Reklama

Reklama

W pułapce myśli

Nie są już dziećmi, ale jeszcze nie są dorosłymi. Często postępują niewłaściwie, bo ich mózg jest w ciągłej przebudowie. Na domiar złego – żyją w świecie, w którym czują się oceniani 24 godziny na dobę.

Dla nastolatka

Reklama

Trudno być nastolatkiem. Ciężko zacząć odcinać pępowinę i buntować się, kiedy rodzice przekonują, że wszystko co robią, jest dla twojego dobra.

Na dodatek rówieśnicy nie rozumieją problemów, które cię obciążają, a może nawet nie dajesz po sobie poznać, że takowe masz. W końcu wiesz, że nikt ci nie pomoże, nawet wśród tłumów jesteś samotny.

Czujesz się gorszy, brzydszy, głupszy. W zasadzie jesteś przekonany, że tak jest. Dlaczego? Twój mózg podpowiada ci rzeczy, które nie są prawdziwe. Za to naprawdę bolą.

Co zrobić, jeśli czujesz, że nie rozumieją cię rodzice, nauczyciele, znajomi, bo przyjaciół przecież nie masz? Czy można wydostać się z matni złych sądów o sobie samym?

Z pomocą przychodzi książka "W pułapce myśli - dla nastolatków. Jak skutecznie poradzić sobie z depresją stresem i lękiem" Ann Bailey, Joseph Ciarrochi i Louise Hayes.

Dla rodzica

Praca Ann Bailey, Josepha Ciarrochi i Louise Hayes jest poradnikiem. Ale od razu zastrzegam, że jeśli będziemy chcieli wręczyć młodemu człowiekowi jakikolwiek poradnik, on z pewnością go odrzuci. Słowo, które swoje źródło ma w wyrazie "radzić" jest największym wrogiem nastolatka i warto, żeby dorosły o tym pamiętał.

To, co może przekonać do książki, wiąże się z osobistą perspektywą jej autorów. Kiedyś sami mieli duże problemy. Udało im się wyjść na prostą, teraz chcą pomagać innym. Bez ogródek opisują swoje doświadczenia, dzięki czemu czytelnik może pomyśleć, że skoro im się udało, może się udać także jemu. Wzbudzają zaufanie, nie moralizują, a zamiast pouczać, dają pakiet ćwiczeń, które - niestety? na szczęście? - nastolatek ma zrobić sam.

Bo prawda jest taka, że największy wpływ na nasze życie mamy my sami. Im szybciej sobie to uświadomimy, tym lepiej dla nas.

Dla nauczyciela

"Ma wydłużone ciało o charakterystycznym kształcie (stąd nazwa), osiąga długość od 50 μm do 350 μm. Z zewnątrz pokryte jest rzędami rzęsek oraz wyposażone w tzw. trichocysty - specyficzne struktury wyrzucane na zewnątrz w przypadku podrażnienia. Rzęski pokrywające ciało służą mu do poruszania się i zdobywania pokarmu". Kto pamięta? Tego musieliśmy się uczyć w szkole, a i pewnie nasze dzieci się tego uczą. Budowa pantofelka jest nam zapewne niezbędna do życia (choć przyznaję, że musiałam ten fragment przytoczyć z Wikipedii, bo z otchłani pamięci już go nie mogłam wydobyć). Czy nie lepiej byłoby się uczyć o budowie własnego mózgu? Swoich procesach psychicznych?

Gdy chodziłam do szkoły średniej, lekcje wychowawcze upływały na sprawach organizacyjnych i szczerze mówiąc, nie pamiętam żadnej z nich. Rozumiem, że dawniej nie było takich książek, jak "W pułapce myśli...". Poza tym nie interesowano się nadmiernie psychiką młodych ludzi. Pan od historii przezywał nas nagminnie, a pani pedagog wiecznie zagoniona, wolała skupić się na uczniach indywidualnie. 

Dzisiaj jest inaczej - przynajmniej mam taką nadzieje. Od nauczycieli wymaga się nie tylko przekazywania wiedzy, ale też znajomości podstaw psychologii czy pedagogiki. Mówi się dużo o tym, żeby nie podcinać swoim podopiecznym skrzydeł i żeby traktować każdego indywidualnie. Jednak wiek dorastania ma swoje prawa.

Młody człowiek zaprzecza autorytetom, często nie chce przyjmować pomocy z zewnątrz, bo jest przekonany, że taka pomoc jest skazana na niepowodzenie. Co gorsza - czuje na sobie presję, często najbliższego otoczenia.

Dr Marek Kaczmarzyk w jednym z wywiadów tak opisuję tę sytuację: "Wymagamy od dzieci rzeczy, których one nam nie mogą dać. Nie dlatego, że nie chcą, tylko dlatego, że to, czego wymagamy, przekracza wszelkie granice możliwości, również na poziomie poznawczym. A one nam wierzą, wierzą i ufają. Wbrew temu, co możemy myśleć o nastolatkach, nie są przeciwko nam, nie są zbuntowani, wręcz przeciwnie. Jeżeli ktoś, komu się ufa, mówi, że jak się dobrze postarasz, to na pewno ci się uda mieć same piątki, mieć świadectwa z paskiem itd., a ty tego nie potrafisz zrobić, to gdzie kierujesz pretensje? Do siebie. Zawiodłem. Niestety, to jest najczęstsze zdanie w listach pożegnalnych samobójców: "Przepraszam kochani rodzice, że zawiodłem". Sytuacja jest naprawdę dramatyczna. My często zwracamy uwagę na dziecko bez opieki, z rodziny, która poświęca mu mniej czasu, ale okazuje się, że w ogromnym niebezpieczeństwie są też te dzieci, które z pozoru mają optymalne warunki i chce się od nich: "Tylko się uczcie". Wydaje nam się, że oni nie mają żadnych innych problemów, nic się w ich życiu nie dzieje, tylko mają się uczyć i będzie OK. Tak, będzie OK, jeżeli nie będziemy wymagać rzeczy niemożliwych".

Dowiedz się więcej na temat: nastolatek depresja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje