Reklama

Reklama

Zwierzenia sławnych mam

​Szerszej publiczności znane są z różnych ról na małym i dużym ekranie. Nam opowiadają o swojej najważniejszej życiowej roli - matki.

Okazuje się, że dla każdej kobiety - bez względu na to, czy jest znaną aktorką, tancerką, czy też pracuje w biurze lub sklepie - macierzyństwo jest podróżą w nieznane i życiowym wyzwaniem. Znane mamy też nie śpią, gdy ich maluchy zmagają się z kolką, próbują godzić pracę z macierzyństwem, stając się mistrzyniami organizacji, a mimo to mają poczucie winy, że nie są tak idealnymi matkami, jak sobie założyły...

Reklama

Oto, co gwiazdy powiedziały nam o początkach swojego macierzyństwa.

Joanna Koroniewska. Mama Janinki (ur. 13 sierpnia 2009 r.), aktorka

Poród wspominam... jako niesamowite, cudowne przeżycie. Pozytywne wspomnienia zawdzięczam położnej, Jeannette Kalycie, którą poleciły mi przyjaciółki. Choć sama rodziłam naturalnie, nie neguję zwolenniczek cesarskiego cięcia. Każda kobieta powinna zaufać intuicji i wybrać sposób, w jaki chce urodzić.

Przez pierwsze miesiące... nie było mi łatwo, bo... chciałam być mamą idealną:) Wiedzę na temat opieki nad dzieckiem czerpałam z poradników. Choć metody wychowawcze w nich opisywane często były rozbieżne, dzięki poznaniu różnych punktów widzenia udało mi się wypracować własne sposoby postępowania.

Karmienie naturalne... wcale nie przyszło mi naturalnie. Wymagało ode mnie dużego poświęcenia, czasu i determinacji.

Zanim urodziłam dziecko... nie wyobrażałam sobie, że nie będę potrafiła się na dłużej z nim rozstać. Wcześniej planowałam wrócić do pracy od razu po połogu. Tymczasem wróciłam po pół roku i tylko na kilka dni w tygodniu.

Jestem mamą... zaangażowaną. Spędzam z Janinką dużo czasu: odprowadzam ją do przedszkola, razem się bawimy, spacerujemy, rozmawiamy. To procentuje! Chcę być obecna w życiu córeczki. Ostatnio wzięłam udział w jej przedszkolnym przedstawieniu. Uśmiech i duma Janinki były bezcenne!

Anna Mucha. Mama Stefanii (ur. listopad 2011 r.), aktorka

Narodziny dziecka... odebrałam podobnie jak moja mama. Zrozumiałam, co miała na myśli mówiąc, że gdy kobieta zostaje matką, dostaje jakiegoś turbodoładowania, bo nagle ktoś staje się w jej życiu najważniejszy. Tak samo było ze mną. Pojawienie się Stefanii nie tylko dało mi więcej energii (choć przed ciążą i tak mi jej nie brakowało), ale sprawiło też, że odkryłam w sobie nowe talenty.

Nagle się okazało, że mam dryg do projektowania. Półtora roku temu nawiązałam współpracę z małą polską firmą La Millou, która produkuje akcesoria dla dzieci. Ostatnio zaprojektowaliśmy wspólnie pościel i łóżeczka dla najmłodszych.

Długo nie chciałam rozstawać się z córką... na szczęście, producenci serialu "M jak miłość" stworzyli mi komfortowe warunki. Mała była ze mną na planie, a w przerwie między zdjęciami mogłam ją karmić.

Kiedy jest się mamą... chwila samotności staje się luksusem, chociaż okupionym tęsknotą za dzieckiem. Wykorzystuję ten czas, by się zregenerować - czytam, biorę kąpiel albo ucinam sobie drzemkę. Na zmęczenie emocjonalne pomaga mi wysiłek fizyczny: kiepski nastrój i złą energię najlepiej "wypocić":)

Chcę, by Stefania... miała jak najlepsze dzieciństwo. Córeczka ciągle jest w mojej głowie i sercu. Pragnę chronić Stefanię przed wszelkim złem i boję się, żeby tylko nic jej się nie stało. Ten pierwotny niepokój o nią będzie mi już zawsze towarzyszył.

"Odkąd zostałam mamą, stałam się bardziej wrażliwa na krzywdę i płacz dzieci. Staram się im pomagać na różne sposoby".

Anna Dereszowska. Mama Lenki (ur. 30 kwietnia 2008 r.), aktorka i wokalistka

Kiedy myślałam o macierzyństwie... wiedziałam tylko, że gdy dziecko pojawi się na świecie, nic nie będzie już takie jak wcześniej. Teraz już nie wyobrażam sobie mojego życia bez córki.

W pierwszych dniach po urodzeniu córki... najbardziej zaskoczył mnie ogrom czułości i miłości, jaki w sobie znalazłam. Kiedy byłam w ciąży, obawiałam się, że nie będę potrafiła córki przewinąć, wykąpać, ubrać, nakarmić, ale buzujące we mnie hormony sprawiły, że wszystkie te czynności zaczęłam wykonywać naturalnie.

Po powrocie do pracy... skupiałam się na myśli, że Lenka jest pod opieką kochających ją osób. Oczywiście, na początku nie było łatwo przestać myśleć o córeczce i skupić się na pracy, ale nie mogłam sobie pozwolić na to, by moja tęsknota zaważyła na projektach, w których uczestniczyłam.

Brałam się w garść, robiłam to, co powinnam i szybko wracałam do domu. Wolny zawód ma tę zaletę, że mogłam swój czas pracy koordynować z czasem pracy mojego partnera, taty Lenki.

Chciałabym, żeby moje dziecko... wyrosło na mądrą, zdrową i niezależną kobietę, która nie boi się marzyć i realizować się w życiu. Na razie kocha książki, ale jest też aktywna sportowo - i oby jej tak zostało (śmiech).

"Lena przewartościowała mój świat. Pokochanie tej cudownej istotki było dla mnie czymś naturalnym, wypływającym z serca".

Katarzyna Glinka. Mama Filipa (ur. 2 lutego 2012 r.), aktorka

Przed porodem... jak większość par, które oczekują swojego pierwszego dziecka, mieliśmy nieco obaw, czy sobie poradzimy. Starałam się jednak nie zamartwiać.

Pierwszy rok z synkiem... upłynął nam bez żadnych problemów. Filip jest pogodny, świetnie je, potrafi ładnie się bawić. Jest też bardzo samodzielny - tak naprawdę to my dajemy mu tę możliwość, nie trzęsiemy się nad nim, że się przewróci albo że sobie coś zrobi, nie chuchamy, nie dmuchamy.

Myślę, że trzeba dać dziecku możliwość doświadczenia pewnych rzeczy na własnej skórze - tak nauczy się najszybciej. Kiedy np. tłumaczyliśmy Filipowi, że świeczka parzy, nie rozumiał - kiedy sparzył sobie paluszek, błyskawicznie nauczył się, że ogień jest niebezpieczny. Teraz jest bardzo ostrożny.

Spędzamy wspólnie czas... bardzo aktywnie. Synek podróżuje z nami od 6. miesiąca, nie sprawia żadnych problemów, doskonale znosi wysokie temperatury, nie marudzi. Byliśmy z nim nad morzem, na Dolnym Śląsku, na Mazurach i w górach, jeździmy też za granicę.

Najważniejsze w wychowaniu dziecka... jest dawanie mu poczucia bezpieczeństwa, miłości oraz akceptacji, nawet jeśli jego decyzje są inne niż nasze oczekiwania. Dzięki macierzyństwu... moje życie na pewno stało się pełniejsze i zyskało większy sens.

"Mój sposób na humory synka to np. pokazanie innej zabawki. Zmiana zabawy od razu skutkuje poprawą jego nastroju".

Anna Głogowska. Mama Julii (ur. 3 czerwca 2007 r.), zawodowa tancerka

Ciążę wspominam... nie najlepiej. Czułam się źle, bo dużo przytyłam (przez całą ciążę 27 kg!) i ciężko było mi to zaakceptować.

Córkę urodziłam... po 23-godzinnej akcji porodowej przez cesarskie cięcie. Źle je zniosłam, długo nie mogłam wrócić do formy. Nie mogłam trenować, bo wszystko mnie bolało. Jednak mimo braku wysiłku fizycznego w ciągu dwóch miesięcy schudłam i ważyłam o 2 kg mniej niż przed ciążą - dzięki karmieniu piersią!

Pierwsze miesiące z dzieckiem... były cudowne i spokojne. Owszem, bywałam zmęczona i niewyspana, ponieważ w nocy Julka budziła się na karmienie, za to w ciągu dnia mogłam korzystać z uroków lata. Małej nigdy nie przeszkadzał tłum, gwar i hałas: przez większość dnia po prostu spała sobie w wózku.

W 3. miesiącu u Julki na chwilę pojawiły się kolki. Do dziś pamiętam, że córeczka miała je codziennie od 18 do 18.30. Kiedy zaczynała płakać, włączałam jej muzykę demo z cyfrowego fortepianu. Co ciekawe - uspokajała się tylko przy dwóch utworach Chopina.

Łączenie macierzyństwa i pracy... jest możliwe, ale trzeba się zorganizować. Kiedy wypełniam obowiązki zawodowe, staram się zabierać Julkę. Wtedy w opiece nad małą pomaga mi mama albo opiekunka. Jeśli nie mogę zabrać córeczki, gdy wracam, mała może nie iść przez kilka dni do przedszkola, żeby "nadrobić" nieobecność mamy.

"Jeśli wyjeżdżam bez córeczki, ustalam to z nią. Przygotowuję też dla niej plan różnych atrakcji na czas mojej nieobecności".


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje