Reklama

Reklama

Człowiek honoru

Twoja młodsza siostra Matylda - to bardziej konkurentka czy przyjaciółka?

Reklama

Konkurentka? Tak, oczywiście, startujemy w castingach do tej samej roli (śmiech). Kiedyś zamykałem ją w ubikacji, gasząc światło i strasząc: "uwaga, a teraz wpuszczę czarnego kosmatego pająka". Bywałem sadystą, Latami mściłem się za to, że musiałem jej ustępować, bo jestem starszy, bo to dziewczynka. Podłożyłem jej kiedyś w czasie zabawy nogę, o mało nie straciła przednich zębów. Na dywanie krwawe ślady, wpada mama, a Matylda zamiast skarżyć, mówi: "Mamusiu, ja to sobie sama zrobiłam! ". I tak jest nadal. Siostra to kobieta mojego życia. Stoimy za sobą murem. Tego uczyli nas tata i mama.

Nie było kryzysu rodzinnego, zwątpienia po skandalu, jaki się rozpętał, kiedy gazety opublikowały informację, że Twój ojciec był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa?

Byłem we Wrocławiu, kiedy zadzwoniła mama: "Jutro napiszą, że ojciec współpracował z bezpieką". Potem czekanie jak na wybuch bomby. Przeszliśmy sprawdzian na bycie razem. Pytałaś, czy czuję się lepszy od innych. Tak, ta absurdalna afera pokazała, że mam przywilej. Przywilej rodziny, której nic nie złamie, nie zniszczy. Staliśmy się z mamą, tatą i siostrą jednością. A skandal? Odwróciły się od nas dwie osoby. Nie wracamy już do tematu. Co zawdzięczam tej aferze? Pogrzebałem w obcym mi orwellowskim kosmosie PRL-u, sporo czytałem o historii. Jestem pewien, że ojciec zawsze zachowywał się honorowo.

Dziś w show-biznesie to nieoczywiste. Nagminne jest podkradanie pomysłów, ról. Łatwo przejść na ciemną stronę mocy?

Chyba jestem idealistą. Wierzę w honor. Zawodowo i prywatnie staram się być bez skazy. Wierzę, że dobre i złe rzeczy do nas wracają.

Jest coś, o czym chciałbyś na zawsze zapomnieć?

Właśnie o to chodzi, że ja chcę wszystko pamiętać. Potknięcia, rozczarowania - niewiele ich było. Chyba jestem taki "głupioszczęśliwy". Lubię, gdy mnie życie zaboli, po to tylko, żeby docenić moment, jak przestanie. Może dlatego raz na jakiś czas bywam masochistą? Istnieje na to prosty patent. Na przykład wyjazd z przyjaciółmi "na ryby". Jeszcze się nie zdarzyło, żebyśmy wyciągnęli wędki z pokrowców. Dojeżdżamy na miejsce, znajdujemy pensjonat. I wprowadzamy się w odmienne stany świadomości. Nie piję dla rauszu, piję dla tego dziwnego uczucia, jakie pojawia się następnego dnia. Boli skóra, niedobrze mi, ale myśli są zaskakująco spójne. Siedzę wtedy na kanapie, oglądam telewizję, wszystko odbieram ze zdwojoną siłą. I często płaczę - pani w reklamie uśmiecha się promiennie, a ja myślę: "Boże, jaka ona jest smutna wewnątrz". Przy Teleekspresie to już niemal histeria. Ten kac to taki substytut "wielkiego wydarzenia". Muszę przejść katusze, żeby docenić wieczorny stan ozdrowienia. Ulga mnie upaja.

Nie lepiej upajać się choćby miłością?

Lepiej. Jestem upojony bezustannie od osiemnastu miesięcy. To najbardziej niezaplanowana historia. Patrycja jest tłumaczką, ale pasjonuje ją kino. Po warsztatach reżyserskich chciała z koleżanką zrealizować niezależny projekt. Zaproponowała mi rolę w filmie Bagatela. Za friko. Zagrałem. I zakochałem się.

Dlaczego Patrycja?

Urzekła mnie. Nigdy nie zastanawiałem się, jakiej kobiety szukam. I to chyba moje szczęście - nie wiem, co mi się podoba. Kiedy człowiek jest zakochany, to nie może oderwać oczu i w zwykłych czynnościach widzi cud. Taka magia obserwowania codzienności. Wystarcza mi, że patrzę na Patrycję, gdy robi sobie makijaż albo rano przeciąga się. I od półtora roku się zachwycam.

Mieszkacie razem. To prawda, że jesteście zaręczeni?

Owszem. Na razie tylko w mediach, które uznały, że oświadczyłem się już Patrycji. Może wiesz, kiedy będzie nasz ślub?

Dowiedz się więcej na temat: siostra | świat | ojciec | film | śmiech | Mateusz Damięcki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje