Reklama

Reklama

Pierwsze wakacje bez rodziców: jak nauczyłam córkę odpowiedzialności finansowej?

Wielu rodziców zadaje sobie pytanie, czy kieszonkowe na wyjazd przekazać dziecku w gotówce czy otworzyć mu konto w banku? Ja wybrałam to drugie, a swoje wrażenie postanowiłam opisać. Przedstawiam relację z założenia i użytkowania konta, aplikacji bankowej oraz karty płatniczej dla dzieci.

Miesiąc temu Marysia skończyła 6 lat, a wyjazd z dziadkami nad morze miał być jej pierwszym doświadczeniem wakacyjnym bez rodziców. Tydzień przed podróżą chodziła już tak podekscytowana, że aż mnie udzieliły się jej emocje - zaczęłam się nieco stresować. Chciałam dobrze przygotować ją do wyjazdu, więc pojechałyśmy na zakupy. Nagle, płacąc kartą, olśniło mnie, że Marysia powinna wziąć ze sobą pieniądze, żeby nie naciągać moich rodziców na wydatki, a z drugiej strony czuć się na wakacjach swobodnie i móc pozwolić sobie na drobne przyjemności. Tylko jaka suma będzie odpowiednia? W dodatku przy jej roztrzepaniu zaraz pieniądze pogubi.

Reklama

Po powrocie do domu zadzwoniła do mnie koleżanka. Przy okazji rozmowy podzieliłam się z nią swoimi obawami. Ona co prawda dzieci nie ma, za to zaskakująco często znajduje kreatywne rozwiązania moich problemów. I tym razem mnie nie zawiodła. Martyna wspomniała, że zna kogoś, kto założył małemu dziecku konto w Banku Pekao. To było coś dla nas. Gdy tylko się rozłączyła, postanowiłam sama zbadać sprawę. Okazało się, że PeoPay KIDS (bo tak nazywa się to dziecięce konto) mogą założyć posiadacze Konta Przekorzystnego. Bingo! Właśnie taki rachunek posiadam.

Od razu weszłam w aplikację PeoPay i po kliknięciu przycisku "Więcej" odnalazłam Panel rodzica. To właśnie w tym miejscu można założyć konto dziecku. Traf chciał, że akurat produkt skierowany jest dla dzieci od 6. do 13. roku życia. Wystarczyło podać PESEL Marysi i jej podstawowe dane osobowe. Następnie otrzymałam kod do aplikacji. Teraz pozostało już tylko pobrać ją na telefon Marysi. Córka była zachwycona. Wspólnie przeszłyśmy przez cały proces autoryzacji i poznawania kreskówkowych bohaterów. Marysia zdecydowała, że jej trenerem w aplikacji zostanie Żubr. Tutaj muszę nadmienić, że PeoPay KIDS nie jest tylko aplikacją bankową, służy również edukacji finansowej, ale to wszystko podane jest w tak przystępnej, dowcipnej i kolorowej formie, że miałam wrażenie, że bierzemy udział w zabawie. Mnie spodobała się możliwość tworzenia skarbonek, do których dziecko może odkładać pieniądze na wyznaczone cele. Marysię chyba najbardziej ucieszyło 50 zł kieszonkowego, które otrzymała w prezencie od banku.

Żubr wyjaśnił córce, jak korzystać z konta, do czego służą skarbonki, jak oszczędzać pieniądze i dlaczego nie powinna wydawać od razu całego kieszonkowego. Pozostało nam tylko zamówić kartę płatniczą, żeby mogła już w pełni cieszyć się własnym kontem bankowym. Razem wybrałyśmy wzór karty (oczywiście z Żubrem). Dobrze, że zabrałyśmy się za to dobrych kilka dni przed wyjazdem, bo zdążyłyśmy kartę odebrać i aktywować. Teraz Marysia była w pełni gotowa do drogi, a ja - dużo spokojniejsza, bo nawet jeśli zapomniałyśmy coś spakować, mogę jej przelać pieniądze i po prostu kupi to na miejscu, dzięki czemu nie obciążymy dziadków dodatkowymi wydatkami.

W dniu wyjazdu przelałam córce na konto kieszonkowe. Pieniądze dotarły natychmiast. Podekscytowana Marysia od razu otworzyła dwie skarbonki, pierwszą nazwała "Na pamiątki", a drugą "Dla mamy". Chyba czeka mnie jakiś prezent po powrocie. Wspólnie ustaliłyśmy dzienny limit, drogą kompromisu padło na 30 zł. Konto przydało się jeszcze tego samego dnia. Wieczorem córka zadzwoniła poinformować mnie, że już dotarli na miejsce, ale po rozpakowaniu bagażu okazało się, że zapomniała szczoteczki do zębów i musi iść z dziadkiem do sklepu ją kupić. Poprosiła więc, żebym przelała jej dodatkowe pieniądze na ten wydatek. Zgodziłam się. Kiedy się rozłączyła, przesłałam jej kilkanaście złotych.

Obiecałam sobie nie zamęczać Marysi codziennymi telefonami, ale co jakiś czas podglądałam jej wydatki z poziomu Panelu rodzica. Dziecko zaskakująco rozważnie dysponowało pieniędzmi. Parę razy kupiła lody, a raz jakąś zabawkę w sklepie przy plaży. Jednak kilka dni później bank przysłał mi zapytanie, czy akceptuję przelew dziecka. Chodziło o doładowanie telefonu na kartę. Zgodziłam się, a chwilę później Marysia zadzwoniła skruszona. Okazało się, że całe doładowanie, które wykupiłam jej przed wyjazdem, nieopatrznie wykorzystała na gry online. Upomniałam ją, by rozważniej dysponowała środkami, ponieważ kolejny raz nie zaakceptuję przelewu.

Drugi incydent wydarzył się w połowie wyjazdu. Tym razem zadzwoniła do mnie zrozpaczona mama. Marysia zgubiła kartę z Żubrem. Uspokoiłam ją i z poziomu aplikacji dezaktywowałam kartę. Pół godziny później córka zadzwoniła z informacją, że odnalazła ją pod łóżkiem. Mnie spadł kamień z serca, a karta została ponownie aktywowana. Na koncie córki pojawił się kolejny wydatek - jak się okazało, był to portfel. Uśmiechnęłam się - Marysia otrzymała cenną lekcję pilnowania swoich rzeczy.

Artykuł powstał we współpracy z Bankiem Pekao S.A.

materiały promocyjne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje