich właśnie pochodzi określenie "bliźnięta syjamskie".

Reklama

Historię braci poznajemy za sprawą Yunte Huanga i jego książki "Nierozłączni". Książki niezwykłej, pełnej gorzkiej ironii, ale też zabawnej, wnikliwej, opisującej podzieloną wojną secesyjną Amerykę.

Opowieść rozpoczyna się w Syjamie. Nok, matka chłopców, była pół Chinką i pół Syjamką, ojciec - Chińczykiem. Mieszkali na łodzi, żyjąc skromnie z połowów i handlu. Bracia, tak bardzo różniący się od swoich rówieśników, cieszyli się dobrym zdrowiem. Dorastając wśród rodzeństwa, nabywali niezbędne do samodzielnego życia umiejętności. Nauczyli się wiosłować, pływać i łowić ryby. Wszystko wskazywało na to, że zostaną znakomitymi rybakami.

Beztroskie życie nie trwało jednak długo - zaraza zdziesiątkowała Syjam. Na skutek epidemii cholery zmarła trójka spośród rodzeństwa i ojciec bliźniąt. Owdowiała Nok musiała wychować i utrzymać czwórkę dzieci. Dzięki pracowitości i zaradności udało jej się otworzyć małą fermę kaczek i zarabiać na sprzedaży jajek. Życie rodziny zaczęło powoli się polepszać. Dni mijały spokojnie, dopóki pływających w rzece bliźniąt nie wypatrzył pewien szkocki kupiec - Robert Hunter. Był przekonany, że odkrył coś, na czym można zbić fortunę. I postanowił wykorzystać swoją szansę.

Nie obyło się bez problemów, jednak cierpliwość Huntera została nagrodzona. Król wydał zgodę na opuszczenie kraju przez bliźnięta i bracia wypłynęli na statku "Sachem", by po 138 dniach podróży dotrzeć do portu w Bostonie. Kontrakt, który podpisali, wiązał braci z kapitanem Ablem Coffinem na pięć lat. W rzeczywistości umowa zrobiła z nich niewolników, choć za swoją pracę musieli być wynagradzani. A pracować mieli bardzo ciężko, podróżując po całej Ameryce - i nie tylko - i pokazując, co odróżnia ich od reszty świata. Występowali w muzeach i na specjalnie zorganizowanych pokazach, wszędzie tam, gdzie spragniona rozrywki gawiedź mogła nasycić oczy czymś, co w naturze praktycznie nie występuje.  

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje