Reklama

Reklama

Marcin Wilk o Irenie Kwiatkowskiej: miewała ciemne myśli

Mamy też pamiętnik z lat dziecięcych i nastoletnich.

- Ano właśnie. Dwa zeszyty "Dzienników Irki Kwiatkowskiej". To największe znalezisko. Trafiły do rodziny nie przez aktorkę, a przez jej zaufaną gosposię Zofię Mróz. Ona dostała te zeszyty, by się nimi zaopiekować. Pamiętniki obejmują około 10 lat, więc niezbyt długi okres, jak na tak imponujący, niemal 100-letni, żywot. Były pisane między 1925 a 1935 rokiem.

Reklama

"Dziennik Irki Kwiatkowskiej" jest kopalnią wiedzy o jej dorastaniu...

- Kiedy Kwiatkowska zaczęła pisać pamiętnik, miała ok. 12 lat, jest to więc okres jej młodości, lat szkolnych, a potem studiów i początków kariery. Znajdziemy w nim wpisy poświęcone miłostkom, przygotowaniom do szkoły, ale też próby literackie. Młoda Kwiatkowska próbowała naśladować Mickiewicza, choć nie szło jej to najlepiej. Jako wartość opowieści o życiu te zeszyty są nie do przecenienia, bo dzięki nim mamy dostęp do marzeń, pragnień, oczekiwań. Kwiatkowska traktowała dziennik jak najlepszego przyjaciela, powiernika i taki charakter ma jej pisanie.

Z wpisów młodej Ireny wyłania się obraz dziewczyny bardzo wrażliwej, której brakuje pewności siebie. A przecież na studia aktorskie dostała się z pierwszego miejsca!

- Z pamiętnika wynika, że faktycznie nie czuła się pewnie, ale kto z nas tak się czuje? Na pewno nie była zadowolona ze swojego wyglądu, miała mnóstwo kompleksów. Koniec lat 20. to czas, kiedy piękne twarze trafiały na afisz. Aktorki zdobiły okładki czasopism, odbywały się pierwsze wybory miss. Kwiatkowska śledziła to wszystko rozgorączkowana, podziwiała urodę innych ludzi, bo nie tylko kobiet. Do tego wszystkiego nie miała też dobrych relacji z matką, nie czuła, że ma od niej wsparcie. Być może mama była dumna z córki, ale nie umiała jej o tym powiedzieć.

Wówczas obowiązywał inny model wychowania dzieci. Nie było miejsca na nadmierną uczuciowość.

- Myślę, że tak. Matka Kwiatkowskiej mogła też być po prostu przemęczona, miała na głowie cały dom, nie tylko dzieci. Irena Kwiatkowska przez całe życie była dla siebie surowa. Wymagała dużo zarówno od siebie, jak i od innych.

- Mimo kompleksów, w młodości była bardzo kochliwa. Z pamiętnika wynika, że jej emocjonalne życie buzowało. Ciekawą sprawą jest np. fascynacja "psychologiem" (tak go nazywa). Mowa o Stefanie Baleyu, który faktycznie był profesorem, specjalistą od psychologii rozwojowej, znaną postacią w XX-leciu międzywojennym. Różnica wieku między nimi wynosiła ponad 20 lat. Ta relacja miała charakter ogromnej fascynacji z jej strony i dużego zaangażowania z jego strony. Baley podsuwał jej lektury - Kwiatkowska dzięki niemu czytała np. Freuda. W jej życiu pojawiali się też oczywiście inni mężczyźni, ale nie miała szczęścia w miłości. Ten dziennik nie obfituje w zapiski dziewczyny, która spędza radośnie czas, idąc z chłopcem za rękę przez park, tylko raczej opisy nieszczęśliwych zauroczeń. Nie wiodło się jej w tej sferze. Zmienić się to miało dopiero po wojnie.

Dowiedz się więcej na temat: Irena Kwiatkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje