Reklama

Reklama

Zespół nagłej śmierci niemowląt

Pozornie zdrowe niemowlę umiera – taki scenariusz mrozi krew w żyłach młodych rodziców. W samych Stanach Zjednoczonych każdego roku dochodzi do kilku tysięcy trudnych do wyjaśnienia zgonów najmłodszych dzieci.

Zespół nagłej śmierci niemowląt (zwany też zespołem śmierci łóżeczkowej) wciąż stanowi nierozwiązaną zagadkę medycyny. Co gorsza, stanowi przyczynę dramatu wielu rodzin, które tracą nowo narodzone dzieci, którym na pozór nic przecież nie dolegało.

Reklama

Lekarzom udało się jednak wytypować kilka czynników ryzyka - na niektóre, jak płeć, rasa nie mamy wspływu, ale są też takie, których ujemne oddziaływanie można minimalizować. Zatem, według wieloletnich obserwacji i badań, do czynników zwiększających ryzyko wystąpienia SIDS należą:

- płeć dziecka (zespół ten częściej dotyka chłopców),

- rasa oraz narodowość rodziców (SIDS bardzo rzadko występuje w Japonii, natomiast często obserwuje się go wśród dzieci afroamerykańskich, australijskich i nowozelandzkich),

- pora roku (SIDS największe żniwo zbiera w miesiącach zimowych),

- wiek matki (bardzo wczesne macierzyństwo dodatnio koreluje z występowaniem SIDS),

- układanie niemowlęcia do snu na poduszce lub puszystym materacu, a także układanie dziecka do snu na brzuszku, twarzą w dół (nie róbmy tego!),

- zbyt wysoka temperatura w dziecięcej sypialni,

- spanie z maluszkiem w jednym łóżku (ryzykowny pomysł, dodatkowo - dziecko może zostać przygniecione przez śpiącego dorosłego!),

- narażanie dziecka na wdychanie dymu papierosowego (o szkodliwości tzw. biernego palenia napisano już wiele, ale nie każdy wie, że może ono przyczyniać się do wystąpienia SIDS),

- obciążony wywiad rodzinny (SIDS wystąpiło u rodzeństwa lub u dziecka bliskich krewnych).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje