Reklama

Reklama

Rumień toksyczny

Już sama nazwa przypadłości budzi grozę. Co więcej, czerwony, wędrujący po dziecięcym ciele rumień od razu wywołuje skojarzenia z objawami boreliozy. Czy rzeczywiście są powody, by bać się rumienia toksycznego?

Rumień toksyczny może pojawić się już w drugiej dobie życia noworodka, jako odpowiedź skóry na pierwsze kontakty z zewnętrznymi czynnikami drażniącymi. Taką reakcję mogły wywołać kosmetyki, detergenty lub dany rodzaj pieluszek. Wówczas na ciele malucha pojawiają się niewielkie, zaokrąglone czerwone plamki, które znikają, by niebawem "wyskoczyć" w innych miejscach. 

Na szczęście w większości przypadków omawiane zjawisko nie jest groźne ani nie przysparza dziecku cierpień. Do lekarza należy zgłosić się bezwzględnie, jeżeli w zmianach zacznie gromadzić się ropa. Taki stan będzie wymagał bardziej zintensyfikowanych działań, często uwzględniających... m.in. kąpiel w matczynym mleku. Pomocne bywają też kąpiele z dodatkiem nadmanganianu potasu.

Jeżeli nie są to ropne zmiany, warto zostawić je w spokoju, bo nic tak nie nasila objawów rumienia toksycznego, jak nadmiar syntetycznych kosmetyków. W takiej sytuacji lepiej używać do mycia naturalnych, jednoskładnikowych środków, jak szare mydło czy krochmal. Jeśli gotowe preparaty, to tylko te certyfikowane, nieuczulające, z minimalistycznym składem. 

W myśl zasady, że lepiej zapobiegać niż leczyć, warto jeszcze przed narodzinami dziecka zadbać o odroczenie pierwszej kąpieli noworodka, zawierając taki zapis w swoim planie porodu. Ciało malucha tuż po porodzie jest bowiem pokryte mazią płodową (łac. vernix caseosa). Substancja ta swoją funkcję pełni jeszcze podczas życia płodowego dziecka, zabezpieczając jego skórę przez działaniem czynników infekcyjnych, a podczas porodu siłami natury ułatwia mu przejście przez kanał rodny. Nieco później też się przydaje - choć może wyglądać mało estetycznie, w dalszym ciągu stanowi wartościową warstwę ochronną oraz naturalne nawilżenie skóry. Składa się głównie z wody i tłuszczów, zawiera także dobroczynną witaminę E. Maź stanowi najlepszy kosmetyk dla skóry noworodka, pozostawiona po porodzie wchłania się powoli. Korzyści z pozostawienia jej na skórze przynajmniej przez kilka godzin (a najlepiej, według WHO, by pozostała przez dobę od porodu) jest zatem całkiem sporo. 

Dziecko po porodzie nie powinno być zatem zbyt szybko wykąpane. W idealnym scenariuszu, jeśli wszystko poszło dobrze, maluszek ma trafić na brzuch mamy, a tam podczas minimum dwugodzinnego kontaktu "skóra do skóry" przejmować od niej dobroczynne bakterie, uspokajać się i finalnie, podjąć próbę ssania piersi. 

Coraz więcej położnych i neonatologów sugeruje, by dziecko nie zostało wykąpane, a jedynie osuszone i otulone, by nie zmarzło lecząc na matczynej piersi. Maź powinna sama powoli się wchłaniać. Oczywiście podczas tej złotej doby trzeba będzie kilkakrotnie umyć zabrudzoną pupę, ale kąpiel całego ciała może poczekać.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje