Marcin Wilk o Irenie Kwiatkowskiej: miewała ciemne myśli

Lata 45.-89. to również czas intensywnie spędzany z mężem - Bolesławem Kielskim (zmarł w 1993 roku po długiej chorobie). Jakie było ich małżeństwo?

Reklama

- Tak naprawdę niewiele wiemy o ich intymnej relacji. Można jednak zaryzykować tezę, że byli dla siebie bardzo dobrymi przyjaciółmi. Dużo razem podróżowali, słuchali jazzu, mieli podobne charaktery, lubili pracę. Co ciekawe, on bardzo cenił pracę żony, był dla niej ogromnym wsparciem i wielbicielem, przygotowywał teczki z wycinkami na jej temat.

- Kielski sprawiał wrażenie raczej chłodnego, był zawsze bardzo elegancki, "jakby wyszedł z pralni", jak mówili znajomi. Dżentelmen starej daty, erudyta, trochę dowcipny, świetnie wykształcony, znający języki, więc facet w tamtych czasach robiący dobre wrażenie, mający techniczne podejście do rzeczywistości, wolący miasto od wsi, beton od przyrody. Zanim poznał Kwiatkowską, był już żonaty. Miał też syna.  

- W IPN-ie jest jego teczka, w której znajduje się dokument o współpracy ze służbą bezpieczeństwa, krótkiej i dosyć nieudanej, ale jednak. Wiele wskazuje na to, że podczas jednej z dalekich podróży zagranicznych Kielski przywiózł ze sobą jakąś chorobę. W latach osiemdziesiątych zapadał się, tracił siły, w końcu już tylko leżał, na stałe przykuty do łóżka. Kwiatkowska zajmowała się nim cały czas, nie przerywając pracy. Nikt ze współpracowników nie zdawał sobie sprawy, w jak trudnej jest sytuacji.

- Jerzy Bończak opowiadał, że kiedy był u Kielskich na imieninach aktorki, Bolesław chorował. Leżał w drugim pokoju, a Kwiatkowska zaglądała się do niego co jakiś czas, niemal niepostrzeżenie. Niektórzy goście nie zdawali sobie do końca sprawy, że obok przebywa ciężko chory człowiek.

Kwiatkowska i Kielski nie mieli dzieci. Dlaczego, skoro byli bardzo udanym małżeństwem, podjęli taką decyzję?

- W 1929 roku rodził się siostrzeniec Ireny. Poród był bardzo ciężki, kilkudniowy, a 17-letnia Kwiatkowska przyglądała mu się z bliska. Już wtedy zdecydowała, że nie będzie miała potomstwa, skoro kosztuje to tyle cierpienia. W pewnym sensie można byłoby powiedzieć, że Kwiatkowska wybrała żywot aktorki, zaślubiła się pracy, a sztuki były jej dziećmi. Być może bała się przeniesienia niezbyt dobrych relacji z mamą na relacje ze swoim dzieckiem?

W latach 40. decyzja o nieposiadaniu dziecka musiała być trudniejsza niż dziś...

- Ale trzeba powiedzieć, że artystkom było łatwiej. W środowiskach artystycznych w ogóle więcej można, jak wiemy. Nina Andrycz na przykład wprost mówiła o aborcji. Nie sądzę, by Irena Kwiatkowska podzielała jej zdanie, ale chyba nikt jej o to nie spytał. Ciekawe, co naprawdę o tym myślała.

Dowiedz się więcej na temat: Irena Kwiatkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje