Reklama

Reklama

Cleo opowiedziała o swojej przygodzie z marihuaną

Słynna wokalistka ukończyła wreszcie pracę nad wyczekiwaną przez fanów płytą. Krążek zatytułowany "superNOVA" na rynku wydawniczym ukazał się 18 września. Część materiału artystka nagrywała na Jamajce, gdzie, jak wyjawia, poczuła się "jak w filmie sensacyjnym".

Cleo należy obecnie do najpopularniejszych wokalistek w Polsce. Odkąd w 2013 roku wraz z Donatanem wydała singiel "My Słowianie", grono fanów urodzonej w Szczecinie Joanny Klepko stale rośnie. Dość powiedzieć, że wspomniany utwór został wyświetlony na kanale YouTube ponad 100 mln razy, a na Instagramie obserwuje ją, bagatela, 918 tys. użytkowników.

Reklama

W listopadzie 2015 roku ukazała się jej debiutancka płyta, która pokryła się potrójną platyną. Rok później artystka wydawała kolejny krążek, który jeszcze przed premierą mógł poszczycić się statusem złotej płyty. 18 września na rynku wydawniczym ukazał się trzeci album w karierze Cleo, w którym artystka łączy syntetyczne brzmienia rodem z lat 80., taneczny house i trapowe bity.

Inspiracji, jak przyznaje, dostarczyło jej życie. W kilku utworach wokalistka porusza tematy związane z uleganiem presji otoczenia i wpływem toksycznych ludzi. Tematy, które nie są jej obce.

"Zapewne każdy z nas doświadcza takich rzeczy w swoim życiu. Myślę, że zwłaszcza kiedy jesteśmy młodzi, ulegamy presji społeczeństwa, ludzie starają się włożyć nas w jakieś ramy, przez co nie możemy być tak naprawdę sobą. Kiedy byłam małą dziewczynką, ciągle słyszałam: tego nie można robić, tego robić nie wypada. Ulegałam tym schematom. Wypadało iść na studia, więc poszłam. Nie miało znaczenia, czy to był mój świat, czy to było moje miejsce na ziemi - ja muszę te studia skończyć, bo tak wypada. Wydaje mi się, że gdzieś do 30. roku życia robiłam rzeczy, które wypadało mi robić, a które tak naprawdę mnie ograniczały twórczo i życiowo" - wyznaje wokalistka w rozmowie z PAP Life.

Podczas kręcenia teledysków do nowej płyty nie obyło się bez przygód. Gdy wraz z ekipą produkcyjną artystka dotarła na Jamajkę, by nagrać tam materiał do utworu "Eva", spotkała tam... "uzbrojonych w maczety plantatorów konopi". "Mój kolega Mesajah, który pojawił się gościnnie w utworze, oprowadził nas po dzikiej, prawdziwej Jamajce - nie tej komercyjnej, którą zna każdy. Kręciliśmy wśród wodospadów i w górach, gdzie trafiliśmy na plantację marihuany, która, cóż - nie była chyba niczym legalnym. Wszystkie ujęcia powstały za zgodą miejscowych, ale przez chwilę poczuliśmy się, jak w filmie sensacyjnym" - zdradza Cleo.

Niedogodności pojawiły się również podczas nagrywania teledysku do "Łowców Gwiazd", który był kręcony w dość niesprzyjających warunkach.

"To była głęboka zima, a w nieogrzewanej hali temperatura mocno się trzyma. Może tego nie widać, bo teledysk jest gorący i dynamiczny, ale na planie zdjęciowym było bardzo zimno. Musieliśmy mieć poustawiane nagrzewnice, przy których po każdej scenie gromadziliśmy się jak gołębie" - wyjawia piosenkarka.

Jeszcze podczas współpracy z Donatanem Cleo została obwołana przez media Pierwszą Słowianką Rzeczpospolitej. Później diametralnie zmieniła wizerunek. Choć była to świadoma decyzja, gwiazda zapewnia, że ten nieco przaśny image nie przeszkadzał jej. Wprost przeciwnie. "Słowianka cały czas we mnie jest, absolutnie się jej nie wstydzę ani nie wyrzekam. To, że uciekłam na chwilę w tę nowoczesność, wynika z mojej twórczej przekory, bo nie lubię siedzieć w jednej muzycznej szufladce, lubię podróżować po różnych gatunkach i się rozwijać. Nie wykluczam, że znowu wrócę do słowiańskich klimatów" - zdradza.

I zaznacza, że jest dumna ze swojego pochodzenia. "Słowiańskość to dla mnie świadomość tego, jak piękną mamy historię. To docenianie tych wszystkich fantastycznych cech - nie tylko słynnej gościnności, ale też wizualnej strony. Słowiańskie wzory pełne kolorów wyróżniają nas i sprawiają, że jesteśmy wyjątkowi. Jestem bardzo dumna z tego, że jestem Słowianką, dlatego wracam do tych motywów nie tylko w muzyce, ale i choćby w swoich modowych wyborach" - podkreśla Cleo.

Zobacz również:

***

Hania ma 17 miesięcy i SMA1 - rdzeniowy zanik mięśni. Innowacyjna terapia genowa kosztuje ponad 9 milionów złotych. Środki potrzebne są jak najszybciej, bo warunkiem przystąpienia do leczenia jest rozpoczęcie go przed ukończeniem drugiego roku życia. Niestety, w prowadzonej od sześciu miesięcy zbiórce, nadal brakuje ponad czterech milionów złotych.

JEŚLI MOŻESZ, WESPRZYJ ZBIÓRKĘ: www.siepomaga.pl/haneczka

Przeczytaj historię Hani: Bez terapii genowej Hania nie ma szans. Pomóż dokończyć zbiórkę

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje