Reklama

Reklama

Dostałam drugie życie

Kupiła Pani przez telefon w Sotheby´s dzieło Antonio T`apiesa. Jeszcze coś?
Ile razy! Kiedyś w Berlinie poznałam twórczość Anselma Kiefera. On maluje monumentalne obrazy. I okazało się, że jedną z prac można kupić. Kupiłam. A potem, jak zaczęłam porządkować moją kolekcję, myślę: Boże, ten Kiefer, o którym tak marzyłam, nijak się ma do całej reszty, która powinna układać się w jakąś całość. Halo, co ty zrobiłaś?! Bo kolekcja wymaga logiki i dyscypliny, a pan wie, że ja jestem zdyscyplinowana.

Reklama

A kto Panią w ogóle uczył sztuki? Bo przecież mówi się, że ma Pani być może najlepszą kolekcję w Polsce. Same pieniądze nie wystarczą.
Jestem samoukiem, swoją wiedzę zawdzięczam kolegom artystom z czasów studiów. Wie pan, że w tym czasie dorabiałam, jeżdżąc po domach kultury z wykładami o sztuce?

Ale to były inne czasy. Malczewski, Kossak... W Pani kolekcji jest np. instalacja Ewy Kulasek Stół z 12 kapeluszami, która wygląda jak żart. Dzisiaj, idąc przez Browar, widzę kilkadziesiąt białych krzeseł, które unoszą się i opadają. Ludzie robią zakupy i nagle stają przed dziełem, które ich zmusza do refleksji: czy to sztuka, czy kpina? Pani też ma wątpliwości?
To prawda, inwestowanie w sztukę stało się trudne, a ja lubię tę najtrudniejszą, multimedialną. Chciałam, by była ona wizytówką hotelu w Starym Browarze, który nazwałam Blow Up. Żeby tak jak w Powiększeniu Antonioniego goście mogli popatrzeć na siebie okiem kamery. Pomógł mi przypadek. W jednej z londyńskich galerii spotkałam bruneta w okularach. Rozmawiamy i nagle się okazuje, że to Rafael Lozano-Hemmer, jeden z największych artystów, jeśli chodzi o nowe media. Opowiadam o moim hotelu, a on mówi, że właśnie pracuje nad multimedialnym dziełem, które nazwał Blow Up. I teraz... ono jest w Poznaniu, u mnie w hotelu. A Wave Function, czyli te jego białe krzesła, które wcześniej pokazywano na biennale w Wenecji, można oglądać w Browarze. Wierzy pan w cuda?

Pieniądz czyni cuda.
To wiara czyni cuda. A pieniądz daje możliwość pokazania ludziom rzeczy, które dotąd widzieli tylko w albumie. I to jest mój cel. Przecież nie wezmę wszystkiego do domu, żeby oglądać w samotności.

Ale Pani nie sprawia wrażenia samotnej.
Bo nie jestem. Czasem, gdy człowiek się nie poddaje, dostaje jak w grze komputerowej drugie życie. I znajduje swoją drugą połowę.

Rozmawiał Jacek Szmidt

Dowiedz się więcej na temat: Jan Kulczyk | ślub | dziecko | zakupy | studia | cuda | dobrobyt | rower | Poznań | ojciec | rzeczy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje