Reklama

Reklama

Opiekunka zabiła dziecko. Zmarło po 35 latach

Sprawa śmierci 35-latka wzbudziła i wciąż budzi szereg kontrowersji. Jak to możliwe, że Benjamin Keith Dowling zmarł w dorosłości, chociaż naprawdę zabito go w niemowlęctwie? Co takiego się stało, że sprawczyni usłyszała najgorsze z możliwych zarzutów?

Niespełna 60-letnia Terry Delores McKirchy z Teksasu została aresztowana i oskarżona o zamordowanie 35-letniego mężczyzny. Krzywdę zrobiła mu, kiedy nie miał jeszcze roku. Brutalne potrząśnięcie dziecka spowodowało nieodwracalne uszkodzenie mózgu. Po 35 latach, kobieta usłyszała zarzuty. Nie chodziło o nieumyślne spowodowanie wypadku. Chodziło o morderstwo.

Jak podaje Breaking News: "Upływ czasu między odniesionymi obrażeniami a śmiercią ofiary, został rozważony przez biegłych sądowych, którzy przeprowadzili sekcję zwłok i orzekli, że śmierć była bezpośrednio spowodowana obrażeniami z 1984 roku" - powiedzieli prokuratorzy hrabstwa Broward. Ława przysięgłych uznała, że mamy do czynienia z zabójstwem.

Reklama

Zbrodnia jednak miała miejsce w 1984 roku. Rodzice przywieźli opiekunce swojego synka, Benjamina Keitha Dowlinga, a sami udali się do pracy. Pięciomiesięczny chłopczyk był niezwykle pogodnym dzieckiem. Rozwijał się prawidłowo i nabywał szereg umiejętności, podobnie jak jego rówieśnicy.

Kiedy mama Benjamina przyjechała odebrać go od niani, od razu zauważyła, że z synkiem dzieje się coś niedobrego. Maluszek zaciskał dłonie w piąstki, jego twarz robiła się sina, oddychał płytko.

Opiekunka, przyparta do muru, twierdziła, że dziecko spadło z kanapy, jednak lekarze z florydzkiego szpitala ustalili, że Benjamin cierpi na zespół niemowląt potrząsanych. Wywnioskowali, że chłopiec został gwałtownie wstrząśnięty, co spowodowało krwawienie w mózgu.

Zdrowy chłopczyk w ciągu chwili stał się niepełnosprawnym dzieckiem. Tylko dzięki determinacji najbliższych przeżył 35 lat. Był otoczony miłością, ale bliscy nigdy nie wiedzieli, dlatego płacze, co go boli i jakie ma potrzeby.

"Benjamin nigdy nie raczkował, nie przewracał się na boki, nie chodził, nie mówił. Nigdy nie spróbował hamburgerów ani lodów w rożku. Nie mógł nam powiedzieć, kiedy odczuwał swędzenie lub ból. Kiedy płakał z bólu, my jako rodzina i opiekunowie, musieliśmy zgadywać, co jest nie tak i mieć nadzieję, że możemy zaspokoić jego potrzebę" - powiedzieli rodzice w wydanym oświadczeniu, tuż po śmierci syna.

"Benjamin nie dowie się, jak bardzo był kochany. Nigdy też nie mógłby powiedzieć innym o swojej miłości do nich. Benjamin uśmiechał się, kiedy był w pobliżu swojej rodziny, chociaż nie potrafił niczego zwerbalizować. Wierzymy, że wiedział, kim jesteśmy i że ciężko pracowaliśmy, aby mu pomóc" - oznajmili najbliżsi.

Zespół dziecka potrząsanego

Nie wszyscy opiekunowie zdają sobie sprawę, jak delikatne jest małe dziecko. Potrząsanie nim, czy szarpanie, może wywołać szereg nieodwracalnych uszkodzeń małego organizmu. 

Mózg dziecka w okresie niemowlęctwa jest niezwykle delikatny - niezrośnięte ciemiączko i wiotkie mięśnie wokół szyi i czaszki nie są dostateczną ochroną.

W skrajnych przypadkach potrząsanie dziecka może doprowadzić do natychmiastowej śmierci.

Czytaj także:

Zespół dziecka potrząsanego: Cichy zabójca dzieci

Dlaczego kołysanie dziecka jest ważne i jak robić to dobrze

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje