Reklama

Reklama

Sexting i sharenting, czyli pojęcia, o które boisz się zapytać

Coraz więcej rodziców czuje się rozdartych: z jednej strony słyszą, że ich rolą jest kontrolowanie i ograniczanie dzieciom dostępu do internetu, z drugiej chcą dla nich jak najlepszej edukacji - a ta coraz częściej wymaga dostępu do nowych technologii. Czy da się to pogodzić w czasach, kiedy w sieci czyha wiele niebezpieczeństw? Co ciekawe, za jedno z nich - sharenting, odpowiadają sami rodzice i dziadkowie. Innym zagrożeniem jest sexting. Jak się przed nimi ustrzec? Przeczytaj fragment książki "Jak nie zgubić dziecka w sieci".

W odcinku "It’s My Vagina" popularnego serialu Netflixa "Sex Education" w Moordale High wybucha skandal. Uczniowie przesyłają sobie na smartfony zdjęcie pochwy jednej z uczennic, a szkoła huczy od plotek na temat tego, do kogo należy wagina widoczna na fotce.

Widzowie szybko dowiadują się, że to zdjęcie Ruby, która podejrzewa o jego upublicznienie jednego ze swoich partnerów seksualnych. Finalnie jednak okazuje się, że cała akcja jest wynikiem porachunków między dwiema przyjaciółkami, a zdjęcie w formie zemsty na Ruby upubliczniła Olivia.

Reklama

Na szczęście historia kończy się dobrze: w trakcie spotkania uczniów z dyrektorem, którego celem jest wyjaśnienie całej sprawy, chcąc oszczędzić Ruby wstydu, wszystkie jej przyjaciółki przyznają, że to ich wagina jest na fotce.

"Sex Education" porusza wiele tematów związanych z seksem, także zagrożenia związane ze światem wirtualnym i nowymi technologiami. W przywołanym odcinku tematem stał się sexting. Jeśli jeszcze o nim nie słyszeliście, już spieszę z wyjaśnieniem: sexting to przesyłanie sobie za pośrednictwem różnych komunikatorów seksualnie sugestywnych obrazów, filmów i treści. Ponieważ w bardzo wielu wymiarach życie dorosłych i młodych ludzi przenosi się do świata cyfrowego, to samo dotyczy seksu - o ile sexting to stosunkowo nowe zjawisko, cyberseks ma już znacznie dłuższą historię.

Michelle Drouin, amerykańska badaczka zajmująca się problemami psychologicznymi związanymi z social mediami, twierdzi, że z perspektywy nastolatka dorastającego w erze smartfonów sexting jest doświadczeniem całkowicie normalnym. Nam wydaje się to dziwne, ponieważ nasze dzieciństwo wyglądało inaczej.

Oczywiście są też ciemne strony tego zjawiska: według badania przeprowadzonego w Michigan State University w 2015 roku 24 proc. nastolatków było napastowanych seksualnie w sieci przez swoich znajomych.

Co robić, gdy dziecko staje się obiektem sextingu? Justin Patchin z Cyberbullying Research Center ma dla was i waszych dzieci kilka rad: Choć to zaskakujące, wasze dzieci przede wszystkim nie chcą o tym mówić dorosłym. O ile poinformowanie rodziców lub nauczycieli o problemie jest na ogół normalnym krokiem, tu może mieć dalekosiężne konsekwencje.

To, co w założeniu miało być wygłupem, może się stać poważnym wykroczeniem czy nawet przestępstwem (w końcu zahaczamy o dziecięcą pornografię). Dlatego Patchin rekomenduje nastolatkom, by po prostu natychmiast usuwały nieprzyzwoite wiadomości, tak by same - ani nikt inny - nie mogły ich zobaczyć.

Jak jeszcze możecie wspierać wasze dzieci w kontekście sextingu? Rozmawiać z nimi o tym zjawisku, zdefiniować je. Powinniście nauczyć je reagować, gdy gdzieś krążą zdjęcia ich znajomych. Przekażcie im, że w takiej sytuacji powinny informować zainteresowanych o tym fakcie. Wyjaśnić swoim dzieciom, jakie mogą być konsekwencje wysyłania takich treści - zarówno pod względem prawnym, jak i utraty kontroli nad własną prywatnością. Wykorzystajcie storytelling: jest coraz więcej książek, które w formie opowieści tłumaczą najmłodszym, na co uważać w kwestii rozpowszechniania różnych treści.

Wiemy już więc, co to sexting. Ale czy słyszeliście o sharentingu? Termin ten pochodzi z języka angielskiego i jest połączeniem dwóch słów: share (dzielić się) i parenting (rodzicielstwo). Nawet jeśli nie znaliście tego słowa, na pewno znane jest wam to zjawisko i z dużym prawdopodobieństwem sami jesteście jego częścią.

Na czym ono polega? Przede wszystkim na dzieleniu się treściami dotyczącymi dzieci lub ich zdjęciami, oczywiście bez ich wiedzy. Rodzice mają mnóstwo zastrzeżeń dotyczących tego, jak młodzi ludzie podchodzą do swojej prywatności w sieci, a sami są równie nieodpowiedzialni (i nieświadomi).

Tylko popatrzcie na te liczby: w social mediach krążą zdjęcia lub dane dotyczące narodzin 92 proc. dzieci poniżej drugiego roku życia; 32 proc. rodziców wrzuca 11-20 zdjęć swoich dzieci do internetu w ciągu miesiąca; 28 proc. rodziców nigdy nie zastanawiało się, czy nie powinni zapytać swoich dzieci o możliwość wrzucenia zdjęć, na których one się znajdują.

Problem dotyczy zarówno rodziców, jak i dziadków. Dzieci i wnuki do pewnego momentu nie mają nic do powiedzenia, ale w przyszłości odkryją, że cały świat miał dostęp do ich zdjęć dokumentujących pierwsze lata ich życia. I wiele z tych zdjęć oraz ich opisów uznają za kompromitujące. "Wielkie dzięki, mamo i tato!"

Wiadomo, że wszyscy chcemy się chwalić tym, z czego jesteśmy dumni, a rodzice są dumni ze swoich dzieci, które bardzo kochają. Jednak jeśli już chcecie udostępniać zdjęcia dzieci, może udostępniajcie je tylko znajomym - a najlepiej tym najbliższym? Zastanówcie się też dwa razy, zanim otworzycie konto na Facebooku swojemu dziecku - a kiedy się na to zdecydujecie, upewnijcie się, że rozumie konsekwencje upubliczniania swoich zdjęć i filmów. Lepiej zabezpieczyć się na przyszłość - ja też żałuję, że w przeszłości nie rozumiałem lepiej działania social mediów...

  

* Więcej o książce "Jak nie zgubić dziecka w sieci" przeczytasz TUTAJ.

***

Zobacz również:

Fragment książki

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: sexting | sharenting

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje