Reklama

Reklama

Człowiek honoru

Żałujesz, że wystąpiłeś w tym programie?

Reklama

Nie. Mimo wszystko miałem frajdę. Po pierwsze trening taneczny. Po drugie - to zabrzmi pretensjonalnie - przy okazji programu zadałem sobie pytania o sens życia. Zostało mi przypomniane, jaki jest świat. Najpierw elektryzująca popularność, a z nią bluzgi, kłamstwa, zdania typu: Sygnet to męska prostytutka, gej. "Uff, spokojnie, masz wokół prawdziwych przyjaciół, masz ukochaną, rodziców, siostrę, ignoruj", myślałem.

Przyznaj, zawodowo to się jednak opłaciło. Dostałeś główną rolę w wielkiej produkcji Kochaj i tańcz. Ktoś nawet powiedział, że "hodowano" Cię do roli w tym filmie, dlatego wystąpiłeś w Tańcu z gwiazdami.

Miałem rozterki, ale doszedłem do wniosku, że ten show to tylko kolejne role do zagrania. Ja, Mateusz "prywatny", wstydziłbym się kręcić tyłkiem na scenie. Jako aktor robiłem wszystko. Paradoksalnie to nie po roli w filmie, tylko w czasie programu usłyszałem komplement od ojca: "Synek, taniec tańcem, ale ty masz szansę być dobrym aktorem". Czekałem na to 17 lat.

Wierzysz w siebie tak mocno, że postanowiłeś spróbować w Hollywood?

Niby czego miałem spróbować? Nigdy nie twierdziłem, że jadę tam zawodowo. Podróżowałem trzy miesiące po Stanach, żeby zobaczyć świat jak z innej planety. Niczym w lunaparku spróbowałem paru atrakcji: zajęć w studium aktorskim, byłem na castingu, na nagraniu sitcomu. Fajnie, że przy okazji zaliczyłem kurs autopromocji - tego nie uczą w polskiej szkole teatralnej. Najważniejsza lekcja: cel uświęca środki. Pewien facet miał pomysł na film. Producenci go lekceważyli, dopóki nie wystąpił w paru serialach i reklamach. To był George Clooney. Ta historia pomogła mi podjąć decyzję o występie w Tańcu z gwiazdami. I tyle. Jestem ambitny, ale nie tak, żeby myśleć o Hollywood. Nie oddałbym dwóch lat życia na naukę języka, zaczynanie od zera, żeby ewentualnie pójść na casting i dostać epizod. Nie wytrzymałbym bez rodziny, psychicznie nie stać mnie na taką rozłąkę.

Pępowina wciąż nieodcięta?

Zawdzięczam rodzicom wszystko co najlepsze. Bezwarunkowe wsparcie. Do mamy pasują słowa piosenki Kasi Groniec: "Ze swojej drogi zejdę, będę z tobą i w najlepszej z chwil, i w najgorszej (...) Przed tobą świat, za tobą ja...". Mama to cudowna nieobiektywna kobieta, udaje, że nie widzi moich wad. W jej słowach, opowieściach nigdy nie było nikczemnych ludzi, zła. Żyłem w bańce pięknej, cieplutkiej, nikt mnie nie opluwał. Choć to także ona mnie pionizuje. Za fochy na przykład. Jak przegram casting albo przejmuję się krytyką, naburmuszam się. "Synek, ale otwieraj usta, jak do mnie mówisz - słyszę. - Weź się w garść". Z ojcem są cudnie śmieszną parą. Nawet podczas konfliktów, awantur. "To weź siekierę i zrób mi przedziałek", mówi tata do mamy, rozładowując napięcia. Jesteśmy namiętną i wybuchową rodziną. Nikt nie chowa emocji - ani dobrych, ani złych.

Dowiedz się więcej na temat: siostra | świat | ojciec | film | śmiech | Mateusz Damięcki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje