Reklama

Reklama

Lubię mężczyzn ubranych "niechcący"

Czuwa Pani nad dosłownie każdym szczegółem?

Reklama

Tak, bo każdy szczegół jest niezwykle istotny. Planujemy je z najwyższą drobiazgowością. Tak jak w McDonaldzie nie ma miejsca na żadną przypadkowość, jeżeli chodzi o rozmiar bułki czy wagę kotleta, tak u nas dopracowany jest każdy detal estetyczny i smakowy.

Trafiła Pani w dziesiątkę z tworzeniem "magicznego miejsca" dla kształtujących się polskich elit politycznych i artystycznych.

Proszę nie robić ze mnie wyrachowanego marketingowca. Nie uważam się za wybitną bizneswoman, uważam się za... czarodziejkę. Wszystko, co robię, jest autentyczne, płynie prosto z mojego serca. Żeby osiągnąć sukces, trzeba być twardym, pracowitym, niezwykle konsekwentnym, ale należy też lubić ludzi, świat i siebie. Mieć intuicję. I ja ją posiadam, jeżeli chodzi o zaspokajanie potrzeb swoich gości. Chciałabym, żeby mieli u mnie lepiej, niż mają na co dzień - oto cała tajemnica.

A co to znaczy - mieć dobry gust?

Posiadać w sobie lekkość i talent do tworzenia rzeczy pięknych. To coś bardzo trudnego do wypracowania. Trzeba się z tym urodzić, choć oczywiście można się pewnych zasad nauczyć.

Polacy mają dobry gust?

Różnie bywa. Na pewno mają go Polki. Na tle przedstawicielek innych krajów są eleganckie, ciekawie dobierają kolory, widać, że mają na siebie pomysł. Tylko jednocześnie są bardzo konserwatywne i nieśmiałe. Powinny być odważniejsze, szukać bardziej szykownych rozwiązań.

Na jaki element garderoby zwraca Pani uwagę u mężczyzn?

Podczas pierwszego spotkania - na buty. Mężczyzna w złych butach jest spalony. Może mieć mniej kosztowny zegarek, garnitur, ale obuwie to rzecz absolutnie kluczowa w męskiej garderobie.

Zegarek nie?

Znam bardzo bogatych mężczyzn, którzy noszą Swatche i bardzo im one pasują. Uważam, że zbyt kosztowny zegarek na ręku mężczyzny może być oznaką andropauzy. Podobnie jak Porsche (śmiech). Lubię mężczyzn ubranych w lekkie, lniane garnitury, niekoniecznie upiornie drogie. Podoba mi się, kiedy są ubrani odrobinę "niechcący". Na luzie. Bez skarpetek.

Ale Pani przywiązuje wielką wagę do swojego wyglądu. Podobno kładzie się Pani spać w pełnym makijażu?

To prawda. Szkoda mi, że tak ładnie wyglądam i muszę przed snem "zbrzydnąć", więc rezygnuję z demakijażu. Dopiero rano biorę długą, godzinną kąpiel i kładę nowy. Ale to tylko wtedy, gdy jestem z moim mężem.

Myślałem, że to złośliwość nieprzychylnych.

Nie, to akurat prawda, na złośliwości nieprzychylnych dawno przestałam zwracać uwagę. W ogóle ich nie śledzę, nie sprawdzam, co o mnie nowego napisano w internecie lub powiedziano

na mieście, bo chyba bym zwariowała, jeśli przywiązywałabym wagę do krążących opinii. Wie pan, w Polsce wciąż, wbrew pozorom, ciężko być kolorowym ptakiem. Zawiść w stosunku do ludzi, którym się powiodło, jest tak duża, że może wepchnąć w wielkie osamotnienie.

Dowiedz się więcej na temat: zegarek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje