Reklama

Reklama

Więcej równości to jednak więcej seksu

Chcesz częstszego i lepszego seksu? Jesteś mężczyzną? Umyj naczynia, zajmij się prasowaniem. Wyniki najnowszych badań, przeprowadzonych przez naukowców z University of Alberta wskazują, że równy podział domowych obowiązków sprzyja bardziej udanemu życiu seksualnemu.

Zaraz, zaraz. Czyż naukowcy nie twierdzili niedawno, że jest odwrotnie? Owszem twierdzili, ale badacze z Kanady przekonują teraz, że tamci naukowcy... nie mieli racji.

Pomoc mężczyzny w domu = udany seks pary

Reklama

Wszystko zaczęło się od głośnej pracy Sabino Kornricha z Juan March Institute w Madrycie, który wraz z Julie Brines i Katriną Leupp z University of Washington napisał na łamach "American Sociological Review", że mężczyźni, którzy pomagają w kuchni, nie mogą jednak liczyć na więcej szczęścia w sypialni.

Kontrowersyjna teza pracy głosiła, że małżeństwa, w których obowiązuje tradycyjny podział obowiązków, uprawiają seks częściej niż te, w których mężczyzna wykonuje więcej prac domowych.

- Coś mi w tych wynikach nie grało - przyznaje autor nowych badań, profesor Matt Johnson z University of Alberta. - To nie zgadzało się ani z moją intuicją, ani z doświadczeniem, jakie miałem w związku z pracą jako rodzinny terapeuta.

Johnson przeanalizował dane z trwających przez 5 lat badań 1338 niemieckich par. Projekt o nazwie "German Panel Analysis of Intimate Relationships and Family Dynamics" pozwalał na badania między innymi zależności między dzieleniem się domowymi obowiązkami a częstością współżycia i poziomem satysfakcji partnerów.

Analiza wykazała, że... żadnej zależności nie ma. Johnson postanowił więc sprawdzić, czy jakieś znaczenie ma subiektywne wrażenie mężczyzn, że odpracowują należną część obowiązków. Okazało się tym razem, że tak. W związkach, gdzie mężczyźni byli przekonani, że pomagają w pracach domowych, w opinii obojga partnerów seks był częstszy i bardziej satysfakcjonujący.

Sprawiedliwy podział najważniejszy

- W każdym związku, odpowiedni podział domowych obowiązków oznacza co innego, zależy od indywidualnych doświadczeń, oczekiwań, a nawet obserwacji życia innych znajomych par - dodaje Johnson. Jego zdaniem kluczowe znaczenie ma nie to, jak dokładnie pary dzielą się obowiązkami, ale to, czy oboje uznają ten podział za sprawiedliwy. Jeśli tak, przekłada się to na satysfakcję w sypialni.

Johnson przyznaje, że nie bez znaczenia jest fakt, że w swoich badaniach uwzględniał niemieckie pary, podczas gdy autorzy poprzedniej pracy prowadzili badania w USA. Społeczeństwo Niemiec jest bardziej konserwatywne i tam w takim razie "niekorzystny" dla seksu efekt podziału obowiązków powinien być nawet bardziej widoczny. Niczego takiego jednak nie zaobserwowano. I jak tu wierzyć naukowcom?

Grzegorz Jasiński



Dowiedz się więcej na temat: seks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje