Reklama

Reklama

Kamala Harris: Kobieta, która zmienia nie tylko Amerykę

(...) Na początku listopada 2019 roku w sztabie Harris zaczęło brakować pieniędzy i dyrektorowi kampanii Juanowi Rodriguezowi przypadło w udziale niewdzięczne zadanie dokonania redukcji etatów i zmierzenia się ze zjadliwymi reakcjami zwolnionych osób.

Reklama

Rodriguez był rozgrywającym w swojej szkolnej drużynie futbolowej w przedostatniej i ostatniej klasie. Rozgrywający uczyli się, jak przyjmować powalające ciosy. W bankrutującej kampanii Harris rozpoczęła się szarża obronna. "The New York Times" 29 listopada rozłożył na czynniki pierwsze kulejącą kampanię w tekście na prawie trzy tysiące słów, tytułem pt. How Kamala Harris’s Campaign Unraveled (Jak rozpadła się kampania Kamali Harris).

"Demokratyczne pole walki roku 2020 pełne jest zawirowań; niektórzy zawodnicy zyskują, inni odpadają, w tym miesiącu dołączyło też dwóch nowych. A jednak jest tylko jeden kandydat, który poszybował na wyżyny, by następnie runąć w stanach głosujących najwcześniej, uzyskując ledwie jednocyfrowe wyniki: pani Harris."

Rodriguez przyjął ów powalający cios. Rozgrywających można jednak powalić jedynie wtedy, gdy załamie się akcja całej drużyny. I tak też się stało w przypadku kampanii wyborczej Kamali Harris. Ton każdej kampanii nadawany jest na górze. Maya Harris krytykowała posunięcia doradców, a oni wiedzieli, że szaleństwem byłoby wchodzić między siostry Harris. Przekaz informacji był nudny. Zdecydowanie zbyt wiele było wewnętrznego fermentu, a doradcy, którzy stracili posady z powodu braku pieniędzy, odchodząc, atakowali.

Demokraci, którym nie uda się wygrać prawyborów w stanach południowych, nie mają szansy zdobycia prezydenckiej nominacji swojej partii. Harris musiała więc osiągnąć dobry wynik w Karolinie Południowej, gdzie najbardziej znaczące były głosy czarnoskórych wyborców. Sztab wyborczy Harris, podobnie jak sztaby innych demokratów, nie przewidział niezachwianego poparcia, jakim cieszył się wśród tego elektoratu Joe Biden. Harris nie udało się przesunąć w górę w sondażach, a to wpłynęło na zbiórkę funduszy na kampanię. Bez pieniędzy nie mogła kupić czasu antenowego na ogłoszenia wyborcze w stanach, które wcześniej przeprowadzają prawybory, co pomogłoby jej w sondażach. Powstało więc błędne koło.

Do końca 2019 roku Harris zebrała 40 milionów dolarów, niewiele ponad połowę kwoty (76 milionów) zgromadzonej przez Pete’a Buttigiega. Nie zdołała bowiem zdobyć popularności wśród drobnych ofiarodawców, którzy zapewniają znaczną część funduszy kandydatom Partii Demokratycznej. Statystyki Federalnej Komisji Wyborczej wskazują, że 54 proc. jej darowizn to datki w wysokości 200 dolarów lub mniejsze. Było to zdecydowanie mniej niż darowizny dla senator Elizabeth Warren z Massachusetts, która otrzymała 74 proc. swoich 127 milionów w kwotach dwustudolarowych lub niższych. Jednego dnia w lecie Harris zebrała zaledwie 4 tysiące dolarów z darowizn online.

Istniała jednak pewna szansa. Kandydaci na prezydenta nie mogą otrzymać od jednego ofiarodawcy więcej niż 2,8 tysiąca dolarów na prawybory i kolejne 2,8 tysiąca na wybory powszechne. Zważywszy na wysokie koszty kampanii, pozostaje im jedynie polegać na Super PACs, szczególnie podczas prawyborów. Super PACs, które muszą być niezależne od kandydatów, mogą przyjmować darowizny nieograniczonej wysokości. Widząc, że sztab wyborczy Harris bankrutuje, jeden z jej zamożnych zwolenników i dwaj dawni doradcy połączyli siły i założyli Super PAC pod nazwą People Standing Strong. Komitet zebrał 1,2 miliona dolarów.

Milion pochodził od Quinn Delaney, zamożnej propagatorki liberalizmu z Oakland, finansującej kandydatów i kampanie, które według niej przyczyniają się do postępu w likwidacji nierówności rasowych. Delaney i jej mąż, przedsiębiorca budowlany Wayne Jordan, należeli do najbardziej lojalnych sympatyków Harris. W polityce ogromne znaczenie ma wyczucie czasu. Christopher Cadelago z "Politico" 3 grudnia 2019 roku o godzinie 11.42 czasu wschodnioamerykańskiego poinformował, że super PAC wspierający Harris zaczął rezerwować czas antenowy w Iowa - i to wtedy gdy jej sztab wyborczy ledwie wiązał koniec z końcem i od września nie wyemitował ani jednego ogłoszenia wyborczego w tym stanie. Dan Newman i Brian Brokaw, konsultanci pracujący dla People Standing Strong, przelali 501 tysięcy dolarów stacjom telewizyjnym w Iowa, aby zaczęły nadawać ogłoszenie wyborcze promujące Harris, i przygotowywali się do wysłania kolejnych 500 tysięcy dolarów.

Miał to być największy zakup czasu antenowego na rzecz jakiegokolwiek kandydata, który nie był samofinansującym się miliarderem.

- Byliśmy jej jedyną szansą. Musieliśmy znaleźć się na antenie - powiedział Brokaw, który kierował kampanią Harris w 2010 roku, kiedy ubiegała się o fotel prokuratora stanowego.

Ogłoszenie niemal na pewno przyciągnęłoby uwagę wyborców i być może pomogłoby Harris wysunąć się na czoło stawki. Spot przedstawiał największe osiągnięcia kandydatki, urywki z przesłuchań sędziego Bretta Kavanaugha, prokuratora generalnego USA Williama Barra i jego poprzednika Jeffa Sessionsa, z jej popisowym wystąpieniem: "Zadaję panu bardzo proste pytanie. Tak czy nie?".

"Nie jestem w stanie tak szybko odpowiadać. Denerwuje mnie to" - nieporadnie bronił się Sessions w ogłoszeniu.

Głos narratora:

"Kamala Harris demaskuje republikanów. Wprawia ich w zdenerwowanie. I sprawia, że nie są w stanie bronić swoich kłamstw i korupcji. Zrobi to samo z Donaldem Trumpem. Kamala Harris, kandydatka demokratów, której Trump boi się najbardziej."

Cadelago 3 grudnia, trzy godziny i sześć minut po swym pierwszym sensacyjnym materiale, przekazuje kolejną bombę:

"Kamala Harris kończy kampanię prezydencką po miesiącach nieudanych prób podźwignięcia swej kandydatury z końca stawki - to przedwczesne odejście senator z Kalifornii, ogłoszonej niegdyś faworytką w wyścigu po nominację."

Brokaw i Newman osłupieli. Nie wierzyli własnym uszom. Nie mogła odejść, przynajmniej nie w tej chwili. Ale odchodziła. Brokaw zadzwonił do Delaney, by przekazać tę wiadomość, i obiecał spróbować odzyskać jej pieniądze. Udało mu się oddać większość. Harris zrezygnowała z wyścigu po naradzie ze swoim sztabem i uświadomiwszy sobie, że nie ma pieniędzy.

Wycofując się wcześniej, oszczędziła sobie wstydu wielkiej porażki podczas caucus w Iowa, i co ważniejsze, w swoim własnym stanie. Jej nazwisko nie miało pojawić się na kartach do głosowania w kalifornijskich prawyborach 3 marca. Może to i lepiej. Sondaże wskazywały, że przegrałaby w Kalifornii. Żenująca porażka sprowokowałaby pytania o jej potencjał jako kandydatki w kolejnych latach.

Wkrótce jednak pojawiła się inna szansa.

* Więcej o książce Dana Moraina "Kamala Harris. Pierwsza biografia" przeczytasz TUTAJ.

Zobacz również:

Przekaż 1% na pomoc dzieciom - darmowy program TUTAJ>>>

Dowiedz się więcej na temat: Kamala Harris

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje