Reklama

Reklama

Tnij śmiało, to nie boli!

Mamy-pierworódki i przyszli ojcowie, którym ma przypaść w udziale zaszczyt przecinania pępowiny zastanawiają się niekiedy, czy zabieg ten będzie wiązał się z jakimkolwiek dyskomfortem. A jeśli tak, to kogo zaboli, matkę czy dziecko? Odpowiedź brzmi - nikogo.

Pewnym ruchem

W minionych latach zadanie to tradycyjnie należało do położnej i miało miejsce nie dalej niż minutę po porodzie. Chociaż nie ma nic złego w tym, by pępowinę wprawnym ruchem odcięła specjalistka (nie każdy młody tata będzie się czuł na siłach), to powoli odchodzi się od rutynowego przecinania jeszcze tętniącego przewodu.

Reklama

Im później nastąpi przecięcie - tym jest łatwiej. Gdy przepływ krwi ustaje, pępowina staje się bardziej miękka. Ale to nie jedyny powód, dla którego nie warto się spieszyć, istnieje jeszcze jeden, zdecydowanie ważniejszy.

W świetle aktualnej wiedzy wiadomo już, że najlepiej, by pępowina została zaciśnięta i w konsekwencji przecięta dopiero wtedy, gdy przestanie tętnić. Co prawda nawet tętniąca nie sprawi bólu przy przecinaniu, ale taki pośpiech zabierze nowo narodzonemu bezcenne mililitry krwi, które będą chronić go przed niedoborami żelaza (anemią), a także zawarte w niej dodatkowe ilości hemoglobiny i hematokrytu. Dlatego warto zawrzeć odpowiedni zapis w swoim planie porodu, podkreślając, że zależy nam na opóźnionym odpępnieniu. Ma to szczególne znaczenie podczas porodu wcześniaków, ale z tych dobrodziejstw skorzysta każdy noworodek.

W pępowinie znajdują się naczynia krwionośne (żyła oraz dwie tętnice) oraz substancja zwana galaretą Whartona, zabezpieczająca ją przed zaplątaniem się czy zawiązywaniem na ciele nienarodzonego dziecka. Ten 50 lub 60-centymetrowy element popłodu zespala krążenie krwi w organizmie płodu z krążeniem matki, transportowane są przezeń substancje odżywcze oraz tlen. Mimo że pępowina łączy się z organizmem noworodka przecinanie jej nie jest bolesne, ponieważ nie jest unerwiona. Matka także nie odczuwa żadnego dyskomfortu podczas tej czynności. 

Co ciekawe, przecinanie pępowiny za pomocą nożyczek chirurgicznych wcale nie jest takie proste dla debiutanta, dlatego młodzi ojcowie pragnący to zrobić muszą się niekiedy nieco natrudzić. Zwykle jedno cięcie to za mało!

Pierwsza... zabawka

Zdarza się, że dziecko w okresie płodowym, przed narodzinami bawi się pępowiną - aktywność ta stanowi jedną z jego pierwszych stymulacji intelektualnych. Czasami pępowiną się owija, a jego ruchy sprawiają, że wręcz tworzą się na niej węzły. Takie sytuacje na ogół nie są groźne, omawiany przewód dzięki swej budowie jest sprężysty i odporny na przygniecenia, więc praktycznie niemożliwe jest, by dziecko go w jakikolwiek sposób uszkodziło.

Niebezpiecznie robi się wówczas, gdy podczas porodu dojdzie do wypadnięcia pępowiny - to powikłanie położnicze oznaczające zsunięcie się jej w dół w kanale rodnym, przed przodującą częścią ciała dziecka. Uciskana w takich warunkach nie może transportować tlenu w potrzebnych ilościach, co może skutkować niedotlenieniem płodu, a niekiedy jego zgonem. Aby nie dopuścić do realizacji najgorszego scenariusza, po wykryciu kłopotów z pępowiną (KTG rejestruje wówczas zwolnienie akcji serca) wykonuje się cesarskie cięcie.

Są to jednak rzadkie sytuacje (komplikacje tego rodzaju zdarzają się raz na 300 ciąż), zwykle łączone ze wcześniactwem, ułożeniem innym niż główkowe, ciążami mnogimi i wielowodziem.

Niczym niezwykłym nie jest zaś poród dziecka owiniętego pępowiną - o ile zapis akcji jego serca jest prawidłowy, a krew przepływa przez ów przewód bez większych przeszkód i nie dzieje się nic nieprawidłowego, nie ma powodu, by poród nie mógł odbyć się drogami natury.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje