Reklama

Reklama

Człowiek honoru

Wpadasz w furię?

Reklama

Coraz rzadziej. Czasem muszę uwolnić nadmiar emocji, podobnie ma moja siostra Matylda. Od razu jest mi lepiej. Taka rodzinna autodestrukcja (śmiech). Jestem coraz bardziej opanowany, teraz za to bywam asertywny. Niektórzy uznają to za agresję.

Sama wiem, jaki potrafisz być obcesowy. Osiem lat temu na festiwalu w Gdyni organizowałam sesję, w której miałeś wziąć udział. Kiedy wszystko było gotowe, wycofałeś się: Nie mam ochoty, rezygnuję - usłyszałam gwiazdorskie fochy 19-latka.

Pamiętam dokładnie, nie podobał mi się pomysł, czułem się jak pajac. Błaznować mogę za pieniądze, na tym polega mój zawód. Reaguję gwałtownie, gdy ktoś usiłuje nagiąć mnie do fałszywej wizji. Pewnie stąd komentarze: "Damięcki uważa się za lepszego. Gardzi innymi".

Stąd ironiczne przezwisko "Sygnet"? Z powodu wywyższania się, megalomanii?

Jak ja się cieszę! Zawsze chciałem mieć jakąkolwiek ksywkę, a byłem tylko Mateuszem. Czasem noszę sygnet - to prezent od rodziców na osiemnaste urodziny i pamiątka po dziadku Dobiesławie Damięckim. Komuś widocznie to się nie spodobało. I powstała cała ideologia: jaka to ze mnie nadęta gwiazda.

Cóż począć, jesteś celebrytą.

Nie jestem. Celebryta to najzabawniejsze słowo świata. Bezsprzecznie związane z Tańcem z gwiazdami. W Polsce dla wielu ludzi wszystko zaczyna się od tego programu. Sława, pieniądze, okładki gazet, popularność. Ja nie do końca sobie z nią radzę, bo z życia "gwiazdy" niewiele dobrego dla mnie wynikło. To dopiero zabrzmi jak megalomania, ale w praktyce wygląda to tak: Na planie Kochaj i tańcz zaprzyjaźniłem się z ekipą. Pod koniec zdjęć otwieram gazetę. Nagłówek: "Damięcki zarabia 600 tysięcy". Bzdura, ale nie to jest najgorsze. Na ostatniej stronie naga dziewczyna atakuje mnie biustem i dymek z jej ust: "Mateuszek musi zarabiać na drogie prezenty, bo jestem ekskluzywna". Reakcja zaprzyjaźnionego oświetleniowca? "Słuchaj, nie obchodzi mnie, ile zarabiasz. Ale pozwolić dziewczynie na zdjęcia nago?! Przegiąłeś". I tak przestałem być jego kumplem. Koledzy mówią: "Ojej, jaki ty biedny jesteś, tak za tobą jeżdżą ci paparazzi... Nie przesadzaj, to w końcu reklama". Reklama?! Wymagam minimum przyzwoitości. Mój przyjaciel po wypadku na motorze nie chodzi, a telewizja postanowiła dla promocji Tańca z gwiazdami wykorzystać tę historię: "Pojedź do szpitala, nakręcimy, jak go wspierasz, może karmisz, myjesz. Ludzie kochają takie łzawe historie".

Dowiedz się więcej na temat: siostra | świat | ojciec | film | śmiech | Mateusz Damięcki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje