Reklama

Reklama

Tatuaże i pieluchy, czyli Piotruś Pan zostaje tatą

Podobno recepta dla „prawdziwego mężczyzny” zawiera trzy punkty. Zbudować dom. Spłodzić syna. Zasadzić drzewo. Luk w tej ludowej mądrości co niemiara, filozofowie mieliby używanie – pisze jeden z naszych czytelników.

Załóżmy jednak, że z grubsza intencje są czytelne i można je streścić w formule: dorosłość to odpowiedzialność. Tylko, że czasy się pozmieniały, nie wszystkich nęcą tradycyjne wzorce rozwoju. Niejednemu spryt podpowiada, żeby pozostać chłopcem. Tak jest ciekawiej, swobodniej i można uniknąć nużących obowiązków.

Reklama

Co w takim razie z naszym egoistycznym i wyluzowanym gatunkiem Homo Sapiens? Co jeśli nasz marzący o sadzeniu drzew "prawdziwy mężczyzna" poprosił o urlop od obowiązków i finalnie to jednak Piotruś Pan decyduje się na ojcostwo?  

Piotruś Pan uosabia przekonanie, że spełnienie marzeń i domowe pielesze to światy równoległe. Jednak po przekroczeniu trzydziestki bagaż rozczarowań jest już dość pokaźny. W takich okolicznościach każdy da się przekonać, że dziecko to być może jedyna frajda jaka może go jeszcze w życiu spotkać. Nasze czasy zdominowała wizualność, więc po obserwacje sięgnijmy do Instagrama.

Oczywiście skanując zdjęcia trzeba pamiętać, że współczesny Piotruś Pan zmienił atrybuty, teraz nosi brodę i generalnie dba o każdy detal swojego wyglądu. O, na przykład taki kadr. Popołudniowa drzemka w towarzystwie niemowlaka. To częsty leitmotiv tej stylówki. Obrazek budują zaspane miny, zgrane kolorystycznie ciuchy i rąbek kołdry.

Tatuaż pomaga, popołudniowa aura także - lepiej kładzie się światło. Witajcie w Nibylandii, gdzie rodzicielstwo to wyłącznie sielankowe zabawy i promienne uśmiechy, no może z lekką nutą melancholii.  

Co ma bocian do kapusty

Skoro już jesteśmy w łóżku to wypada jeszcze zapytać o stosunek naszego bohatera do seksu. Skądś te dzieci się przecież biorą. Warto pytać, bo w tej sferze paradoks goni paradoks. Piotruś Pan uosabia wyzwolenie od norm, ale zaskakuje całkowitą obojętnością na seksualne wyzwolenie. Z kolei "prawdziwy mężczyzna" jest tradycjonalistą, co chyba wyczerpuje temat.

Dopiero spoza oficjalnych póz wystaje przekonanie, że ojcostwo jednak jest sexy. Ponoć nic tak nie działa na kobiety jak samotny mężczyzna przemierzający miejskie skwery z wózkiem. Podczas knajpianej rozmowy zdarzyło mi się usłyszeć, że kobiety wolą tych którzy dzieci już mają.

To świetny przykład jak pokrętnymi ścieżkami podąża wyobraźnia pożeraczy kobiecych serc. Ale to wyłącznie rozmowa na stronie przyniesie takie rewelacje. Natomiast Piotruś Pan się takich spraw wypiera. Kwestia wstydu, czyli słynnego "nie wypada".  

Grzeczny aż do przesady

Wszystko dlatego, że kreowanie własnej tożsamości i publiczny wizerunek rządzą się swoimi prawami. Nawet Piotruś Pan wie, że dwuznaczności i niedopowiedzenia należy skrzętnie chować bo się je gorzej lajkuje, więc z ojcostwa zostaje to, co rymuje się z rodzinną atmosferą. Facebook to współczesna świątynia wyznawców nowej hierarchii i ulubiony zakątek P. Pana.

Oczywiste, że lepiej przyodziać się w ogólnie akceptowalne cnoty i odzienie, no i poszukać odpowiedniego widoku na selfie, zamiast tonąć w kłopotliwych detalach. To gra o wizualny prestiż. To gra o lajki.  

Chodzi o ojcowski mit, odświeżony za pomocą młodzieżowych emblematów i uchwycony dzięki pstrykanym niby od niechcenia fotografiom. Jeśli coś łączy tak zwanego prawdziwego mężczyznę z Piotrusiem Panem to poprzestawanie na stereotypach. Nie w smak im dokumentalna skrupulatność czy przesadna przenikliwość.  

Atrybuty młodego taty

Tak więc Piotruś Pan omija szerokim łukiem temat łoża i od razu szybuje w higieniczne rejony ojcowskich doświadczeń i dobrych manier. A skoro nasz bohater okazał się jednak dżentelmenem zamieszkującym salon, to warto dostrzec że obok kubka kawy - filiżanka to nie ta epoka - leżą drukowane magazyny.

Do tego wiecznie rozświetlonego wnętrza Nibylandii znów weszliśmy przez media społecznościowe. Na zdjęciu widać lifting mieszkania w kamienicy zgodny z erą minimalizmu. Na tle białej ściany stoją designerskie meble. Choć wyczuwalna jest aura swobody, typowa dla mieszczucha XXI wieku wychowanego na popkulturze, to skojarzenia z inteligenckimi korzeniami pozostają aktualne. Tu się czyta książki a nie ogląda telewizję - skądś trzeba brać marzenia.  

Internety internetami, ale pewne nawyki nie ulatniają się tak szybko, dlatego na stoliku leży egzemplarz kwartalnika dla ojców. Tak, są takie gazety, nawet w Polsce. A to już pełna odsłona sojuszu brody z pieluchą. Podczas lektury, usadowieni wygodnie na sofie, dostajemy spacery po lesie, slow life i życiowe rozmowy z tymi, którzy decydując się na rodzicielstwo nie zrezygnowali z ciekawych wyborów i zawodowych ambicji.

Architekci, fotografowie, wydawcy, podróżnicy też mają coś do powiedzenia na temat dzieci. Tyle, że zamiast podręcznikowej nudy i dobrej rady serwowanej przez wychowawców i znawców ludzkiej anatomii życia płodowego, dostajemy anegdoty i przepisy na przygodę.  

Woda kolońska, czy kolonializm

Brzmi jak zabawa? Właśnie tak ma brzmieć, bo Piotruś Pan nie znosi nudy. Nasz bohater jest w nowej skórze. Czuje się Indianą Jonesem, choć wołają go Piotrek. Nosi czapkę z daszkiem i w odległym zakątku globu, czyli w pokoju obok, odkrywa krzyk niemowlaka. Jak tylko maleństwo podrośnie, Piotrek kupi bilet na samolot i polecą razem na wakacje do jakiejś azjatyckiej Nibylandii. Relację z wyprawy znajdziemy na wallu P. Pana.  

Tekst: Maciej Kozłowski 

Dowiedz się więcej na temat: ojcostwo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje