Reklama

Reklama

Życiodajny sznur

Stanowi połączenie organizmu płodu z ustrojem matczynym. Umożliwia dziecku oddychanie, żywi je, a nawet służy mu do zabawy. Choć po porodzie staje się odpadem medycznym, są kobiety, które chcą zachować jej fragmenty i… zamawiają biżuterię z zasuszoną pępowiną. Jubilerzy zacierają ręce, bo te precjoza do najtańszych nie należą.

W pępowinie znajdują się naczynia krwionośne (żyła i dwie tętnice) oraz substancja zwana galaretą Whartona, zabezpieczająca ją przed zgnieceniem, zaplątaniem się czy zawiązywaniem na ciele nienarodzonego dziecka. Ten średnio 50-centymetrowy sznur (zdarzają się dłuższe i krótsze) zespala krążenie krwi w organizmie płodu z krążeniem matki; transportowane są przezeń substancje odżywcze oraz tlen, a wydalane w stronę łożyska zbędne produkty przemiany materii.

Zdarza się, że dziecko bawi się pępowiną - aktywność ta stanowi jedną z jego pierwszych stymulacji intelektualnych. Czasami pępowiną się owija, a jego ruchy sprawiają, że wręcz tworzą się na niej węzły. Takie sytuacje na ogół nie są groźne, omawiany przewód dzięki swej budowie jest sprężysty i odporny na przygniecenia, więc praktycznie niemożliwe jest, by dziecko go w jakikolwiek sposób uszkodziło.

Reklama

Niebezpiecznie robi się wówczas, gdy podczas porodu dojdzie do wypadnięcia pępowiny - to powikłanie położnicze oznaczające zsunięcie się jej w dół w kanale rodnym, przed przodującą częścią ciała dziecka. Uciskana w takich warunkach nie może transportować tlenu w potrzebnych ilościach, co może skutkować niedotlenieniem płodu, a niekiedy jego zgonem. Aby nie dopuścić do realizacji najgorszego scenariusza, po wykryciu kłopotów z pępowiną (KTG rejestruje wówczas zwolnienie akcji serca) wykonuje się cesarskie cięcie.

Są to jednak rzadkie sytuacje (komplikacje tego rodzaju zdarzają się raz na 300 ciąż), zwykle łączone ze wcześniactwem, ułożeniem innym niż główkowe, ciążami mnogimi i wielowodziem.

Niczym niezwykłym nie jest zaś poród dziecka owiniętego pępowiną - o ile zapis akcji jego serca jest prawidłowy, a krew przepływa przez ów przewód bez większych przeszkód i nie dzieje się nic nieprawidłowego, nie ma powodu, by poród nie mógł odbyć się drogami natury.

Rzecz gustu

Zdaniem personelu medycznego łożysko i pępowina po przyjściu dziecka na świat stanowią już tylko odpady medyczne, podobnie jak kikut pępowiny, który po kilkunastu dniach usycha, a następnie oddziela się od skóry noworodka, by po odpadnięciu wylądować w koszu na śmieci. Nie stanowi szczególnie miłego widoku i nie istnieją żadne naukowe przesłanki wskazujące na jego użyteczność. Niektóre mamy jednak widzą sprawę inaczej i traktują ten element popłodu jak wzruszającą pamiątkę, przechowując go zamiast bransoletki identyfikacyjnej z sali poporodowej, albo razem z nią. Zbiory te niekiedy wzbogacane są o inne "artefakty", jak np. pierwszy ząb mleczny, który wypadnie czy kosmyki włosów.

Nie brak osób, które przypisują popłodowi szczególną moc także po drugiej stronie brzucha, stąd rosnąca popularność porodów lotosowych (zakładających nieodcinanie pępowiny po porodzie, tylko pozostawienie jej wraz z łożyskiem aż do samoistnego odpadnięcia, co oznacza, że łożysko trzeba zabrać do domu).

Coraz większą popularnością cieszą się dzieła artystek wykonujących nietypowe ozdoby na zamówienie młodych mam. Klientki dostarczają im zasuszone kikuty pępowiny, które zostają zatopione w żywicy, obramowane srebrem lub złotem, by służyć jako nietypowe oczko pierścionka, zawieszka przy łańcuszku lub ozdobny "kamień" bransolety.

Przeglądając instagramowy profil jubilerki Ruth Avry, nietrudno zauważyć, że chętni mogą zdecydować się na różne wzory, a każda ozdoba jest unikatowa. Cóż, osoba, która nie wie, z czego wykonano te błyskotki może się nawet nimi zachwycić - rzecz gustu. Niektórzy uważają, że świecidełka przypominają nieco bursztyny, ale świadomość ich pochodzenia zmienia nieco optykę.

Innowacyjny pomysł rozgrzewa internetowe fora dla mam do czerwoności. Dyskutowana jest tam też zasadność wykonywania pamiątek z dodatkiem mleka kobiecego, bo i taka biżuteria powstaje i cieszy się coraz większym zainteresowaniem ku uciesze producentów tych wyrobów (i specjalistów od marketingu), bo wygląda na to, że trafił się im złoty interes. Idea tworzenia "biżuterii sentymentalnej" z dodatkiem poporodowej fizjologii nie przypadła jednak do gustu wszystkim mamom:

"Przecież to jest obrzydliwe i mówię to jako kobieta, matka. Pępowina? Krople mleka? A może kupka i krople z ulanego mleka?" - piszą oburzone internautki.

"To bardzo subtelne i dyskretne ozdoby. Dopóki nie podzielimy się naszym sekretem nikt się nawet nie domyśli, z czego zostały zrobione" - odpowiadają inne.

Niektórzy wskazują też na samych zainteresowanych, czyli dzieci - w przyszłości fakt, że ich mamy noszą takie ozdoby może je przecież nieco krępować.

Bólu nie ma

Mimo że pępowina łączy się z organizmem noworodka i zawiera naczynia krwionośne, przecinanie jej nie jest bolesne, ponieważ żaden jej element nie jest unerwiony. Matka także nie odczuwa żadnego dyskomfortu podczas tej czynności. W minionych latach zadanie to tradycyjnie należało do położnej, dziś, w dobie porodów rodzinnych, coraz częściej "zaszczyt" ten przypada w udziale ojcu dziecka, o ile ten wyraża takie życzenie i czuje się na siłach. Co ciekawe, przecinanie pępowiny wcale nie jest takie proste dla debiutanta; potrafi ona stawiać nożyczkom chirurgicznym niemały opór, dlatego młodzi ojcowie pragnący to zrobić muszą się niekiedy nieco natrudzić. Im później - tym łatwiej, gdy przepływ krwi ustaje, pępowina staje się bardziej miękka. Ale to nie jedyny powód, dla którego nie warto się spieszyć, istnieje jeszcze jeden, zdecydowanie ważniejszy.

W świetle aktualnej wiedzy wiadomo już, że najlepiej, by pępowina została zaciśnięta i w konsekwencji przecięta dopiero wtedy, gdy przestanie tętnić. Co prawda nawet tętniąca nie sprawi bólu przy przecinaniu, ale taki pośpiech zabierze nowo narodzonemu bezcenne mililitry krwi, które będą chronić go przed niedoborami żelaza (anemią), a także zawarte w niej dodatkowe ilości hemoglobiny i hematokrytu. Dlatego warto zawrzeć odpowiedni zapis w swoim planie porodu, podkreślając, że zależy nam na opóźnionym odpępnieniu. Ma to szczególne znaczenie podczas porodu wcześniaków, ale z tych dobrodziejstw skorzysta każdy noworodek.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje