Reklama

Reklama

Świat dzieci

Powiedzieć, że dzieci mają bogatą wyobraźnię to nic nie powiedzieć. Nam, dorosłym, ciężko jest pojąć, co dzieje się w głowach naszych pociech, bo z wiekiem zatraciliśmy zdolność spontanicznej radości.

Odczułam to na własnej skórze, gdy zaczęłam rozmawiać ze swoją trzynastoletnią córką o tym, jak była... dzieckiem. Zdradziła mi swoje przedszkolne tajemnice, a ja zapytałam, czy mogę podzielić się nimi z szerszą publicznością. Zgodziła się. Oto one.

Reklama

Kulinarne zawody

W przedszkolu robiliśmy zawody na jedzenie arbuzów. Kolega zjadł wszystko co czerwone z kawałka arbuza i był z siebie bardzo dumny. Drugi chciał być większym kozakiem i zjadł i to czerwone, i to białe. Pomyślałam sobie, że ich pokonam. Zjadłam... skórę. Całą. Nie pamiętam, czy mnie bolał potem brzuch.  Pamiętam doskonale nasze posiłki. Przykładowy obiad to: mięso, surówka i ziemniaki. Sos wyciekający z surówki? Najgorzej. Wylewająca się woda z marchewki jest złem, a nikt nie chciał mieć kotleta upaćkanego taką wodą. Nie jest wtedy ani smaczny, ani nie wygląda apetycznie. Braliśmy rozgniecione ziemniaczki i robiliśmy tamy pomiędzy surówką a kotletem. Nie pamiętam, kto z nas to wymyślił, ale robili to wszyscy. Panie zabraniały nam tych praktyk, bo nie wolno bawić się jedzeniem. A tu chodziło o nasze poczucie estetyki i smaku. Bo przecież smaczniejszy jest kotlet, który smakuje jak kotlet, a nie jak surówka.

Zawsze też były konkursy kto szybciej zje - najbardziej przerażające ze wszystkich konkursów świata. Czasami było nam niedobrze, ale i tak walczyliśmy o laur pierwszeństwa. Dostawaliśmy plasterki marchewek. Następnie palcami, takim szybkim ruchem, wyrzucaliśmy krążki z ich środka. Zostawały okręgi, które wkładaliśmy na palce i robiliśmy konkurs, kto ma więcej pierścionków.

Chomik, koliber, biedronka

Pamiętam, jak wyszłyśmy na spacer, a ja postanowiłam sprawdzić, jak czuje się chomik. Zapakowałam sobie do budzi małe, koktajlowe pomidorki. Nie zauważyłaś tego od razu. Po pewnym czasie zaczęłaś mi się przyglądać z miną: "Coś się w moim dziecku zmieniło". Uśmiechnęłam się do ciebie, a pomidorki prawie mi wypadły. Byłaś przerażona! Pewnego dnia do naszej sali w przedszkolu wpadła jakaś zmutowana pszczoła. Byłam święcie przekonana, że to koliber, chociaż zdjęcie kolibra widziałam tylko raz w życiu. Biegaliśmy wokół owada przekonani, że to najmniejszy ptaszek na świecie. Gdy pani powiedziała, że to pszczoła wszyscy wpadli w panikę, której kompletnie nie rozumiałam, bo zawsze lubiłam pszczoły. Próbowaliśmy też zaadoptować biedronkę, ale nam umarła. A później królik ją zjadł.

Ząb zupa zębowa

Jako mali odkrywcy bardzo lubiliśmy eksperymentować. Wymienialiśmy się pastami do zębów, bo konkurowaliśmy kto ma lepszą, chwaląc się: "Popatrz, mam taką prawie dla dorosłych", "Aa moja wygląda jak szampon". Jako młodzi dentyści braliśmy odrobinę mydła na szczoteczkę i tym myliśmy zęby, albo do kubeczków nalewaliśmy wodę i wrzucaliśmy do środka kostkę mydła. Potem wyciągaliśmy mydło i tak zrobionym płynem płukaliśmy zęby. Jak w reklamie.

Pomniejszony świat 

Kuba, taki mądry kolega, który według nas wymyślił koło, powiedział mi, że wymyślił maszynę zmniejszającą ludzi. Byłam zachwycona! Pomyślałam, że na wszystko będzie mnie stać, że to się bardzo opłaca. Jeden cukierek to będzie góra słodyczy! Choć nie, jako dziecko nie myślałam o pieniądzach - dwa złote dla mnie to było całe bogactwo świata. Kuba powiedział, że do maszyny brakuje mu jednej śrubki, ale załatwi ją. Pomyślałam, że on to zrobi maksymalnie w miesiąc, jak nie w kilka dni. Zaczęłam zbierać ekipę, z którą umówiłam się, że zamieszkamy w nowym domku. Kiedy spotykałam się z przyjaciółmi, szukaliśmy malutkich laleczek, zbieraliśmy ubranka, robiliśmy toaletę z dzióbka zakrętki, którą można łatwo opróżniać, a miała kształt podobny do zwykłej ubikacji. Wyciągaliśmy grafity z kredek i oblepialiśmy je taśmą, żeby mieć czym rysować, jak już zostaniemy pomniejszeni. Byliśmy gotowi na wszystko, gdy nagle, przy obiadku, dowiedziałam się, że Kuba żartował! Mój świat się zawalił. Małe dziecko bardzo łatwo nabrać. Biedne dzieci.

***

Wszystkim dzieciom z okazji ich święta, życzymy nie tylko wspaniałych prezentów, ale przede wszystkim by zostały zrozumiane przez dorosłych (wiemy, że nie jest to łatwe). Dorosłym z okazji Dnia Dziecka życzymy, by odzyskali choć trochę spontanicznej radości.

Dowiedz się więcej na temat: Dzień Dziecka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje