Reklama

Reklama

Tych dzieci, my Polacy, nie chcemy adoptować

- Do zagranicznej adopcji kieruje się takie dzieci, które nie znalazły dla siebie rodziny w Polsce, a więc dzieci obciążone, chore albo starsze lub liczne rodzeństwa (trójki lub więcej). Są to dzieci, które nie mają absolutnie żadnych szans, by znaleźć rodzinę w naszym kraju, nie znajdują kandydatów do przysposobienia - tłumaczy Joanna Gabańska, dyrektorka krakowskiego Ośrodka Adopcyjnego TPD.

Magdalena Tyrała: Jak dotychczas wyglądała adopcja zagraniczna i co w związku z ostatnią decyzją rządu się zmieniło?

Reklama

Joanna Gabańska, dyrektorka Ośrodka Adopcyjnego TPD w Krakowie: - Do tej pory adopcję zagraniczną prowadziły trzy ośrodki warszawskie: Publiczny Ośrodek Adopcyjny, Katolicki Ośrodek Adopcyjny i Krajowy Ośrodek Adopcyjny Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. Już we wrześniu zeszłego roku w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zaczęto rozważać, by pewne ośrodki pozbawić tych kompetencji.

A jaki był powód takiej decyzji?

- Te przyczyny nie zostały nigdzie jasno wyłożone. Ukazało się obwieszczenie ministerstwa, w którym przedłożyło ono swoją decyzję, że odbiera kompetencje Krajowemu Ośrodkowi TPD i Publicznemu Ośrodkowi Adopcyjnemu, jednocześnie przekazując do wyłącznej kompetencji adopcje zagraniczne Katolickiemu Ośrodkowi Adopcyjnemu w Warszawie. Później okazało się, że ministerstwo dodało te zadania również Diecezjalnemu Ośrodkowi w Sosnowcu. Jest to absolutnie niezrozumiała dla nas sytuacja.

- Nawet, gdy patrzę przez pryzmat doświadczeń naszego ośrodka, współpraca w ramach adopcji zagranicznych jak dotąd układała się nam naprawdę bardzo dobrze i wszystkie trzy wcześniejsze ośrodki robiły to naprawdę porządnie, rzetelnie i uczciwie. Szczególnie dużo mogę opowiedzieć o Krajowym Ośrodku TPD, bo z nim, z racji przynależności do tego samego organu prowadzącego, mieliśmy ścisłą współpracę. Wszystkie sprawy prowadził bardzo rzetelnie i z ludzkim podejściem. Oczywiście nie mogę też powiedzieć nic złego na temat katolickiego ośrodka, gdyż wszystkie prowadzone w nim adopcje zagraniczne dzieci z naszego ośrodka przebiegały bardzo prawidłowo.

To skąd taka nagła decyzja?

- Minister powiedział, że stracił zaufanie do tych ośrodków. Ale na jakiej podstawie? Nie podał  jasnego wyjaśnienia. Ośrodek krajowy TPD, bo akurat od niego mam te informacje, został po prostu postawiony przed faktem dokonanym. Pani dyrektor została wezwana do ministerstwa i wręczone zostało jej pismo, bez słowa wyjaśnienia. Minister dopiero po jakimś czasie zaczął argumentować, że powodem decyzji była jedna z prowadzonych przez ośrodek krajowy spraw adopcyjnych, dotyczących polskich sióstr przysposobionych przez parę amerykańską, które po przybyciu do Stanów zostały przez amerykański sąd rozdzielone. Kontrowersje wokół adopcji zagranicznych polskich dzieci dość wnikliwie opisuje Przemysław Wilczyński w Tygodniku Powszechnym z dnia 18 września 2016r. Autor przywołuje w swoim tekście medialnie nagłośnione zajście w polskim sejmie, kiedy to Paweł Bednarz prezes Fundacji im. Dobrego Pasterza z Sosnowca, zakłócił konferencję marszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego, krzycząc, że polskie dzieci są sprzedawane za granicę. Wydaje się, że słowa Pana Bednarza trafiły na podatny grunt w polskim rządzie.

Zdarzają się faktycznie "sprzedaże" dzieci za granicę?

- Nie znam żadnych raportów, które by potwierdzały taką tezę. Oczywiście w sposób bezpośredni mogę się wypowiedzieć tylko na temat pracy naszego ośrodka, a dla nas etyka zawodu i uczciwość prowadzenia procedur adopcyjnych jest sprawą niezwykle istotną. Mogę też wypowiedzieć się na temat współpracy z ośrodkami prowadzącymi adopcje zagraniczne naszych dzieci. Tak jak już wspomniałam, do tej pory były one prowadzone bardzo rzetelnie. Nie wiem, może zdarzają się czasem jakieś nadużycia, choć trudno mi wskazać jakieś konkretne zdarzenia. Osobiście wiem tylko o jednym przypadku w samym krajowym ośrodku TPD, o którym wspominałam wyżej i który stał się podstawą do wycofania ośrodkowi uprawnień do prowadzenia adopcji zagranicznych.

- Z tego co mi wiadomo, do etapu postanowienia sądu, który przekazuje opiekę nad dziećmi zagranicznej rodzinie, ośrodek faktycznie z nią współpracuje, później na etapie preadopcji też ją nadzoruje, jest u niej na wywiadzie, ale nie monitoruje jej non stop, 24 godziny na dobę. Pracownik nie pilotuje wszystkich działań kandydatów. Ta zagraniczna rodzina, amerykańska, już po rozprawie adopcyjnej w Polsce wyjechała z kraju z dwójką przysposobionych dzieci, które dopiero po przybyciu do Stanów Zjednoczonych zostały rozdzielone postanowieniem tamtejszego sądu. Nie wiem, gdzie w tej sprawie mógł nie dopełnić swoich obowiązków Krajowy Ośrodek Adopcyjny. Słyszałam, że podobna sytuacja zdarzyła się także w katolickim ośrodku. Myślę jednak, że są to sytuacje wyjątkowe, absolutnie marginalne.

- Naprawdę sporo dzieci umieściliśmy w rodzinach zagranicznych. Takich dzieci, które nie znalazły ani u nas, ani na terenie całej Polski rodziny adopcyjnej. Poszukiwania rozpoczynają się najpierw w ośrodku, a następnie - na ogół przez kilka miesięcy - na terenie całej Polski. Dopiero, gdy nie znajdą się kandydaci, dziecko jest przekazywanie do adopcji zagranicznej. Najpierw poznawaliśmy rodziców, nadzorowaliśmy przebieg preadopcji, wspieraliśmy te rodziny, a na koniec czasami dostawaliśmy raporty z zagranicy. I we wszystkich przypadkach te adopcje były porządnie przeprowadzane, przynajmniej na etapie postępowania prowadzonego w Polsce.

Z jakimi krajami Polska współpracuje w zakresie adopcji?

- Najczęściej są to Stany Zjednoczone, Włochy. Przez długi czas współpracowaliśmy także ze Szwecją, Belgią czy Francją.

Jakie dzieci oddawane są do adopcji zagranicznej?

- Do zagranicznej adopcji kieruje się takie dzieci, które nie znalazły dla siebie rodziny w Polsce a więc dzieci obciążone, chore albo starsze lub liczne rodzeństwa (trójki lub więcej). Są to dzieci, które nie mają absolutnie żadnych szans, by znaleźć rodzinę w naszym kraju, nie znajdują kandydatów do przysposobienia. Z wyłączeniem jednego przypadku, czyli priorytetu łączenia rodzeństwa - kiedy zdarza się kierować dzieci zdrowe, których chore rodzeństwo wcześniej zostało adoptowane.

Na co chorują dzieci oddawane do adopcji za granicami naszego kraju?

- To są dzieci z różnymi obciążeniami, głównie z pełnoobjawowym FAS-em - alkoholowym zespołem płodowym, dzieci neurologicznie obciążone, upośledzone w stopniu lekkim, z wadami genetycznymi, z zespołem Downa, dzieci niepełnosprawne. Akurat w polskiej rzeczywistości dzieci z FAS są stosunkowo często spotykane, bo u nas alkoholizm matek w ciąży jest dość powszechny i dzieci ze zdiagnozowanym pełnym zespołem FAS rzeczywiście rzadko znajdują kandydatów do przysposobienia w Polsce. Natomiast za granicą znacznie częściej.

Z czego to wynika?

- W dużej mierze z tego, że w Polsce nie ma sieci wsparcia dla rodziców z dziećmi niepełnosprawnymi i to nie tylko z dziećmi adoptowanymi, ale również biologicznymi. Obie grupy wchodzą w ten sam system wsparcia. Do specjalisty trzeba czekać miesiącami. Rodzice takich dzieci naprawdę nie mają ułatwionego dostępu do specjalistycznych usług, a nie wszystkich rodziców stać - a rzekłabym, że nawet mniejszość - na to, by sobie prywatnie zrealizować taką usługę. Zwłaszcza, że są to dzieci wymagające kompleksowej, wieloaspektowej i specjalistycznej opieki. I to w każdej dziedzinie. W takich przypadkach wizyta raz na trzy miesiące u specjalisty absolutnie nie wystarczy. Bardzo chore dziecko musi chodzić do wielu specjalistów na specjalistyczne zajęcia. Kto ma to zapewnić tej rodzinie? Nie mówiąc już o tym, że w takiej sytuacji matka jest przywiązana do dziecka przez całe lata jego życia. Ministerstwo narzeka, że dzieci są wywożone za granicę, ale prawda jest taka, że w kraju praktycznie nie ma dla nich środowiska odpowiedniego do ich potrzeb. Doskonale wiemy, jak w Polsce działa służba zdrowia.

Jak wyglądają procedury tych zagranicznych adopcji?

- Procedurami przygotowania kandydatów zajmują się kraje macierzyste, my ich nie przygotowujemy. My zajmujemy się z kolei adopcją od strony dziecka. Diagnozujemy dzieci, ewentualnie potem zgłaszamy je do adopcji zagranicznej. Przedstawiciele organizacji międzynarodowych, które mają uprawnienia do współpracy z Polską, współpracują z polskimi ośrodkami. Jeżeli dziecko jest zgłaszane do adopcji zagranicznej, jest im przedstawiane i oni szukają w puli kandydatów ze swoich krajów odpowiedniej rodziny. W momencie, kiedy rodzina zostaje wybrana, przyjeżdża do Polski.

Czyli po wprowadzeniu decyzji o zmniejszeniu ilości ośrodków zajmujących się adopcją zagraniczną w życie, ta procedura może zostać zaostrzona, by zmniejszyła się liczba takich adopcji?

- Tak może być. Mogą pojawić się jakieś obostrzenia co do samego zgłaszania dziecka do adopcji zagranicznej. Obecnie dziecko zgłaszane jest do lokalnego ośrodka, a organizator pieczy - ten który jest odpowiedzialny za umieszczenia dziecka w pieczy zastępczej - później podejmuje decyzję o przyszłości dziecka.

- Najczęściej pieczę zastępczą sprawuje Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie, albo w większych miastach - Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Dzięki kontroli ich pracownicy wiedzą czy rodzice biologiczni jakoś zareagowali na utratę praw rodzicielskich, czy jest szansa, że dziecko do nich wróci, czy jej nie ma. Wiedzą też, jak się dziecko rozwija, bo psycholog bada postępy w jego rozwoju, i to oni wyrażają opinię czy dziecko może być adoptowane za granicą. Oceniają przede wszystkim czy dziecko ma możliwość nawiązania relacji z osobami pochodzącymi z zagranicy.

Czy na przykład jest w stanie nauczyć się języka?

- Na przykład tego. Dzieci z większymi deficytami, starsze, mogą mieć duży problem z nauką języka obcego. Jednak dzieci małe, nawet jeśli mają cechy opóźnienia, a będą tam wzrastały od samego początku, mają dużą szansę nabycia odpowiednich kompetencji. Pamiętajmy, że dzieci niepełnosprawne mają ograniczone kompetencje językowe także w swoim macierzystym kraju.

W jakim wieku najczęściej dzieci kierowane są do adopcji zagranicznej?

- W bardzo różnym, ale czasem są to maleńkie dzieci. Niedawno zgłaszaliśmy kilkumiesięcznego chłopca z naszej placówki z zespołem Downa i jeszcze innymi wadami sprzężonymi, takimi jak poważne problemy z sercem. Kilka dni temu w Wojewódzkim Banku Danych (WBD) pojawił się również kilkumiesięczny chłopiec z innego ośrodka z płodowym zespołem alkoholowym FAS, karmiony gastrostomią, bo ma niewykształcony odruch ssania, problemy w budowie mózgu, co jest zapewne skutkiem działania alkoholu. I to dziecko też nie znalazło kandydatów na rodziców w Polsce.

Zostały ostatecznie dwa katolickie ośrodki zajmujące się adopcją zagraniczną. Jakie mogą być konsekwencje tej rządowej decyzji?

- Obawiam się tego, że mniej dzieci będzie miało szansę na znalezienie rodziny, nawet jeśli to miałaby być rodzina zagraniczna, w przypadku, gdy nie byłoby szansy na polską.

Do tej pory 1250 dzieci zostało zaadoptowanych poza granicami.

- Tak, około 200 czy 300 dzieci na rok. I sądzę, że ta liczba będzie maleć. W zeszłym tygodniu zostało opublikowane oficjalne pismo Pani Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w sprawie adopcji międzynarodowych, wprowadzające nowe wytyczne dotyczące kwalifikowania dzieci do takiej adopcji, mające na celu ograniczenie takich kwalifikacji. W konsekwencji dzieci będą musiały znaleźć opiekę gdzieś na terenie kraju, więc będzie to najpewniej opieka instytucjonalna, albo specjalistyczne rodziny zastępcze, których już teraz jest niewiele. Obecnie jest problem, by znaleźć kandydatów na rodziny zastępcze zwyczajne, a co dopiero specjalistyczne. Pozostaną więc placówki lub DPS-y...

Czy rodzina zastępcza specjalistyczna różni się od zwyczajnej w zakresie środków finansowych?

- Tak, a mimo to nie ma chętnych. Wie pani, jeśli pracuje pani w zwykłej placówce terapeutycznej, to idzie pani do pracy na osiem godzin i wraca do swojego domu, a w przypadku rodziny zastępczej ma się taką specjalistyczną placówkę 24h na dobę w tym domu. Naprawdę trzeba mieć wyjątkowe predyspozycje, żeby coś takiego udźwignąć. Myślę, że przede wszystkim dlatego brak nam kandydatów. W efekcie dzieci mogą być skazane na placówkę, czyli dom dziecka do pełnoletności, a później dom pomocy społecznej.

- Dla mnie to jest zawsze taki dylemat - choć być może radykalnie go zarysowuję, ale dzięki temu widzimy istotę sprawy - czy lepsza jest dla chorego dziecka placówka i dom pomocy społecznej w Polsce, czy może jednak lepsza będzie zagraniczna rodzina, ale rodzina? Jestem przekonana, że zawsze lepsza jest rodzina. Oczywiście mówimy o dobrze funkcjonującej, specjalnie dobranej rodzinie. Nie przewidzimy co prawda do końca jak losy tych dzieci się potoczą, ale ja nie znam takich badań, które by wskazały, że statystycznie istotnie liczba zagranicznych rodzin decydujących się na trudną adopcję jest dysfunkcyjna, albo że się rozpada.

Ale nie było takich badań czy nie ma negatywnych wyników, informacji zwrotnych?

- Ja nie znam takich badań, ale też w ciągu wielu lat współpracy naszego ośrodka z ośrodkami krajowymi w zakresie zagranicznych adopcji naszych dzieci nigdy nie słyszeliśmy jakichś niepokojących wieści na ten temat.

Ale są jakieś informacje o tym, jak funkcjonują te zagraniczne rodziny?

- Oczywiście, że tak. Ze współpracy z ośrodkami krajowymi, które prowadzą te adopcje wiem, że otrzymują od zagranicznych agencji adopcyjnych informacje o przebiegu adopcji. W Polsce natomiast nie ma monitoringu poadopcyjnego, to nie przeszło to w ustawie. Nasza obyczajowość i mentalność utwierdza w przekonaniu, że rodzina jest naszą twierdzą, której nie można naruszać. Wcale nie chodzi o to, by ten monitoring był długi, ale by trwał przynajmniej pół roku. Przy adopcjach zagranicznych w większości krajów, z którymi współpracuje Polska w ramach konwencji haskiej, jest monitoring. Czas jest różny w zależności od kraju, ale rodziny adopcyjne w większości z nich są monitorowane.

- Krajowe ośrodki, które prowadzą adopcje zagraniczne z naszej strony dostają raporty o przebiegu tych adopcji. Poza tym ośrodki, między innymi nasz, często utrzymują relacje z tymi zagranicznymi rodzinami, dzięki czemu przesyłają nam informacje, jak się dzieci rozwijają. To bardzo miłe. Dzięki temu też wiemy, że dzieci są objęte wszechstronną opieką i wsparciem, na jakie w Polsce nie mogłyby liczyć.

- Tam specjaliści niekiedy systematycznie przyjeżdżają do domów na terapię. U nas po pół roku czeka się w kolejce na jednorazową wizytę u specjalisty. Tam społeczność lokalna wita taką rodzinę, jest wsparcie władz samorządowych. Rodzina ma zapewnioną kompleksową pomoc. Na to w Polsce raczej nie mogłaby liczyć.

Co w naszym państwie należałoby zmienić, by stworzyć system wsparcia i pomocy rodzinom sprawującym opiekę nad chorym dzieckiem wymagającym specjalistycznych usług?

- Przede wszystkim trzeba by było usprawnić cały system opieki zdrowotnej, poprawić osiągalność specjalistycznych usług, dać pierwszeństwo do badań i wizyt wszystkim osobom niepełnosprawnym, nie tylko dzieciom z rodzin adopcyjnych. Faktycznie dzieci z placówek, z domów dziecka mają jako jedyne zapewnioną specjalistyczną opiekę, natomiast z rodzin adopcyjnych czy zastępczych już nie. Trudno w Polsce o kompleksową pomoc, zwłaszcza  terapeutyczną dla dzieci adopcyjnych w obszarze zaburzeń przywiązania lub FAS. System wsparcia nie działa dla rodzin, a tylko dla instytucji, choć i tu często w ograniczonym zakresie, np. dostępności specjalistycznej psychoterapii.

- Nawet, gdy rozmawiam z kandydatami na rodziców i pytam o ich tolerancję dla takiego dziecka, pojawiają się pary, które emocjonalnie taką adopcję by udźwignęły, ale rezygnują, bo ich zwyczajnie nie stać na to, by zapewnić dziecku specjalistyczną opiekę prywatną.

- Nasze TPD prowadzi także Poradnię Wsparcia Rozwoju Dziecka i wiem, jaki oni mają kontrakt z NFZ - minimalny. W ramach tej dotacji mogą jedynie przyjąć kilkoro dzieci w ciągu miesiąca, a reszta są to usługi prywatne. Gdzie ci przeciętnie prosperujący rodzice mają pójść? Do kogo? To jest pierwsza podstawowa przyczyna niechęci do trudnych adopcji. Przyczyny mentalne, o których powiedziałam, powoli ustępują i mimo, że nadal w Polsce nie ma otwartości na trudną adopcję, a jest większa w innych krajach, coraz więcej par zaczyna być na nią gotowych.

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje