Reklama

Reklama

Gisele Bundchen - na skraju załamania nerwowego

Gisele Bundchen to jedna z najpopularniejszych i najlepiej zarabiających modelek na świecie. Od drugiej połowy lat 90., kiedy to rozpoczęła trwającą ponad dwie dekady karierę w modelingu, zdążyła wystąpić w niezliczonej ilości pokazów najbardziej liczących się w branży domów mody, w międzyczasie pojawiając się w wartych miliony dolarów kampaniach reklamowych luksusowych marek.

Dziś gwiazda wybiegów postanowiła podzielić się tym, że jej życie nie jest tak doskonałe, jak mogłoby się wydawać. W nowym wywiadzie dla magazynu "People" Bundchen zdradziła kulisy powstawania jej nowej książki "Lessons: My Path to a Meaningful Life" poświęconej tematyce wellness, w której modelka pisze m.in. o swojej walce z lękiem, z którym borykała się przez wiele lat.

Reklama

"Pewne rzeczy mogą wyglądać na idealne, ale prawda jest czasem zupełnie inna" - powiedziała Bundchen. "Poczułam, że być może nadszedł czas, aby podzielić się niektórymi z moich słabości i uświadomiłam sobie, że nie zmieniłabym niczego, przez co przeszłam, ponieważ z powodu tych doświadczeń jestem teraz tym, kim jestem" - dodała.

Pozornie idealne życie gwiazdy jawi się jako podróż pełna wzlotów i upadków. Topmodelka borykała się w przeszłości z atakami paniki, w pewnym momencie znajdując się wręcz na skraju załamania nerwowego. Gisele zdradziła, że będąc u szczytu kariery, po podpisaniu rekordowego kontraktu z Victoria's Secret, wartego 25 milionów dolarów, zamiast czuć się szczęśliwa i spełniona, cierpiała na olbrzymi niepokój.

Pierwszy atak paniki nastąpił w 2003 r. Później musiała zmierzyć się też z klaustrofobią, mając przy tym nieustanne poczucie winy, że ma problemy psychiczne, mimo że jej życie zdaje się być usłane różami. "Czułam się bezsilna. Miałam wrażenie, że mój świat się kurczy, staje się coraz mniejszy, że nie mogę oddychać. To było zdecydowanie najgorsze uczucie, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam" - przyznała.

W pewnym momencie miała nawet myśli samobójcze. "Zdarzało się, że myślałam: jeśli po prostu skoczę z balkonu, to wszystko się skończy i nigdy nie będę musiała się już martwić o to uczucie zamykania się mojego świata" - wyznała szczerze.

Wówczas Gisele zdała sobie sprawę, że musi dokonać zmian w swoim życiu. Zaczęła spotykać się ze specjalistą, który zalecił jej przyjmowanie odpowiednich leków, jednak ona nie chciała uzależniać poprawy swojego stanu od medykamentów. Postanowiła więc znacząco zmodyfikować swój styl życia, a zwłaszcza dietę - zrezygnowała całkowicie z alkoholu, papierosów i cukru, zaczęła też medytować i uprawiać jogę, co pomogło jej utrzymać równowagę psychiczną i emocjonalną.

"Pomyślałem, że jeśli te rzeczy są w jakikolwiek sposób przyczyną bólu, który odczuwam, to muszę z tym skończyć" - podsumowała modelka. Dziś Gisele Bundchen jest jedną z najbardziej znanych ambasadorek slow life. Stale namawia do czerpania radości z tzw. małych rzeczy i skupienia się na tym, co "tu i teraz". W wywiadach wielokrotnie podkreśla, że stara się koncentrować na pozytywnych aspektach swojego życia, czerpiąc energię z aktywności fizycznej, medytacji, uprawy ogrodu i spożywania organicznych produktów, do czego zachęca też swoich fanów. (PAP Life)

autorka: Iwona Oszmaniec


PAP life

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje