Reklama

Reklama

Przemoc w szkole

Jak pomóc swojemu dziecku

Twój syn lub córka nie chcą rano iść do szkoły i skarżą się na ból brzucha? To nie muszą być objawy choroby. Może unikają kolegów, bo się ich obawiają? Im prędzej wkroczysz do akcji, tym szybciej możesz zażegnać kryzys.

Psychologowie biją na alarm, że dzieci są wobec siebie coraz bardziej okrutne. Coś, co niedawno należało do rzadkości - wyzywanie, a nawet bicie - dziś zdarza się coraz częściej. Jakie są przyczyny wrogiego zachowania? Przede wszystkim chęć wyładowania agresji, która rodzi się z różnych powodów - trudnej sytuacji w domu, kłopotów z nauką.

Reklama

Typowy agresor ma przeważnie słaby kontakt z rodzicami i wiele kompleksów. Pragnie więc choćby siłą zdobyć uznanie. Dręczonemu dziecku można jednak pomóc. Wystarczy nie zostawiać go ze swymi problemami samego.

Mój syn z powodu tuszy został kozłem ofiarnym

Monika, 47 lat, mama 15-letniego Szymona

Syn urodził się chorowity. Pół dzieciństwa spędził w sanatoriach i szpitalach. Na skutek problemów z tarczycą i w efekcie przyjmowania sterydów ma sporą nadwagę - opowiada Monika.

- Choć sprawia wrażenie potężnego, jest bardzo słaby fizycznie. Szybko się męczy, wysiłek powoduje u niego silne ataki astmy. Dopóki chodził do szkoły społecznej, nie było żadnych problemów. Jednak dwa lata temu rozwiodłam się z mężem i wtedy przeniosłam syna do osiedlowego gimnazjum niedaleko naszego domu. Dostałam niewysokie alimenty, więc pomyślałam, że zaoszczędzę na czesnym - usprawiedliwia się.

- Poza tym były mąż zabrał auto i nie miałabym czym wozić Szymka tak daleko. Dziś żałuję, ale wtedy wydawało mi się, że to rozsądne rozwiązanie. Już pierwsze dni pokazały jednak, że dzieci z klasy nie zaakceptowały Szymka. Żalił się, że jest popychany i nazywany tłuściochem. A po tygodniu pobito go na boisku. Do domu wrócił z siniakami, w podartej koszuli - mówi wzburzona Monika.

Dwóch kolegów szarpało go na oczach uczniów, ale nikt nie reagował. Nawet dziewczyny krzyczały, żeby dołożyć spaślakowi. Gdyby nie interwencja nauczyciela WF-u, nie wiem, jak by się to skończyło. Napastnicy dostali naganę i obniżono im stopień ze sprawowania, ale tym się przecież młodzież nie przejmuje. Mój syn z powodu tuszy został kozłem ofiarnym. Wprawdzie koledzy nie atakują go już jawnie, ale ciągle ktoś podstawia mu nogę albo "przypadkiem" uderza z całej siły łokciem.

- Poprosiłam niepracującą sąsiadkę, by przyprowadzała go ze szkoły do domu, bo bał się wracać sam. Naturalnie to powód do kolejnych docinków i drwin. Jego stan psychiczny jest fatalny. Powiedział mi niedawno, że stara się niczego nie pić w szkole, żeby nie chodzić do toalety. Bo kilka razy został w niej zaczepiony. Wykręcano mu ręce, przewrócono na umywalkę. Rozmawiałam z byłym mężem i ustaliliśmy, że znów poślemy go do społecznego liceum.

- Bo cała sytuacja odbija się także fatalnie na zdrowiu Szymka. Cierpi na nerwicę, a ataki astmy zdarzają mu się coraz częściej. Na pomoc szkoły przestałam liczyć. Polega tylko na obniżaniu ocen i jałowych rozmowach, których zresztą nauczyciele starają się unikać. Zastanawiam się, co się dzieje w domach tych dzieci, że jest w nich taka nienawiść?

Gnębi się tych, których zemsty nie trzeba się obawiać

Rudy, okularnik, grubas, a może biedniejszy od kolegów? Każdy pretekst jest dobry, by upatrzyć sobie ofiarę. Badania polskiej emigracji na Wyspach Brytyjskich pokazały na przykład, że oprócz imigrantów o innym kolorze skóry to mali Polacy należą do najczęściej prześladowanych w tamtejszych szkołach. Dlaczego? Ponieważ osiągają lepsze wyniki w nauce, a dziewczynki przewyższają inne urodą.

W naszym kraju jest jednak inaczej. Obiektem niechęci nie bywają wzorowi uczniowie. Kujony nie znajdują się w grupie ryzyka. Ich wiedza wzbudza częściej respekt niż kpiny. Młodzież podświadomie czuje, że talent to rodzaj siły, a tradycyjnie przecież gnębi się słabszych. Co zatem sprawia, że prawdopodobieństwo bycia kozłem ofiarnym rośnie?

W polskich szkołach jest to na przykład niska atrakcyjność fizyczna. Niezbyt urodziwi nastolatkowie są aż trzykrotnie bardziej narażeni na przykrości.

Źle widziana jest zresztą jakakolwiek odmienność. Ekstrawagancki ubiór, nietypowe przekonania, a także widoczna ułomność często skazują młodych ludzi na szykany. Podobnie dzieje się w przypadku dzieci ubogich i strachliwych.

Jawne okazywanie lęku działa jak zachęta do dręczenia. Stąd tendencja, by wyżywać się na tych, których zemsty nie trzeba się obawiać. Wciąż nielubiane są lizusy i skarżypyty. Nastolatki uważają, że dokuczanie im jest "sprawiedliwym" wymierzeniem słusznej kary.

Obraźliwe wpisy o synu widziało chyba całe miasto

Anita, 43 lata, mama 12-letniego Kacpra

Do dużego wojewódzkiego miasta przenieśliśmy się z małej miejscowości rok temu - opowiada Anita. Jest energiczna i zdecydowana, ale kiedy opowiada o synu, głos jej się łamie. - Kacper nie obawiał się nowego środowiska. W starej szkole był lubiany, miał mnóstwo kolegów. A tutaj już pierwszego dnia dzieci nazwały go "wieśniakiem". Nie chciał nas martwić, więc się nie skarżył. Gdy spytałam go, jak mu się podoba w nowej klasie, westchnął: "Masakra", ale nie drążyłam tematu. Uznałam, że trzeba dać mu trochę czasu na oswojenie się z otoczeniem.

Robię, co mogę, by nie zostawić z tym syna samego

Wkrótce doszło do błahego, wydawałoby się, konfliktu Kacpra z Tomkiem, kolegą ze szkoły. - Chłopcy przepychali się w szatni - opowiada Anita. - W pewnej chwili Tomek dostał krwotoku z nosa. Stwierdził, że uderzył go mój syn i zażądał przeprosin. Ale Kacper stał daleko i nie brał udziału w bójce, więc powiedział, że nie będzie nikogo za nic przepraszał. Wydawało się, że sprawa rozejdzie się po kościach, bo przez kilka dni był spokój. W każdym razie po tygodniu Kacper dostał wulgarny SMS z ukrytego numeru. Zlekceważył go, ale tego samego dnia przyszedł jeszcze kolejny. I wieczorem kolejny z obelgami, które nie nadają się do cytowania.

- Syn był przestraszony, ale mąż wyjaśnił mu, żeby się nie przejmował, bo pewnie chodzi tylko o to, żeby wytrącić go z równowagi. Niestety, to był dopiero początek. W jakiś czas potem Tomek z innym uczniem napadli na Kacpra w łazience i siłą zdarli z niego bluzę. Jego nagie do pasa zdjęcie wrzucili na Facebooka z ordynarnym podpisem. Syn się nam do tego incydentu nie przyznał. Ale w nocy obudził mnie płacz. Zakradłam się po cichu do jego pokoju. Na ekranie laptopa miał to nieszczęsne zdjęcie. Komentarze pod nim były równie niewybredne co podpis. Zgłosiliśmy jedno usunięcia, ale zanim to nastąpiło, obejrzało je chyba całe miasto.

Ten incydent podsunął Tomkowi pomysł do nowej zabawy. Codziennie na Facebooku ukazywał się wpis ośmieszający Kacpra. Syn zaczął być wytykany palcami w szkole i na podwórku. Przeżywał to strasznie,zaczął obgryzać paznokcie do krwi, nie mógł spać. Każdego dnia zastanawiał się, co tym razem przeczyta o sobie. Raz powiedział, że już nigdy nie wyjdzie z domu, bo wszyscy się śmieją, że jest wiejskim przygłupem. Błagał jednak mojego męża, żeby nie robił żadnej afery, bo będzie tylko gorzej. Ale przecież nie mogliśmy patrzeć na to, co się dzieje, z założonymi rękami!

- Poszliśmy do dyrektorki gimnazjum, która wysłuchała nas i obiecała pomóc. Mąż dotarł też do rodziców Tomka, lecz nie dało się z nimi dojść do porozumienia. Całkowicie zlekceważyli problem. Powiedzieli, że to typowe wojny nastolatków, a my jesteśmy przewrażliwieni.

- Znajoma poradziła nam zgłosić nękanie na komisariacie, bo syn wciąż dostawał obraźliwe SMS-y. Policjanci przyrzekli, że przyjrzą się tej sprawie. Jak na razie czuję się bezradna, ale robię, co mogę, by Kacper wiedział, że zawsze może na nas liczyć. Na razie skasował swój profil na Facebooku i stare konto e-mailowe. Zmieniłam mu też numer telefonu i staram się spędzać z nim dużo czasu. Rozmawiamy także o tym, co się stało, ale nie umiem mu wyjaśnić, czemu ludzie lubią krzywdzić innych. I to zupełnie bez powodu.

Ciche przyzwolenie na okrucieństwo

Nową formą nękania jest dziś straszenie, szantażowanie lub ośmieszanie w internecie. Psychologowie podkreślają, że to jeden z najbardziej przerażających rodzajów prześladowania. Bo nie da się przed nim w żaden sposób uciec jak przed zabijaką na podwórku. W dodatku świadkami upokorzenia ofiary nie jest tylko garstka kolegów, ale nieograniczona liczba osób.

Przedtem mobbing miał swój kres, kiedy dziecko kończyło szkołę albo zmieniało adres. Dziś dystans geograficzny niczego nie kończy. Sprawcy cyberprzemocy czują się też bardziej bezkarni, bo schowanie się za monitorem zapewnia im komfort i anonimowość. Wielu z nich nie miałoby odwagi rzucić komuś w twarz obelg, którymi beztrosko szafują w sieci.

Na świecie już co trzeci nastolatek był napastowany agresywnymi SMS-ami, e-mailami i wpisami w mediach społecznościowych. W Europie to jest już 30 proc. i ta liczba z każdym rokiem rośnie. Co jakiś czas w mediach opisywane są dramatyczne historie młodych ludzi, którzy nie wytrzymali sieciowej nagonki i odebrali sobie życie.

Choć podobne zdarzenia bulwersują i wywołują protesty, to badania pokazują, że wciąż mamy większą tolerancję dla tego typu przestępstw niż dla przemocy fizycznej. Niewłaściwe zachowania w internecie są dla użytkowników chlebem powszednim. Oswajamy się z nimi codziennie, śledząc obraźliwe komentarze na różnego rodzaju forach.

Zjawisko "hejtingu", czyli siania nienawiści w sieci, dzięki której ludzie rozładowują swoją frustrację, kwitujemy co najwyżej wzruszeniem ramion. Nasz kraj przoduje w tych niechlubnych praktykach, a wulgarne wpisy rzadko są usuwane przez moderatorów. Ciche przyzwolenie na okrucieństwo obraca się przeciwko nam wszystkim.

Córka mówi codziennie,że nie pójdzie do szkoły

Ilona, 39 lat, mama 8-letniej Joanny

Kiedy Asia wybierała się do podstawówki, była szczęśliwa i pełna entuzjazmu - na samo wspomnienie Ilona uśmiecha się z goryczą. - Cieszyła się, że pozna nowe koleżanki, nauczy się ciekawych rzeczy. Była tak podekscytowana, że nie mogła doczekać się pierwszego dnia. A dziś trzeba ją zaciągać na lekcje siłą. Każdego ranka płacze i mówi, że nie pójdzie do szkoły.

Trudno uwierzyć, że nikt niczego nie widział Ilona przyznaje, że relacje jej córki z klasą nigdy nie układały się dobrze. Nie ma pojęcia dlaczego. Może dlatego że Asia jest jak na swój wiek bardzo wysoka i wychowawczyni posadziła ją z tyłu, razem z chłopcami? Albo dlatego że jest nieśmiała i rzadko odzywa się niepytana? Alena początku przynajmniej nikt jej nie dokuczał. Któregoś dnia jednak wróciła do domu zapłakana. Gdzieś podział się jej ulubiony piórnik i flamastry. Ilona najpierw sądziła, że to wynik roztrzepania. Nawet nakrzyczała na córkę, że nie pilnuje rzeczy. Lecz od tamtej pory dziewczynce zaczęły ginąć różne przedmioty.

Raz, gdy wróciła do klasy po przerwie, znalazła swój zeszyt w strzępach. Nie zgłosiła tego nauczycielce, bo nie chciała wyjść na skarżypytę. Ale miarka się przebrała, gdy w jednym tygodniu ukradziono Asi pieniądze na wycieczkę i zniszczono pracę domową, którą przygotowywała dwa dni.

- Poszłam natychmiast do wychowawczyni - mówi wzburzona Ilona. - Niewiele to dało, bo dzieciaki wypierają się wszystkiego. Twierdzą, że niczego nie widziały. Kto im uwierzy? A córka rozpacza, że teraz nikt się do niej nie odzywa, bo jest donosicielem. Postanowiliśmy po wakacjach przenieść ją do innej podstawówki. Bo inaczej całkiem zrazi się do nauki. Dokuczanie bez użycia siły Szkolny mobbing to nie tylko agresja fizyczna. Znacznie częstsze jest prześladowanie bez użycia siły. Polega ono na sprawianiu rozmaitych przykrości, które mają doprowadzić do wykluczenia ofiary z grupy lub do jej załamania.

W tym celu rozsiewa się na jej temat złośliwe plotki, ośmiesza, izoluje, a niekiedy niszczy przedmioty osobiste. Dręczenie w białych rękawiczkach może trwać latami, a sprawcy dochodzą w manipulacji do takiej wprawy, że ciężko im coś udowodnić. Ten typ przemocy jest dla dzieci wyjątkowo traumatycznym doświadczeniem. Jej konsekwencje bywają boleśniejsze niż ciosy, a szkody psychiczne trudniejsze do wyleczenia od sińców.

Psychologowie uważają, że w Polsce do rozkwitu mobbingu przyczynił się niefortunny pomysł wprowadzenia gimnazjów. Do tej pory dzieci do 15. roku życia przebywały w znanym, bezpiecznym środowisku. Teraz opuszczają je w krytycznym momencie dorastania. Trzynastolatki wkraczają w wyjątkowo ciężki okres. Zmiany hormonalne, potrzeba akceptacji przez rówieśników, lęk przed przyszłością wywołują w młodych ludziach silny stres, którego nie potrafią rozładować. Jak jednak wytłumaczyć zjawisko stałego obniżania się wieku, w którym dzieci zaczynają sobie dokuczać?

Specjaliści są zdania, że gdy sześcio-, siedmioletnie maluchy zachowują się agresywnie, naśladują po prostu to, co widzą w domu. Postępowanie dorosłych w najbliższym otoczeniu jest dla nich wzorcem relacji i rozwiązywania konfliktów. Niekiedy agresja bywa reakcją na zawyżone oczekiwania dorosłych. Dziś ambitni rodzice oczekują, że już w pierwszej klasie dziecko ujawni swój talent w jakiejś dziedzinie. Zamiast cierpliwie dać mu się rozwijać, wywierają nań presję, oczekując rywalizacji i ponadprzeciętnych wyników. A dziecko pod wpływem stresu nie zwróci się przeciwko tym, których kocha. Bardziej prawdopodobne, że zaatakuje tych, od których nie jest tak zależne, czyli rówieśników.

Ofiarami mobbingu...

... padają znacznie częściej chłopcy niż dziewczynki. Rówieśnicy nękają systematycznie co dziesiątego ucznia i co piętnastą uczennicę.

Są sposoby, by zapobiec mobbingowi w szkole


Olivia: Z raportu o przemocy w szkole, którego była pani współautorką, wynika, że nękaniu można przeciwdziałać, zanim się jeszcze wydarzy.

Anna Giza-Poleszczuk, prorektor UW, socjolog: Owszem. I to prostymi środkami. Choćby wspierając szkolną demokrację czyli samorządy uczniowskie. Przemoc rozwija się tam, gdzie brak komunikacji. Dużo zależy od zachowania świadków. Czy reagują, czy odwracają się, uważając, że to nie ich sprawa. Badania dowiodły, że w miejscach, w których uczniowie są traktowani przedmiotowo, znacznie częściej dochodzi do dręczenia. Niestety, samorządy są uważane za mało istotne. W powszechnej opinii nie mają siły sprawczej, realnej władzy, a ich członków wybierają nauczyciele, nie młodzież.

Ważna jest też atmosfera.

- Powinna polegać na szanowaniu dzieci. Im mniej w nich frustracji, poczucia niższości, tym słabsza potrzeba wymuszania szacunku siłą. Pojęcie przemocy bywa źle rozumiane. Utożsamiamy ją z wypaczonym charakterem, patologią. Tymczasem to naturalna próba budowania swej pozycji w grupie. Okazuje się, że jeżeli agresywny uczeń zaczyna odnosić sukcesy w sporcie, jego skłonność do wyżywania się na rówieśnikach maleje. Bo już nie musi udowadniać swej wartości siłą.

Dobrze więc stworzyć mu warunki, żeby rozwijał się w jakiejś innej dziedzinie?

- Tak. Wtedy jego energię kierujemy w inną stronę niż krzywdzenie. Nauka demokracji nie jest prosta. Trzeba brać pod uwagę cudze opinie, umieć uszanować odmienne od naszego zdanie. To wymaga czasu i empatii. Wychowawcy są do tych zadań nieprzygotowani. Wymaga się od nich ciągłych sprawozdań, kładzie nacisk na wyniki w nauczaniu. Bo w rankingach szkół nie bierze się w ogóle pod uwagę relacji. Liczy się jedynie, jak placówka wypada w testach i na egzaminach. Instytut Badań Edukacyjnych przeprowadzał ankietę wśród nauczycieli. Na pytanie, jakich umiejętności im brakuje,odpowiedzieli, że najgorzej radzą sobie z rozwiązywaniem konfliktów w klasie. Skoro oni tego nie potrafią, jak mogą tego uczyć młodych ludzi?

Rodzice są przekonani, że przemocy w szkole przeciwdziałają monitoring i agencje ochrony.

- Metody policyjne z całą pewnością nie działają. Zły wpływ ma nawet ustawienie ławek w klasie, w których uczniowie siedzą do siebie tyłem, a nauczyciel jest postacią dominującą. Jeśli dziecko jest kontrolowane na każdym kroku, będzie usiłowało to potem odreagować.

W ubiegłym roku...

... na policję zgłoszono 28 tys. przestępstw popełnionych na terenie szkoły, których sprawcami byli nieletni, a ofiarami ich koledzy. Przeważnie dochodziło do nich na terenie podstawówek i gimnazjów (26 tys.), a dużo rzadziej w liceach (2 tys.).

Jak uchronić dziecko przed przemocą?

Olivia: Jakie dzieci są najbardziej narażone na dręczenie w szkole?

Agnieszka Milczarek, trenerka dzieci poszkodowanych stowarzyszenie "Bliżej Dziecka" www.pomocdziecku.pl: Wrażliwe, delikatne, niepewne siebie. Te, które nie potrafią przeciwstawić się przemocy. Dzieci poszkodowane łatwo zauważyć na szkolnych korytarzach. Są skulone, patrzą pod nogi, starają się nie rzucać nikomu w oczy. Ich postawa komunikuje: "Boję się". Często są bardzo samotne.

Jak można je wesprzeć?

- Przede wszystkim nauczyć je stawiania granic; bronienia się przed przemocą, ale bez używania agresji. To wymaga jednak treningu, ponieważ dziecko nie będzie umiało odeprzeć ataku, jeśli nie przećwiczy wcześniej swojej reakcji w bezpiecznych warunkach. Warto odegrać w domu kilka takich sytuacji. Rodzic niech wcieli się w rolę kogoś, kto jest niemiły i zaczepia. A dziecko powinno odpowiedzieć mocnym zdecydowanym głosem: "Zostaw mnie w spokoju." Ważne jest, by do agresora zwracało się po imieniu i potrafiło na niego spojrzeć. Poradźmy mu, by potem oddaliło się i podeszło do innej grupy.

I nie wstydziło się powiadomić gdy np. grozi mu niebezpieczeństwo.

- Tak. Ono musi wiedzieć, że jesteśmy po to, by mu pomagać. Przemoc jest czymś naprawdę złym i powiedzenie o niej nauczycielowi czy rodzicom jest ogromnie ważne. Na tym polega ochrona praw swoich i innych dzieci. Warto podkreślać, że to bardzo odważne zachowanie, nie mające nic wspólnego ze skarżeniem - bo tego najczęściej obawiają się dzieci poszkodowane.

Co możemy jeszcze zrobić?

- Doświadczenie pokazuje, że im bliższe relacje między rodzicami w klasie, tym ryzyko przemocy mniejsze. Wspaniale, jeśli mają ze sobą dobry kontakt, tworzą przyjazny klimat, umieją się komunikować. Dzięki współpracy i mądremu postępowaniu opiekunów nawet te dzieci, które początkowo odnoszą się do siebie wrogo, mogą stać się dobrymi kolegami. A wszystkich poszukujących informacji zapraszam na stronę www.pomocdziecku.pl, gdzie znajdą wiele rad i przydatnych adresów.

Warto wiedzieć

Młodzież pytana o przyczyny rosnącej przemocy na pierwszym miejscu wymienia chęć zaimponowania innym (71 proc. wskazań). Na drugim miejscu znalazła się próba wymuszenia siłą autorytetu (40 proc.). 38 proc. badanych uważa, że nękanie sprawia agresorom przyjemność, a 31 proc. sądzi, że w ten sposób rozwiązują własne kłopoty. (www.ibe.edu)

Z długotrwałym nękaniem można sobie radzić


W przypadku mobbingu organizatorzy akcji "Szkoła bez przemocy" sugerują:

  • Ofiara powinna natychmiast powiadomić o tym otoczenie: rodziców, nauczyciela, dziadków. Warto nauczyć dziecko, że to żaden wstyd prosić o pomoc. Gdyby miało z tym problem, niech napisze list. Często niechęć do mówienia o prześladowaniu wynika z pragnienia oszczędzenia stresu bliskim. Lecz im prędzej dorośli się o tym dowiedzą, tym większa szansa na zakończenie sprawy.
  • Jeśli dziecko stanie oko w oko z napastnikiem, niech postara się nie oddawać uderzeń. Każde bicie to napaść. Dobrze jest zachować spokój, stać wyprostowanym, patrzeć agresorowi w oczy. Unikać gestów lub zachowań, które mogłyby go sprowokować.
  • Nie warto reagować na obraźliwe zaczepki. Zamiast wdawać się w utarczki słowne, lepiej powiedzieć coś, co pokaże, że atakowany nie czuje się dotknięty lub zdenerwowany. Na przykład: "Tak? No to co" , "Wolno ci tak uważać", "To możliwe".


Uporczywe nękanie (również w sieci) jest wykroczeniem i można je zgłosić na policję (z art. 107 kodeksu wykroczeń). Karalne są także groźby - kodeks karny art. 190 i 191. W imieniu nieletniego skargę składają rodzice lub opiekunowie.


Tekst: Maja Nowierska

Dowiedz się więcej na temat: przemoc w szkole

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje