Reklama

Reklama

Baset na kolanach zastąpi niejeden kaloryfer

Jeśli ktoś z pani czytelników planuje zakup psa, na co radziłaby mu pani zwrócić szczególną uwagę? Jak się do tego przygotować?
- Warto zastanowić się nad tym, czy mamy w domu dość miejsca, ile mamy czasu na spacery i jak znosimy bałagan - to ważniejsze niż wygląd psa. Proponowałabym zwrócić się o radę do miejscowego schroniska lub hodowcy. Jeśli przypadła nam do gustu jakaś szczególna rasa, zadzwońmy do schroniska: może słyszeli tam o dorosłym psie, który szuka domu. Nigdy nie kupujmy szczeniaka w sklepie zoologicznym ani z drobnego ogłoszenia, chyba że możemy sprawdzić dokładnie, w jakich warunkach przyszedł na świat. A potem zaopatrzmy się w odkurzacz ze szczotką na sierść i trzymajmy go pod ręką.

Reklama

Zbierając materiały do powieści, na pewno słyszała pani wiele smutnych historii?
- Zbyt wiele - do znudzenia powtarzam wszystkim, żeby wspierali lokalne schroniska, w których nie brakuje drastycznych przykładów ludzkiego zaniedbania. Nie będę wdawać się w szczegóły na temat opłakanych warunków, w jakich trzymane są suki przeznaczone na rozród, ale powiem tak: organizacje zajmujące się ich ratowaniem radzą, aby umieszczać je w domach z "normalnym" psem, aby nauczyły się przebywać w domu i przestały bać się ludzkiego głosu. Najgorsze są sytuacje, gdy właściciele wyrzucają zdrowe, kochające zwierzęta, bo nie chce im się nimi zajmować, albo tuczą je do niemożliwości i kiszą w domu - to również jest przejaw okrucieństwa.

Niektórzy nie mają czasu lub miejsca na psa. Ale paru bohaterów pani powieści, na przykład Ted i Freda, pracuje w schronisku jako ochotnicy. Czy w rzeczywistości jest to możliwe?
- Naturalnie - schroniska zawsze potrzebują ochotników, zwłaszcza do wyprowadzania psów na spacery. Jest to niezbędne dla psychicznego i fizycznego rozwoju psa, a że większość schronisk musi zaciskać pasa, cenią sobie każdą pomoc, również niematerialną. To doskonałe rozwiązanie dla osób pracujących na pełen etat, które kochają psy, ale nie ma dla nich miejsca w ich życiu. Poza tym każdemu przyda się trochę ruchu w weekend.

Czy Violet zmieniła pani życie?
- Musieliśmy zamienić naszego golfa GTi na kombi, żeby zmieścić w bagażniku jej kontenerek. To była jedyna niedogodność! Wpasowała się w nasze życie łatwiej, niż przypuszczałam, i w zasadzie to ona mnie dyscyplinuje: muszę wstawać na czas, zamiast wyłączać budzik, dba o to, żebym miała ruch bez względu na pogodę, i dzięki niej nie muszę jesienią podkręcać ogrzewania. Baset na kolanach zastąpi niejeden kaloryfer.

Czego nauczyła się pani jako właścicielka psa?
- Przede wszystkim cierpliwości - podobnie jak Natalie w książce, zrozumiałam, że są psy, które ani myślą uczyć się nowych sztuczek, i trzeba się z tym pogodzić! Nauczyłam się też pewnej dyscypliny, gdyż Violet nie nałoży sobie sama jedzenia ani nie wyprowadzi się na spacer. Myślę, że to dobre przygotowanie do rodzicielstwa - śmierdzące pieluchy i nieprzespane noce już mi niestraszne.

Na koniec proszę nam powiedzieć, czy obmyśla pani swoje książki podczas spacerów z Violet?
- Ilekroć idzie mi jak po grudzie, biorę Violet na spacer i prawie zawsze wracam z nowym pomysłem. Nie wiem, czy to kwestia świeżego powietrza, czy może dopływu krwi do mózgu bądź też zdystansowanego spojrzenia na świat, jaki dają nam spacery z czworonogiem, ale to wymarzony sposób rozwiązywania problemów. Zawsze staram się wymyślić dla Violet nową trasę i trafiam w niezwykłe miejsca, które niezawodnie pobudzają moją wyobraźnię. Zdarza mi się też przećwiczyć na głos ważną rozmowę, jak robiła to Rachel - ale tylko gdy jesteśmy na Malvern Ridge i nikt mnie nie słyszy! (Mam nadzieję).

Książka "Psy, Rachel i cała reszta" ukazała się 9 listopada 2010 nakładem Prószyński i S-ka.

Dowiedz się więcej na temat: PSY (Park Jae-Sang)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje