Reklama

Reklama

Łagodny drapieżnik

Przeszkadza ci, że Bart jest od ciebie dziesięć lat młodszy?
Mój pierwszy mąż był dużo starszy i jakoś nie zapewniło nam to szczęścia.

Reklama

Rodzina sprawiła, że odkrywasz w sobie nowe talenty. Niedawno zadebiutowałaś jako pisarka dla dzieci. Komu dedykowałaś Truskawkowe piegi?
Truskawkowe piegi pisałam dla samej siebie. Bohaterka jest w wieku mojej córki, ale bardziej przypomina mnie niż Liv. Ta książka pomogła mi uporać się z kompleksami z dzieciństwa. Ze względu na pracę ojca, który był sędzią wojskowym, przeprowadzaliśmy się kilkanaście razy. W każdej nowej szkole czułam się obco. Byłam ruda, wysoka, nosiłam okulary, no i te piegi... Były wszędzie. Na całym ciele. Nazywano mnie "piegowatą truskawką". Pamiętam, że próbowałam zdrapać je sobie z twarzy, a potem zamalować flamastrem. Nie wiem dlaczego, ale próbowałam je także usunąć maseczką z bardzo słodkiego ciasta - baklawy.

Co sprawiło, że w końcu zaakceptowałaś siebie?
Gdy skończyłam 15 lat, zmieniłam tradycyjne okulary na szkła kontaktowe. Zagrałam też w szkolnym przedstawieniu o Śpiącej królewnie. Nagle wszyscy: rodzice, nauczyciele i cała klasa, dostrzegli we mnie ładną dziewczynę i niezłą aktorkę.

Czy piękna kobieta może pogodzić się z faktem, że się starzeje?
Mam zmarszczki, ale nie zamierzam ich usuwać, wstrzykując sobie botoks. Twarz to moje narzędzie pracy. Muszę mieć sprawne wszystkie mięśnie. Kobieta po operacjach plastycznych wygląda podejrzanie atrakcyjnie. Niedawno zdałam sobie sprawę, że nawet jeśli będę o siebie bardzo dbać, i tak się zestarzeję. Dziwne, nie poczułam przerażenia, tylko ulgę.

Dlaczego?
Dlatego, że nie czuję już przymusu podobania się. Kiedyś Meryl Streep żartowała, że po pięćdziesiątce będzie miała w Hollywood mnóstwo pracy. I ma! Kiedy reżyser potrzebuje kobiety dojrzałej, to nie ma z kogo wybierać. Bo wszystkie dojrzałe przerobione zostały na "młodsze"...

Ale świat kocha młode kobiety.
Mam 48 lat i lubię być niewidzialna. Mój ulubiony strój to dżinsy, T-shirt, para conversów. Taką siebie kocham. Świat już nie musi.

To brzmi jak motto samotniczki.
Im jestem starsza, tym bardziej potrzebuję samotności. W Greenwich Village, tuż koło mojego domu jest kawiarnia, do której przychodzę prawie codziennie. Siadam przy stoliku, zamawiam kawę i po prostu patrzę na ludzi na ulicy... To moje ulubione zajęcie.

Dowiedz się więcej na temat: okulary | moore | drapieżnik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje