Reklama

Reklama

Ks. Kazimierz Orzechowski: Pasterz aktorów

Kazimierz wytrwał, a po święceniach został duszpasterzem aktorów. Lepiej niż ktokolwiek inny rozumiał rozterki i problemy kolegów ze środowiska. Całym sercem wspierał także ludzi rozdartych, pogubionych. Dlatego został też kapelanem więziennym. - Tam są chorzy, narkomani, umierający. Chodzę na najtrudniejszy oddział "S1". Kocham tych moich chłopaków - mówił. Gdy pojawił się tam po raz pierwszy, wzdragał się na samą myśl, że w obskurnym pomieszczeniu, z brudnymi stołami i połamanymi krzesłami, ma odprawić mszę. Przemógł się jednak. Gdy tydzień później wszedł do tej samej sali, nie wierzył własnym oczom: - Ściany bielutkie, więźniowie pozawieszali na nich obrazy, które sami namalowali - opowiadał. Kiedy chciano ich przenieść do innego zakładu karnego, protestowali, bo... nie będzie tam księdza Kazia. Jeden z osadzonych po tym, jak skończył odsiadkę, nie poszedł do domu, ale został na kolejny tydzień, by jeszcze raz spotkać się z kapelanem. - Zrób mi krzyżyk na czole - poprosił go ks. Orzechowski. - Ja? To ksiądz jest od robienia krzyżyków - zdziwił się, ale spełnił życzenie.  - W ten sposób zabiorę twoje grzechy i cierpienie. Jadę do Ziemi Świętej. To jest tak, jak byś ty był ze mną - wyjaśnił mu kapłan.

Dowiedz się więcej na temat: Kazimierz Orzechowski | ksiądz | aktor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje