Reklama

Reklama

Lubię mężczyzn ubranych "niechcący"

Sukces izoluje społecznie?

Reklama

Niestety tak - powoduje, że człowiek nabiera podejrzeń i szuka interpretacji zachowań innych ludzi. Aha - czasem zapala mi się w głowie lampka - coś za bardzo ta osoba była miła. Sukces

przyzwyczaja do tego rodzaju poszukiwań drugiego dna. Najgorsze, że osoby osamotnione z powodu życiowych osiągnięć starają się robić za dużo, okazują coraz więcej emocji i uczuć licząc, że dostaną w zamian coś autentycznego. To męczy. Kiedyś usłyszałam od jednego aktora: "Uciekaj, kolorowy motylu, bo ci tutaj spalą skrzydełka".

Spalili?

Bywa, że wciąż usiłują.

"Kiedy jestem smutna - maluję, kiedy rozpiera mnie radość życia - gotuję". Częściej Pani gotuje czy maluje?

(śmiech) Gotuję i maluję codziennie. Wymyślam i wprowadzam w życie większość pomysłów scenograficznych do restauracji. Ale bardzo ciekawe rzeczy dzieją się, kiedy ani nie maluję, ani

nie gotuję - w nocy. Wie pan, co mi się ostatnio przyśniło? Ogromne kalafiory, nieco spłaszczone, ze skórką od jabłka antonówki, wypełnione rozpierającym je spulchnionym miąższem jabłka. Czad, prawda?

Dobrze wspomina Pani lata swojego dzieciństwa?

Było dosyć stresujące, miałam wymagających rodziców, którzy trochę nie dawali sobie ze mną rady. Tata dużo podróżował, często go nie było.

Pani ojciec, Mirosław Ikonowicz, to słynny korespondent wojenny, autor popularnej książki "Zawód korespondent".

Tata wciąż jest bardzo aktywny, dużo podróżuje, kończy kolejną książkę. Kilka dni temu wrócił z Gruzji. W drodze do Tbilisi Lufthansa zgubiła jego bagaż, w którym była kamizelka kuloodporna.

Pożyczył?

Chodził bez, to w jego stylu.

Pani brat, Piotr Ikonowicz, jest natomiast największym utopistą politycznym w historii naszego kraju. Nawet najbardziej lewicowi politycy twierdzą, że nie da się z nim rozmawiać, bo dawno stracił styczność z realiami politycznymi.

Ha, mówi się tak, bo jest prawdziwym ideowcem, do cna wyzbytym koniunkturalizmu. Piotr naprawdę wierzy w to, co robi oraz mówi i ja go za to bardzo szanuję. Myślę, że jego wiara mogłaby się przełożyć na konkretne działania. To prawdziwy socjalista, autentycznie pogardzający mechanizmami politycznej gry.

Jak Che Guevara. Mógłby zginąć z rąk żołnierzy generała Franco, gdyby urodził się pokolenie wcześniej.

Proszę nie ironizować. Stać go na wiele. Nasza matka wpoiła mu to idealistyczne podejście do życia. Ale coś panu powiem. Uważam, że o życiowym powodzeniu mężczyzny decyduje to, z kim się ożeni. Odpowiednia kobieta potrafi z każdego mężczyzny zrobić fantastycznego faceta. Nieodpowiednia - zamkniętego w sobie, niespełnionego frustrata. I Piotrek chyba taką swoją idealną kobietę przegapił. To była Zofia Reyman, jego pierwsza żona. A kobieta naprawdę jest w życiu mężczyzny sprawą absolutnie pierwszą. Kimś, kto decyduje o sukcesie lub niepowodzeniu życiowego opus magnum.

Rozmawiał Marek Łuszczyna

Dowiedz się więcej na temat: zegarek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje